Myślę, że nowości od Glamshopu budzą chyba największe zainteresowanie na polskim rynku kosmetycznym. Sama śledzę poczynania Hani od początków glamshopu i jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak bardzo rozwinęła swoją firmę. Jedna z gorętszych nowości to podkład. Z myślą o Was, zdecydowałam się zakupić próbki wszystkich jego kolorów, porównać do innych produktów tego typu, które mam oraz porządnie je przetestować. Jaka jest moja opinia na temat nowego podkładu Klasyk? Zapraszam do artykułu!

Cena, opakowanie i dostępność

Podkład dostępny jest wyłącznie na stronie glam-shop.pl. Niestety nie mamy możliwości sprawdzenia „na żywo” jego koloru, jednak producent daje możliwość zakupienia próbki w cenie 2,50zł (ja zdecydowałam się właśnie na to rozwiązanie). Pełnowymiarowy produkt kosztuje 49zł i dostępny jest w standardowej dla podkładów pojemności 30ml. Niestety, na temat jakości opakowania nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ go nie posiadam. Kwestie estetyczne również odłożę na bok – chyba już przywykłam do tego, że mam całkowicie inne preferencje :D. Aktualnie dostępne są 4 odcienie podkładu, w przyszłości planowane jest rozszerzenie gamy kolorystycznej.

Odcienie

W tej chwili, dostępne są 4 odcienie podkładu Klasyk, o których dokładniej opowiada sama twórczyni w swoim filmie >>klik<<. Poniżej pokażę Wam zdjęcia i opis kolorów. Ja co prawda nie znalazłam tutaj swojego idealnego odcienia. Potrzebowałabym odrobinę jaśniejszej Oliwki 🙂

  • Alabaster – bardzo jasny odcień, z lekko żółtawym podtonem. Jego odpowiednik kolorystyczny to Loreal – Infallible 24h Fresh Wear – 005 Pearl.
  • Oliwka 1 – jasny odcień, delikatnie ciepłym, oliwkowym podtonem. Dla mnie jest on najbardziej podobny, acz niestety ciut ciemniejszy od Smashbox – Studio Skin 1.05 (czyli mojego idealnego odcienia podkładu), choć autorka kolor porównuje do Revlon – Colourstay 150 Buff, do cery tłustej i mieszanej.
  • Ciepły 1 – odcień nieco ciemniejszy od swoich poprzedników, choć nadal nada się do skór jasnych (nie bladych), typowo ciepły, z żółto-pomarańczowym podtonem. Jego odpowiednikiem kolorystycznym ma być Bourjois – Healthy Mix 51. Ja porównałabym go także do podkładu Bielenda – Vege Flumi nr 01.
  • Ciepły 3 – odcień najciemniejszy, jak sama nazwa wskazuje – ciepły, powiedzialabym, że jest to kolor opalonej skóry. Ja porównałabym go do koloru podkładu Soraya – Plante, nr 01 (jeśli jeszcze nie widziałaś jego recenzji, koniecznie wejdź tutaj >>klik<<). Autorka inspirowała się odcieniem Smashbox – Studio Skin nr 1.20.

Moja opinia

Chyba najlepszym słowem określającym mój stosunek do tego produktu będzie zdziwienie. Dlaczego? Producent obiecuje nam naturalne wykończenie. Po nałożeniu podkładu gąbką, miałam poczucie, że wygląda on niesamowicie sucho. Osiadł na włoskach, podkreślił suche skórki. Faktycznie nie wszedł w pory, mogłam go lekko dobudować (choć przyznam, że zrobiłam to wyłącznie z ciekawości, nie lubię „warstw” na twarzy). Wykończenie określiłabym jako typowo matowe. Co więcej, podkład faktycznie lekko zastyga, przez co nie należy zwlekać z jego aplikowaniem. Jednak muszę też powiedzieć, że nakładany wyłącznie na krem, rozprowadzał się dość tępo, topornie. O wiele łatwiej jest rozprowadzić go na bazie nawilżającej pod spodem (u mnie świetnie sprawdziła się baza ze Smashbox) Podsumowując, z jednej strony podkład ładnie wyrównał koloryt skóry i strukturę, nie tworząc efektu maski, jednocześnie wyglądając bardzo sucho, matowo i osiadając na wszelkich niedoskonałościach, skórkach, czy włoskach. Normalnie nie używałabym już pudru do takiego wykończenia, jednak tutaj, wyglądało to tak sucho, że sięgnęłam po puder rozświetlający, żeby nie wyglądało to tak płasko.

