Od mojej wizyty na Cyprze minęły już 2 lata. Była to moja pierwsza poważniejsza podróż, w dodatku zorganizowana na własną rękę (oczywiście nie robiłam tego sama, prędzej stwierdziłabym, że bardziej w tym przeszkadzałam, niż pomogłam). Przez 10 dni spędzonych na wyspie, udało nam się odwiedzić kilka miast znajdujących się zarówno w części greckiej, jak i tureckiej. W artykule opowiem Wam o tym, gdzie konkretnie byłam, co warto tam zwiedzić i zobaczyć, a także gdzie i jak zorganizowaliśmy noclegi, czy transport. Zapraszam na pierwszy reportaż z podróży! 

Pssst… Jeszcze zanim zacznę… moja podróż na Cypr miała miejsce przeszło 2 lata temu, w związku z czym nie jest wykluczone, że pewne fakty/ miejsca mogą mi się pomylić 😉

TRANSPORT 

Na Cypr lecieliśmy oczywiście samolotem, z Warszawy do Larnaki. Lot w obydwie strony Wizzairem kosztował około 650zł za osobę. Mieliśmy ze sobą tylko małe bagaże podręczne wliczone w cenę biletu. 

Przy lotnisku w Larnace jest przystanek autobusowy, gdzie kursuje transport publiczny, nawet do późnych godzin nocnych i spokojnie można stamtąd dostać się w okolice centrum. 

Na samym Cyprze poruszaliśmy się głównie komunikacją publiczną – zarówno w samych miastach, kiedy dystans był dalszy, jak i przemieszczając się pomiędzy nimi. W internecie z łatwością znajdziecie rozkłady jazdy zarówno linii miejskich jak i międzymiastowych (dotyczy to tylko Cypru Południowego). Warto wiedzieć, że aby autobus się zatrzymał, należy mu wcześniej pomachać (tak jak często w starych filmach ludzie łapią taksówki). Inaczej może on nas minąć nas nawet, jeśli stoimy na przystanku. Podobnie z wysiadaniem – warto pilnować swojego miejsca docelowego i poprosić kierowcę, żeby tam nas wypuścił.

Sprawa ma się trochę gorzej na północy. Turecka część Cypru jest muzułmańska, w związku z czym po godzinie 19 nie kursują już połączenia międzymiastowe. Wynajem samochodu tam również nie należy do najprostszych i najtańszych – jest szereg kryteriów, które należy spełnić. My, chcąc dostać się w miejsce oddalone od miasta, w którym przebywaliśmy zdecydowaliśmy się na autostop, poznając przy tym przesympatycznych ludzi, którzy dodatkowo pokazali nam okolicę. 
Warto wspomnieć również, że busy niekoniecznie zatrzymują się na przystankach. Za to potrafią trąbić za Wami na ulicy. Jeśli odmachacie kierowcy – z pewnością zatrzyma się i podrzuci Was, o ile akurat ma po drodze. Natomiast ceny za bilet są mocno uznaniowe. To znaczy, że kierowca może zażyczyć sobie od Was o wiele wyższą cenę, niż faktyczna wartość biletu.

LARNAKA

Pierwsze punkty naszego planu to Meczet Hala Sultan Tekke oraz Jezioro Salt Lake. Jeśli wybieracie się właśnie do Larnaki, koniecznie musicie odwiedzić te miejsca. Hala Sultan Tekke to meczet, który uznaje się, że powstał w miejscu pochówku ciotki Mahometa. Dojedziecie tam tym samym transportem, który jedzie w stronę lotniska, a przy okazji, po drodze zobaczycie bezkres Salt Lake. W okresie letnim po jeziorze można wręcz chodzić, ponieważ jest ono kompletnie wysuszone.

Hala Sultan Tekke
Salt Lake

Cypr był moim pierwszym spotkaniem z Grecką kulturą. Starożytny Kition momentalnie przeniósł moją wyobraźnię mnie do starożytnego, mitologicznego miasta. Koniecznie odwiedźcie to miejsce!

