Hej!

Myślę, że każda z nas ma w sobie coś, co może nie do końca lubimy, ale przyzwyczaiłyśmy się do tego. W moim przypadku są to cienie, wręcz siniaki pod oczami. Mam je od urodzenia. Na ich intensywność wpływa to, ile czasu spałam, jak się odżywiam, itp. Kiedyś, kiedy jeszcze łączyłam studia dzienne i pracę, poszłam do biura bez makijażu. Był to okres sesji, więc nieprzespane noce były na porządku dziennym. Wtedy w biurze zapytano mnie, czy przez przypadek ktoś mnie nie pobił. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca, ale moje intensywne sińce mówiły same za siebie.

Jednak niezależnie od wszystkiego – siniaki są ze mną zawsze. Ostatnio miewają lepsze czasy, nie są aż tak wyraźne i przybierają delikatny fioletowo – zielony kolor. Wiecie, trochę więcej śpię. Przyznam szczerze, że nauczyłam się z nimi żyć i ich obecność kompletnie mi nie przeszkadza. Natomiast dobry, kryjący korektor to podstawa w mojej kosmetyczce, jeśli nie chcę być odbierana za ofiarę przemocy domowej.

Przez ostatnich kilka lat przerobiłam co najmniej kilkanaście korektorów. Te super kryjące, zachwalane przez beauty gurus, w moim przypadku nie robiły kompletnie nic. O zakryciu cieni w 100% nawet nie marzę. Natomiast od lat szukam korektora, który nie obciąży nadto cienkiej skóry pod oczami, nie przesuszy jej, a jednak zniweluje zasinienie. Dziś, po latach testów, przedstawiam Wam moje 3 ulubione korektory kryjące, które bez obaw można nakładać pod oczy i które kupicie w drogerii. Zapraszam do artykułu!

Lovely – No more dark circles

Pierwsza propozycja i za razem mój największy ulubieniec! Ten korektor kupicie w Rossmannie za niecałe 17zł (w pełnej cenie!). Ma on bardzo lekką, wodnistą konsystencję. Nie obciąża ani nie przesusza skóry pod okiem. Ten korektor nie zastyga na „mur – beton”, ale spokojnie – nie zbiera się w zmarszczkach, ani nie wchodzi w pory. Spośród wszystkich pokazanych dziś korektorów, ten ma najlżejszą formułę, a przy tym – jak sami widzicie – jego krycie jest naprawdę świetne, choć dla mnie – niepełne. Bardzo lubię ten produkt i mam ogromną nadzieję, że nigdy nie zostanie on wycofany ze sprzedaży!

Loreal – Infalible more than concealer

Ten produkt zrobił wokół siebie tyle szumu przez ostatni rok, że chyba nie muszę go nikomu przedstawiać. Oczywiście mowa o Loreal – Infalible more than concealer. Ten korektor dostaniemy w drogeriach stacjonarnych (Rossmann, Hebe, Natura, Superpharm) za ponad 60zł. Dlatego polecam Wam albo kupować go podczas promocji, albo w drogeriach internetowych, gdzie jego cena jest połowę niższa. Natomiast, wracając do samego produktu. Ten korektor ma o wiele bardziej gęstą i ciężką konsystencję, niż Lovely. Należy nakładać go w minimalnej ilości – w innym wypadku będzie wyglądał na „zważony”. ALE dzięki temu jest bardzo wydajny. Ten produkt może przesuszać skórę pod okiem, więc pamiętajcie, żeby zadbać o dobry krem nawilżający pod spód. Muszę też powiedzieć wprost, że pomimo, iż bardzo lubię ten korektor, opinie mówiące o jego 100% kryciu są mocno przesadzone…

Catrice – Liquid camouflage

Czy jest ktokolwiek, kto nie zna tego korektora? Kiedy pojawił się na rynku, jakieś 5 lat temu, był totalnym must have. Po tym czasie, trochę o nim zapomniano i poszedł w odstawkę, ale nadal – według mnie – jest to jeden z lepszych kryjących korektorów na rynku, który nadaje się pod oczy. I ta cena! Stacjonarnie dostępny jest w Naturze i Hebe za niecałe 16zł, a przez internet dostaniemy go jeszcze taniej. Jest to najbardziej zastygający spośród wszystkich dzisiejszych propozycji. Miejcie na uwadze, że może przesuszać. Konsystencja tego produktu jest raczej po tej lekkiej stronie – nie jest tak wodnisty, jak Lovely, ale zdecydowanie nie tak gęsty jak Loreal. Nie mam pojęcia ile opakowań tego korektora zużyłam przez ostatnie kilka lat, ale nie wyobrażam sobie nie mieć go u siebie, choć podobnie jak poprzednicy – nie daje mi on pełnego krycia.

Poniżej wrzucam zestawienie wszystkich trzech korektorów, o których była dzisiaj mowa, czyli
Lovely – No more dark circles, nr 01,
Loreal – Infalible more than concealer, nr 324,
Catrice – Liquid camouflage, nr 10.
Wrzucam także swatche każdego z tych produktów „na świeżo” i po kilku minutach. Każdy z nich odrobinę oksyduje, natomiast – sami zobaczcie, że nie jest to jakaś drastyczna różnica.

Gdybym miała zdecydować się na jeden z wymienionych dziś produktów, raczej wybrałabym korektor z Lovely lub Catrice. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi lekka konsystenca tych produktów, przy tym samym kryciu, które proponuje Loreal – nie wspominając już o ich kilkakrotnie niższej cenie. Chociaż przyznam szczerze – cieszę się, że nie muszę wybierać 😀

Dziękuję Wam za przeczytanie dzisiejszego posta. Koniecznie napiszcie w komentarzu, jaki jest Wasz ulubiony drogeryjny korektor pod oczy? Może znacie produkty, o których dziś wspomniałam? Chętnie przetestuję także coś z Waszych poleceń! Zapraszam Was także na mój instagram: @badhairway.pl – beauty oraz @badhairway – podróże.

Ściskam,
Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.