Dlaczego zatem użyłam wcześniej słowa „zdziwienie”? Ponieważ z biegiem czasu, podkład zaczynał wyglądać na twarzy coraz lepiej! Zniknął ten płaski mat, podkład pięknie wtopił się w skórę. Tego dnia nie malowałam oczu i po paru godzinach całkowicie zapomniałam, że mam na sobie jakikolwiek makijaż. Podkład prawie nie ucierpiał pod wpływem maseczki, co raczej rzadko się zdarza, a nawet ścierając się, cały czas wygląda naturalnie. W pierwszy dzień testów postanowiłam użyć najjaśniejszego odcienia – Alabaster. Początkowo wydawało mi się, że będzie on dla mnie zbyt jasny, jednak po nałożeniu lekko zoksydował (mam poczucie, że te podkłady w ogóle lekko ciemnieją) i dopasował się do odcienia mojej skóry (choć normalnie, zdecydowanie byłaby to wada tego produktu). W kolejne dni użyłam także odcieni Oliwka 1 oraz Ciepły 1. Nie wiem, czy to kwestia barwnika, ale miałam wrażenie, że Ciepły 1 nie wtapia się tak ładnie w skórę i jest na niej widoczny.

Poniżej wrzucam zdjęcia, testów odcienia Alabaster (bez bazy). Zobaczcie, jak zmieniał się wygląd podkładu w ciągu dnia. Pokażę Wam także zbliżenie na bardziej newralgiczne miejsca – sami oceńcie, jak się prezentuje. Podkład nakładany był gąbeczką.

Podkład Glamshop – Klasyk w odcieniu alabaster.
Zdjęcia kolejno: bez makijażu; od razu po aplikacji ,bez pudru; od razu po aplikacji, po wykonaniu reszty makijażu twarzy (p
Podkład Glamshop – Klasyk w odcieniu alabaster.
Zdjęcia kolejno: 4h po aplikacji, 10h po aplikacji, 12h po aplikacji.
Podkład Glamshop – Klasyk w odcieniu alabaster.
Zbliżenie na suche skórki oraz pory.

Czy warto…?

Zanim podzielę się z Wami moją ostateczną opinią na temat podkładu Klasyk, muszę wspomnieć o paru technicznych kwestiach. Pomijając fakt, że za próbki musimy zapłacić, nie podoba mi się, że zawartość podkładu w próbkach jest zróżnicowana. Alabaster musiałam z niej praktycznie wydrapywać, gdzie Oliwka starczyłaby mi na tydzień użytkowania.

Komu zatem sprawdzi się podkład Klasyk od Glamshopu? Myślę, że będzie to bardzo dobra propozycja dla posiadaczek cer normalnych, mieszanych, czy tłustych. Cera sucha, odpowiednio nawilżona, również powinna być z niego zadowolona. Podkład dobrze kryje, wygląda bardzo naturalnie, jednak pamiętajcie, że podkreśli wszelkie suche miejsca na twarzy. Kolejna istotna kwestia – nie jest on najprostszy w aplikacji, przez swoją tępawą konsystencje. O wiele przyjemniej nakłada się go na bazę nawilżającą, czy olejek. Na szczęście, bardzo dobrze współgra z każdą bazą, którą pod niego użyjemy. Myślę, że wykończeniem najbardziej przypomina mi on podkłady Eveline – Selfie Time oraz Too Faced – Born This Way. Jeśli lubicie któryś z wymienionych – propozycja od Glamshopu również powinna się Wam sprawdzić. Przyznam, że może nie jest to jakiś rewolucyjny kosmetyk. Jednak chyba ma coś w sobie. Myślę nawet, że skuszę się na jego pełne opakowanie! 🙂 Na koniec, ogromny plus również za termin przydatności – w pełnym wymiarze, dzięki opakowaniu airless, mamy aż 2 lata na zużycie produktu.

