Pewnie (jeszcze) nie wiecie, ale seria Plante od Soraya to jedna z niewielu linii drogeryjnej pielęgnacji, która sprawdza się u mnie naprawdę dobrze i którą lubię. Tym bardziej byłam ciekawa podkładu, który firma wypuściła jako przedłużenie tej właśnie linii. W trakcie przygotowywania tego posta złapałam się na tym, że nie wiem kompletnie nic o tym podkładzie… Pojęcia nie mam, co obiecuje producent, do jakiej cery podkład jest przeznaczony. Wiem tylko, że ma naturalne składniki. Kupiłam go wyłącznie z ciekawości, licząc, że spodoba mi się tak, jak pielęgnacja z linii Plante. Dlatego chciałabym zaproponować dość nietypową formę recenzji. Na początku podzielę się z Wami moją opinią na temat podkładu, opowiem o moich wrażeniach i dopiero później sprawdzimy, co tak naprawdę obiecał nam producent, weryfikując to z rzeczywistością. Co Wy na to? Zapraszam do artykułu!

Cena, dostępność, opakowanie, odcienie

Zanim przejdziemy do meritum – kilka informacji technicznych. Podkład Soraya Plante dostaniemy w Rossmannie. W pełnej cenie kosztuje on niecałe 30zł – dokładnie
29,99 zł (pssst obecnie – do 15 listopada – jest na promocji, za 20,99zł!). Produkt zamknięty jest w uroczej, wyciskanej tubce, widoczna grafika jest powielona z pozostałych produktów z linii Plante. Mi osobiście tubka nie przeszkadza, choć przyznaję, że o wiele bardziej wolę podkłady zaopatrzone w pompkę. Uważam, że bardzo ułatwia to odpowiednie dozowanie produktu. Niestety, bardzo łatwo jest wycisnąć z tubki zbyt dużo podkładu, którego nie zużyjemy.

Gama kolorystyczna jest dość uboga – producent zaoferował tylko 3 odcienie. z których raczej żaden nie nada się dla bladziochów. Ja zdecydowałam się na odcień 01 Vanilla – najjaśniejszy z gamy. Ma on ciepły, żółty podton. Poniżej znajdziecie jego porównanie z innymi podkładami drogeryjnymi.

Moja opinia – wykończenie, działanie, trwałość

Tak, jak pisałam na początku – nie mam bladego pojęcia, co podkład ma robić wg producenta. Dlatego opowiem Wam o moich odczuciach.

Podkład pachnie. Nie jest to mocny, chemiczny, perfumowany zapach (taki by mi zdecydowanie przeszkadzał), raczej bardzo delikatny, trochę kwiatowy – jeśli znacie produkty do pielęgnacji Soraya Plante, ten zapach pewnie nie będzie dla Was zaskoczeniem. I co ważne na początek – po kilkunastu użyciach nie zapchał mnie i nie wpłynął negatywnie na stan mojej cery. Krycie tego podkładu określiłabym jako średnie, w stronę mocnego. Ja nakładam go jedną cienką warstwą, dzięki czemu wygląda na skórze bardzo naturalnie, wręcz wtapia się w nią. Nie ciemnieje! Nawet powiedziałabym, że dopasowuje się do odcienia skóry. Można dokładać kolejne warstwy, co mocno podkręca krycie, jednak mam wrażenie, że wtedy produkt uwidacznia pory i nie wygląda już tak flawless. Produkt rozprowadza się po skórze równomiernie, aplikacja jest naprawdę łatwa i przyjemna.

Nie jest to podkład zastygający. Wykończenie ma raczej świetliste, nawilżające. Dla mnie jest to zbyt duży błysk (większy niż naturalne świecenie się skóry), żebym nosiła ten podkład nieprzypudrowany (pomimo tego, że cerę mam raczej normalną, bez problemów z nadmiernym wyświecaniem się). Cechą (specjalnie nie używam słowa „wada”) takiego wykończenia jest to, że dotykanie twarzy, czy noszenie maseczki wpływa na jego trwałość. Nie jest to w żaden sposób dziwne. Jednak to, co warto podkreślić to fakt, że podkład ściera się w bardzo subtelny i naturalny sposób.

Jeśli chodzi o trwałość – u mnie bez problemu podkład wytrzymuje cały dzień w bardzo dobrym stanie. Jest mocno świetlisty, przez co muszę go przypudrować po nałożeniu, jednak nie używam dodatkowej porcji pudru w ciągu dnia i cały czas czuję się dobrze. Jedyne co – czasem po paru godzinach odciskam go w chusteczkę, żeby zebrać z twarzy nadmiar sebum. Podkład sam z siebie nie „przesuwa się” po twarzy, jednak wszelkie pocieranie, czy dotykanie (co w czasach noszenia maseczek jest nieuniknione) wpływa na jego trwałość.

Poniżej możecie zobaczyć, jak podkład wyglądał na mojej buzi od razu po aplikacji oraz przypudrowany. Zobaczcie również, jak zmieniał się jego wygląd przez cały dzień. Przyznaję, że akurat tego dnia podkład dostał ode mnie lekkie fory, ponieważ ani razu nie musiałam zakładać maseczki.