Starożytny Kition

Kolejne “must see” na liście, to Akwedukt Kamares, czyli imponujący system inżynieryjny, dzięki któremu jeszcze do niedawna doprowadzano wodę na Cypr. Akwedukt został wybudowany w XVIII wieku. Znajduje się raczej na obrzeżach miasta, jednak ponownie można liczyć na komunikację miejską.

Akwedukt Kamares

Przenieśmy się jednak bliżej centrum, gdzie mogliśmy podziwiać przepiękną Cerkiew Świętego Łazarza. Uznaje się, że powstała w miejscu pochówku Łazarza – człowieka wskrzeszonego przez Chrystusa. Przy okazji zwiedzania cerkwi, udało się wziąć udział w cypryjskich zaślubinach.

Cerkiew świętego Łazarza

Sam Bulwar Nadmorski również jest bardzo przyjemny, zwłaszcza po wielu godzinach zwiedzania, kiedy chcemy się trochę zrelaksować. Nadmorski Bulwar znajduje się w centrum miasta. Z jednej jego strony znajdziemy naprawdę przyjemne knajpki, zaś z drugiej – plażę! Spacerując wzdłuż promenady, natkniemy się na posąg Zenona z Kition, popiersie Kimona z Aten, czy na kamiennego lwa. Na końcu drogi leży fort, utrzymany w bardzo dobrym stanie. 

NIKOZJA – PRZEJŚCIE GRANICZNE

W samej Nikozji nie mieliśmy czasu na zwiedzanie. Jedyne co, w drodze powrotnej, zatrzymaliśmy się w kawiarni, by spróbować prawdziwej kawy po turecku. Udaliśmy się tam głównie po to, by przejść przez granicę, ponieważ to właśnie w stolicy Cypru znajduje się granica między Cyprem Greckim, a Tureckim. Ciężko jest nie trafić w odpowiednie miejsce. Nie wolno robić tam zdjęć, więc niestety nie pokażę Wam taśmy zaczepionej o kawiarniane krzesła, która ją wyznaczała. Przed wyjazdem znalazłam w internecie kilka sprzecznych informacji, czy można przejść przez tę granicę jedynie z dowodem osobistym, czy muszę mieć ze sobą paszport (Turcja nie należy do Schengen). Na miejscu okazało się jednak, że dowód osobisty jest wystarczający, a samo przejście jak i powrót to formalność.

Zanim przejdę dalej i opowiem Wam jak było w Kyrenii, jedna mała uwaga. Jadąc w stronę północy, rozglądajcie się przez okna! Przy granicy, będzie widać ogromną turecką flagę na jednej z gór

Kawa po turecku, Nikozja

KYRENIA 

Czy byliście kiedyś w miejscu, które dosłownie zaparło dech w Waszych piersiach? Ja poznałam to uczucie właśnie w Kyrenii, w Zamku (Twierdzy) Kalesi. Widok, który rozpościerał się z tego miejsca, jest niesamowity. Sama budowla jest utrzymana rewelacyjnie. W środku znajdziemy też wiele wystaw, czy ekspozycji – jak wrak statku z 300 r. p.n.e.

Girne Kalesi
Girne Kalesi

Na St. Hilarion zdecydowaliśmy się iść pieszo. Nie jest to aż tak daleko od miasta, a kierowcy komunikacji publicznej próbowali dość mocno nas naciągnąć. Mówi się, że ten zamek zainspirował Walta Disneya przy tworzeniu zamku Królewny Śnieżki. Miejsce jest bajecznie piękne. Dla zwiedzających otwarte są zarówno wnętrza, jak i fasady budynku.