EDIT (05.01.2021)
Kochani, jak powiedziałam, tak zrobiłam – zamówiłam pełnowymiarowy podkład Klasyk w odcieniu Oliwka 1. I zadziało się coś, co nie miało miejsca, w przypadku próbek. Użyłam tego podkładu kilka razy. Raz ściemniał tak, że wyglądałam jak pomarańczka. Innym razem, wszystko było ok. Jeszcze raz, po prostu ściemniał na lekko pomarańczowo. Nie wiem, czy ten podkład nie polubił się z moim serum, kremem, bazą, czy pudrem, ale nie mam w zwyczaju zmieniania całej pielęgnacji po to, żeby podkład nie ciemniał na mojej twarzy. Nie chce mi się też przy każdym użyciu tego produktu zastanawiać, z czym mogę go połączyć. Ostatnimi dniami mam też bardzo duże problemy z cerą. Nie wiem, czy jest to wina tego podkładu, bo przyznam, że ostatnio moja dieta nie należała do najlepszych (święta!), jednak aż tak złej cery nie miałam od lat. Z przykrością stwierdzam, że produkt ten nie zostanie u mnie ani dnia dłużej. Bardzo szkoda, zapowiadał się obiecująco.

Kochani, z mojej strony to tyle na dziś. Mam nadzieję, że moja recenzja będzie dla Was przydatna i może łatwiej będzie Wam podjąć decyzję o zakupie (bądź też nie) tego produktu. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, które nowości z Glamshopu najbardziej Was interesują? Przyznam szczerze, że jest ich ostatnio tak dużo, że sama nie wiem, na co powinnam się decydować! Zapraszam Was na moje konta na instagramie: @badhairway – trave; & lifestyle, @badhairway.pl – beauty. Widzimy się jeszcze w tym roku. Do zobaczenia!

3 Replies to “Nowy podkład od Glamshop – Klasyk! Test, recenzja i porównanie wszystkich kolorów.”

  1. Bronię się przed tym podkładem ale chyba w końcu go zamówię. Zbiera on rewelacyjne opinie i jestem strasznie ciekawa czy sprawdzi się u mnie.
    P.s. w końcu znalazłam kogoś kto również używa Smashbox 1.05 🙂 Kochana czy znasz jakieś inne podkłady które odpiwiadają kolorystycznie odcieniowi 1.05 ?

    1. Mam nadzieję, że na dłuższą metę sprawdzi się u Ciebie lepiej niż u mnie… Jak pisałam w edicie, pełnowymiarowe opakowanie bardzo nie polubiło się z jakimś kosmetykiem, z którym go łączyłam i ciemniał do soczystej pomarańczki…
      A co do Smashboxa – witaj w klubie! Niestety do tej pory nie udało mi się znaleźć jego idealnego zamiennika kolorystycznego (zwłaszcza w drogerii…). Ale ciągle szukam! Jeśli kiedyś uda mi się coś znaleźć – będę dawać znać 🙂

  2. Szybko sie zbieraja, aplikacja nie jest intuicyjna, a dosc trudna, produkt naklada sie nierownomiernie i bez konturowki nie ma szans, by wygadal ladnie. Zdaje sobie sprawe, ze to wina kolorow nude, ktore maja takie tendencje, ale znow nie mialabym czystego sumienia, gdybym powiedziala, ze to Wasz must have. glam shop glamshop autoportret glamshop blyszczyki glamshop fiolety glamshop konturownia glamshop morelova glamshop szminki najlepsze polskie marki kosmetyczne polskie marki kosmetyczne recenzja kosmetykow glamshop

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.