Cera bez podkładu, z podkładem, z podkładem i pudrem (plus korektor pod oczami).
Wygląd przypudrowanego podkładu na 3, 7 i 11 godzin po aplikacji.

Obietnice producenta

Nadszedł moment, kiedy moje zweryfikujemy rzeczywistość z obietnicami producenta. Tłustym drugiem wkleję opis podkładu, który znalazłam na stronie Rossmanna, po czym dodam dwa słowa od siebie. Podkreślam, że nie zamierzam tutaj weryfikować zgodności składu z tym, co opisał producent 😉

  • Naturalny podkład dopasowujący się, którego lekka konsystencja oparta jest na naturalnych ekstraktach, daje uczucie jakby makijażu nie było – efekt make-up no make-up!
    Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że podkład ma lekką konsystencję. Jego formuła jest raczej gęsta. Natomiast faktycznie stwierdzenie „daje uczucie jakby makijażu nie było” jest trafione w punkt!
  • Roślinny, delikatny i nienachalny zapach oraz oddychające formuły typu adapt, zawierające 95% składników naturalnych zamkniętych w ekologicznej tubie z recyklatu.
    Ze składem produktu, czy produktach użytych do wykonania opakowania nie zamierzam polemizować 🙂 Jednak faktycznie, jak wspomniałam wcześniej – podkład ma subtelny zapach, który w żaden sposób nie jest odpychający.
  • Podkład nawilża, nie przeciąża skóry oraz daje bardzo naturalne wykończenie. Produkt przyjazny skórze, środowisku oraz dla wegan.
    Znowu muszę się zgodzić! Co prawda dla mnie wykończenie jest zbyt świetliste, jednak wystarczy odrobina pudru i jesteśmy w domu 🙂

Podsumowując…

Dla mnie ten podkład to prawdziwe odkrycie! Bardzo lubię go nosić. Wygląda mega naturalnie, odcień pięknie wtapia się w moją cerę. Co prawda nie nada się na większe wyjścia, nie sprawdzi się także w jakiś ekstremalnych warunkach, jednak na codzień sprawdza się doskonale. Cena również jest bardzo zachęcająca, tym bardziej, że według znawców, mamy tu do czynienia z naprawdę fajnym składem. Uważam, że ten podkład będzie strzałem w dziesiątkę zwłaszcza dla osób z cerą suchą, normalną, lekko mieszaną, które lubią krycie. Nie polecałabym tego produktu posiadaczkom cery mieszanej, ponieważ może on nie utrzymać się u Was zbyt długo. Podobnie w przypadku bardzo bladych osób – raczej nie znajdziecie w gamie odcienia dla siebie.

Ja bardzo cieszę się, ze kupiłam ten podkład. Zgodnie z oczekiwaniami – polubiłam go równie mocno, jak produkty do pielęgnacji z linii Soraya Plante. O dziwo, producent nie obiecał tutaj nie wiadomo ile, a jego obietnice faktycznie zostały pokryte. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy znacie ten podkład i jakie są Wasze odczucia na jego temat?

Bardzo dziękuję Wam za przeczytanie dzisiejszego posta. Zachęcam do komentowania – może macie pomysły na kolejne wpisy? Zapraszam także na moje profile instagramowe: @badhairway – travel, lifestyle, @badhairway.pl – beauty. Do zobaczenia!

5 Replies to “Podkład naturalny Soraya Plante – drogeryjny hit, czy rozczarowanie?”

  1. Mi w składzie przeszkadzają dwa składniki, ale mimo to podkład wydaje się być warty wypróbowania. Ciężko znaleźć kosmetyki z idealnym składem. 🙂
    Mam nadzieję, że najjaśniejszy kolor nie będzie dla mnie za ciemny. Plus, że podkład nie ciemnieje. Dzięki za recenzję! 🙂

    1. coś w tym jest. do tej pory, moja cera jest raczej łaskawa i rzadko kiedy coś ją faktycznie zapycha. Koniecznie daj znać, czy zdecydujesz się na ten podkład i jak Ci się sprawdzi!

  2. Dzien dobry, podklad bylby dobry gdyby nie fakt ze numeracja kolorow poprzedniej serii nie odpowiada numeracji serii plante. Jesli ktos jak ja od lat kupujacy ten sam produkt zostaje przekirowanny na podklad z nowa szata graficzna bierze nawykowo swoj staly numer koloru w moim przypadku 2 cieply bez, tym czasem w serii plante cieply bez to numer 3. Nie majac testera nie jest sie w stanie odroznic tupki 2 i 3 bo kolory przedstawione na opakowaniu sa identyczne co wrowadza w blad. Cena z 8 na 29 zl tez daje do myslenia choc moze produkt w zgodzie z natura musi byc drozszy.

    1. wow! nawet nie wiedziałam, że ten podkład miał po prostu zastąpić inny produkt. Faktycznie, skok cenowy jest spory, choć jakoś szczególnie mnie nie dziwi (nie mówię, że to pochwalam) – ale też cały marketing tej serii jest o wiele bardziej rozwinięty. ogromnym minusem jest brak testerów tych produktów w drogeriach. Ostatecznie zawsze znajdzie się ktoś, kto bezczelnie taki podkład otworzy, sprawdzi go na ręce, a my później kupujemy używany produkt…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.