St. Hilarion
St. Hilarion

Nie wiem, czy wiecie, ale na Cyprze Północnym aktywną działalność prowadzą fundacje, które ratują małe żółwie! Znajdują jajeczka i młode, słabe stworzenia, tak, by nie zajęły się nimi ptaki. Kiedy żółwiki już się wyklują i są gotowe do dalszej, samodzielnej drogi, wypuszczają je na wolność. Te organizacje publikują na facebooku posty o planowanym wypuszczaniu żółwi i można się zapisać, by wziąć udział w takim wydarzeniu. Nam się to udało. Jechaliśmy stopem 40km na północ i wypuszczaliśmy małe żółwie na wolność. Warto wspomnieć, że te wydarzenia bywają płatne lub po prostu organizacja prosi o wsparcie finansowe, więc dobrze mieć przy sobie trochę gotówki, by wspomóc słuszną sprawę!

Plaża, gdzie wypuszczaliśmy żółwie na wolność, 40km od Kyrenii

Prawie zapomniałam wspomnieć o tutejszej kuchni! Będąc na północnej stronie wyspy, warto spróbować jednego z najbardziej popularnych dań kuchni tureckiej, czyli… kebaba! Co ciekawe, właściciele kebabów w Kyrenii często mówią po polsku, pytając, czy życzymy sobie “ostry”, czy “nieostry”! Kebaby tutaj składają się głównie z mięsa. Jako warzywa dostajemy głównie pomidory, natkę pietruszki oraz cebulę. Racząc się posiłkiem “na miejscu”, często dostaniemy także przystawki, składające się z innych surówek oraz mega ostrych papryczek. Do ostrych kebabów zwykle podawane są kefiry do popicia.

PAFOS

Wróciliśmy na południe. Paphos to chyba najbardziej turystyczno – plażowa miejscowość, w której byliśmy. Znana jest także z tego, że wielu Rosjan ma tam swoje letnie posiadłości i często spędza tam wakacje. 

Pafos może pochwalić się przepięknym portem, gdzie warto wybrać się na spacer po zmroku. My postanowiliśmy zwiedzić katakumby Agia Solomoni oraz Grobowce Królewskie. Wszystkie zachowane w bardzo dobrym stanie i robiące ogromne wrażenie. W Paphos była także najpiękniejsza plaża, jaką do tej pory widziałam. Pamiętajcie jednak, żeby nie kąpać się na boso – dno jest kamieniste, łatwo poranić sobie stopy!

Grobowce królewskie
Plaża Paphos
Plaża Paphos

LIMASSOL

Czas na nasz ostatni, bardzo krótki przystanek, czyli Limassol. Tutaj postanowiliśmy zwolnić tempo, jeśli chodzi o intensywne zwiedzanie i po prostu trochę odpocząć i posiedzieć na plaży. Wybraliśmy się jednak do Starożytnych Ruin Kitionu, które mają za sobą naprawdę rozbudowaną historię. W pamięć zapadły mi głównie zachowane mozaiki oraz amfiteatr! Wybraliśmy się także do Muzeum Wina, gdzie poza oglądaniem wystaw oraz poznawaniem historii wyrabiania popularnego trunku, mieliśmy również możliwość degustacji różnych rodzajów win. 

Starożytne ruiny Kitionu – amfiteatr
Muzeum wina – degustacja

Podróż na Cypr była dla mnie w pewnym stopniu przełomowa. Mam ogromny sentyment do tego miejsca i niezależnie od tego, czy jesteście freakami zwiedzania, czy wolicie spędzić urlop odpoczywając na jakiejś ładnej plaży, gwarantuję, że na tej wyspie każdy znajdzie coś dla siebie. Warto również wspomnieć, że mieszkańcy są bardzo przyjaźni w stosunku do turystów!

Bardzo dziękuję Wam za przeczytanie dzisiejszego artykułu. Mam nadzieję, że ten post będzie dla Was inspirujący, jeśli planujecie wycieczkę na Cypr. A jeśli nie – kto wie, może Was do tego zmotywuje! Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy mieliście już szansę odwiedzić tę cudowną wyspę i jakie są Wasze miejsca na liście “must see”?!

Zapraszam Was także na mój instagram @badhairway, gdzie nadal dostępna jest cała relacja z Cypru oraz wiele zdjęć właśnie z tego miejsca!

Ściskam,
Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.