Jadąc za granicę musimy zaopatrzyć się w odpowiednią walutę. Co prawda, w przygranicznych sklepach np. w Czechach, czasem jeszcze można płacić złotówkami, ale to raczej rzadkość. Sama pamiętam, kiedy wybrałam się w swoją pierwszą podróż do Cypru. Codziennie nosiłam przy sobie kilkaset euro plus sporo lir tureckich. Było to o tyle stresujące, że ciągle bałam się, że jeśli ktoś mnie okradnie lub zgubię saszetkę, zostanę bez grosza przy duszy. Ale wiecie co? Wcale nie trzeba nosić ze sobą równowartości kilku tysięcy złotych w gotówce. Za granicą można płacić kartą i niekoniecznie musi się to wiązać z niewyobrażalnymi kosztami nakładanymi na nas przez banki. O płatnościach zagranicznych oraz o tym, ile gotówki faktycznie warto ze sobą zabrać, przeczytacie w dzisiejszym poście. Zapraszam!

Karta płatnicza / kredytowa 

Zwykle nie ma problemu, żeby w sklepie / restauracji zapłacić po prostu naszą zwykłą kartą płatniczą, z której korzystamy na co dzień. Jednak zanim nabijemy rachunek w knajpie, nie mając przy sobie gotówki, warto zapytać obsługę, czy aby na pewno możemy zapłacić kartą. W tym dniu możemy mieć pecha i trafić na awarię terminala. Płatność kartą może jednak nie być dla nas do końca korzystna. Dlaczego? Po pierwsze, kwota zostanie przewalutowana na walutę naszej karty (czyli złotówki), po kursie bankowym, który bywa mało korzystny. Dodatkowo bank może doliczyć prowizję, która wynosi zwykle kilka procent – dla nas jest to dodatkowy koszt. Sama spotkałam się z tym, że o wiele bardziej korzystne warunki dostajemy przy korzystaniu z kart kredytowych, nie debetowych. Często wtedy w grę wchodzi tylko kurs narzucony przez bank, bez dodatkowych prowizji.

Odsyłam Was do artykułu, gdzie szczegółowo opisane są wszelkie koszta związane z płatnościami zagranicznymi, z uwzględnieniem konkretnych banków: https://www.czerwona-skarbonka.pl/platnosc-karta-za-granica-ile-kosztuje-i-od-czego-zalezy/

Revolut

Na początku powiem, że nie jest to post sponsorowany. Natomiast przyznaję, że jestem ogromna fanką Revoluta, więc teraz zamierzam bezpardonowo go chwalić!

Czym w ogóle jest Revolut i na czym to polega? Ściągamy aplikację na telefon, musimy wpłacić chyba 20zł (które później jest na naszym koncie i możemy je śmiało wykorzystać), skanujemy dowód, podajemy adres i… czekamy aż przyjdzie karta. Tak, zwykła karta mastercard. Dlaczego więc jest to takie genialne? Ponieważ jesteśmy rozliczani na podstawie obecnego kursu (w weeekend jest to +0.5%) i nie mamy żadnych ukrytych opłat, prowizji, itd. Dodatkowo, możemy tworzyć subkonta w różnych walutach. Przed wyjazdem (lub w trakcie) kupujemy walutę i po prostu płacimy nią za granicą. 

Z poziomu aplikacji ustawiamy wszelkie zasady bezpieczeństwa – włączamy / wyłączamy płatności zbliżeniowe, przelewy bankowe. wypłaty z bankomatów, czy jakiekolwiek inne płatności kartą. Dzięki czemu nawet, jeśli karta zginie lub zostanie skradziona, można w łatwy sposób ją zablokować.

Dzięki temu, że płacąc Revolutem nie jesteśmy w żaden sposób stratni, nie potrzebujemy być zaopatrzeni w gotówkę, która starczy nam na cały wyjazd.

Wypłaty gotówki z bankomatów

Jeśli chodzi o wypłacanie gotówki z bankomatów, korzystając z naszych standardowych kart… Raczej bym tego unikała. Podobnie jak przy płatności kartą, przewalutowanie w tym wypadku jest niekorzystne, naliczana jest nam prowizja. W przypadku Revoluta sprawa jest o wiele prostsza (natomiast pamiętajcie, by wybrać opcję wypłaty w walucie kraju, w którym aktualnie przebywacie!). Warto też zwrócić uwagę, czy bankomat nie pobiera dodatkowej opłaty za wypłatę gotówki, a to zdarza się bardzo często. Często też jest to opłata w wysokości kilkudziesięciu złotych. 

Czy warto brać ze sobą jakiekolwiek pieniądze?

Według mnie tak. Natomiast zamiast równowartości kilku tysięcy złotych, wystarczy mieć ze sobą równowartość 100 – 200zł. Pamiętajcie, że nie w każdym miejscu da się zapłacić kartą. Chcąc spróbować lokalnego jedzenia z małej budki, czy kupić magnes w sklepie pamiątkami, możemy naciąć się na brak terminala. Tym bardziej, dobrze, jeśli mamy ze sobą mniejsze nominały, czy nawet monety. Co zrobić z pieniędzmi po powrocie? To już zależy od Was i od tego, ile tej gotówki faktycznie zostało. Ja raczej nie sprzedaję euro. Natomiast po powrocie ze Szwajcarii sprzedałam franki (zyskałam na tej transakcji całe 2zł!). W ubiegłym roku sprzedałam także dolary kupione na wyjazd do Azji. Pewnie normalnie bym tego nie robiła, ale zostało mi około 200$, kurs dolara wtedy szalał i znowu – sprzedaż waluty była po prostu korzystna. 

Dziękuję Wam za przeczytanie dzisiejszego posta. Dajcie znać w komentarzu, jeśli chcielibyście poznać więcej szczegółów dotyczących Revoluta. Zapraszam Was także na mój instagram: @badhairway – travel, @badhairway.pl – beauty. gdzie regularnie publikuję treści. Widzimy się już niedługo w kolejnym poście!

Ściskam,
Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.