W końcu nastał ten długo wyczekiwany moment, kiedy pożegnaliśmy rok 2020. Muszę uczciwie przyznać, że był to chyba najdziwniejszy rok w moim życiu. Jednak pomimo tego, że pokrzyżował mi wiele planów, głównie tych prywatnych – podróżniczych, to jednak nie zaliczyłabym tego czasu do straconego. Udało mi się rozwinąć nowe pasje, czy choćby w końcu rozpocząć pisanie bloga. Liczę jednak na to, że 2021 będzie bardziej intensywny, uda mi się zrobić wszystko to, co było niemożliwe w 2020, a także zrealizować kilka nowych projektów (o których na razie milczę!).

W dzisiejszym poście podzielę się z Wami wszystkim tym, co w minionym roku mnie zachwyciło. Będą tu bardzo przyziemne rzeczy, jak jedzenie, ale też elektronika, kanały na youtube, czy kosmetyki. Postanowiłam wyróżnić tu wyłącznie prawdziwe perełki, których wcześniej – przed 2020 – nie znałam. Dlatego też mam nadzieję, że uda mi się zamknąć w jednym artykule. Zapraszam!

Kuchnia & Dom

Wierzcie mi lub nie, ale odkryciem mojego życia jest… oliwa w sprayu. Swój egzemplarz kupiłam jakiś czas temu w Lidlu. Jest to za razem tak proste i tak genialne „urządzenie”, że aż mi wstyd, że nie wpadłam na to wcześniej! Jeśli dużo pieczecie wiecie, że wiele potraw należy przed lub po wyjęciu z pieca skropić oliwą. Zamiast używać pędzelków, czy zatykać kciukiem butelkę, wystarczy wziąć opakowanie ze sprayem. Sama poleciłam ten patent moim bliskim, kupując im po buteleczce oliwy w sprayu z Lidla, wszyscy są zachwyceni!

Kolejna domowa rzecz, z której jestem bardzo zadowolona, to dzbanek filtrujący wodę kranową. Mój jest z firmy Dafi, choć podejrzewam, że tutaj obudowa ma mniejsze znaczenie od filtrów, których używamy. Dzięki takiemu dzbankowi, ograniczyłam zużycie wody butelkowanej praktycznie do zera. gdzie wnoszenie tych zgrzewek po schodach zawsze sprawiało mi nie lada wyzwanie. Do kompletu z dzbankiem dokupiłam także butelkę filtrującą, która świetnie sprawdza się do zabrania na wyjazd. Jeśli pijecie dużo wody (a powinno tak być!), przerzucenie się z butelek na filtry jest super początkiem, żeby zacząć żyć według idei #lesswaste.

Gadżetem domowym, który okazał się być bardzo praktycznym, było bardzo małe urządzenie, zwane Chrome Cast. Jest to wtyczka, którą podłączamy do telewizora, dzięki czemu, jeśli posiadamy starszy model telewizora, bez wbudowanego Netflixa, Youtube, czy innych takich, możemy sterować tym, co wyświetlamy z poziomu telefonu, czy komputera, za pomocą bluetooth (czyli komputer nie musi być podłączony kablem do telewizora, jeśli chcemy obejrzeć film z netflixa). U mnie sprawdza się to naprawdę fajnie. W związku z tym, że wstrzymuję się z zakupem telewizora do momentu zakupienia własnego mieszkania, jestem skazana na to, co oferuje mi wyposażenie mieszkania, które wynajmuję. Osobiście mam poczucie, że oglądanie telewizji jest stratą czasu i zwykle, jeśli coś oglądam, puszczam to w tle – np. kiedy „maluję obrazy”, czy piszę posty na blogu. Wcześniej nie mogłabym pisać posta i jednocześnie puścić w tle serialu na Netflix, ponieważ mój komputer musiał być podpięty kablem do telewizora. Naprawdę – mała rzecz, a cieszy 🙂

Hobby & aktywności

Kwarantanna udowodniła nam, że siedząc w domu nie można zapomnieć o aktywności fizycznej. Dla mnie, odkryciem 2020 roku był kanał na youtube Moniki Kołakowskiej, z którą ćwiczyło mi się najlepiej. Jej trening można dobrać do swoich możliwości i czasu/ Dodatkowo, Monikamotywowała swoich widzów, organizując wyzwania. Co prawda odkąd pojechałam na wakacje trochę o niej zapomniałam, ale na pewno wrócę do regularnych treningów z nią!

Książki & Seriale

Kwarantanna to idealny czas na nadrabianie zaległości serialowo – książkowych. Ja wybrałam dwa tytuły, które zrobiły na mnie w tym roku największe wrażenie. O Peaky Blinders pisałam już w poście 5 seriali na Netflixie, które warto obejrzeć >>klik<<. Jest to genialny serial gangsterski, którego fabuła przenosi nas w lata 20-teubiegłego wieku i niesamowicie trzyma w napięciu. My oglądaliśmy go w parze i był to strzał w dziesiątkę. Choć przyznam, że część scen była na tyle brutalna, że ja jednak wolałam odwrócić głowę…

Książka, a raczej seria, którą wręcz pochłonęłam, to Joanna Chyłka, napisana przez Remigiusza Mroza. Całość składa się z 12 części (na szczęście jeszcze trochę mi ich zostało!). Mamy tu do czynienia z thrillerem prawniczym, który dosyć dosadnie obrazuje wszelkie brudy i trudności związane z wykonywaniem tego zawodu. Czyta się to bardzo lekko, a opowieść jest tak niesamowicie wciągająca, że nie da się oderwać od książki, dopóki nie skończy się jej czytać.

Kosmetyki do pielęgnacji

Niezmiernie się cieszę, że w końcu znalazłam tańsze zamienniki moich ulubionych, drogich produktów! Przede wszystkim Naturalnie nawilżająct krem na dzieńSoraya Plante, który zastąpił mi mój ulubiony krem z Clinique. Bardzo ładnie nawilża, nie zapycha, nadaje się pod makijaż. Dodatkowo kosztuje niewiele ponad 20zł w cenie regularnej. Zużyłam już dobrych kilka słoiczków tego produktu i nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa!

W tym roku, zupełnie przypadkiem, udało mi się również zastąpić ulubiony do tej pory, żel do twarzy od La Roche Possay. Tamten idealnie oczyszczał twarz i domywał resztki makijażu, jednak po pierwsze – był nietani, a po drugie – po dłuższym czasie stosowania, lekko wysuszał skórę. Naturalny żel do mycia twarzy z ekstraktem z brzoskwini od Resibo jest pierwszym żelem tego typu, który doczyszcza twarz tak samo dobrze jak produkt La Roche Possay, a tym samym w żadnym stopniu jej nie przesusza – wręcz lekko nawilża. Dzięki temu, można spokojnie używać go do porannego oczyszczenia twarzy, jak i do domycia resztek makijażu wieczorem. W cenie regularnej kosztuje niecałe 40zł i jest naprawdę wybitnie wydajny. Zdawałoby się niewielkie opakowanie (125ml) używam od ponad pół roku i cały czas nie chce się skończyć (pomimo, iż miesiąc temu zakupiłam zapas). Bardzo polecam Wam ten produkt!

Kosmetyki do makijażu

Tutaj również zrobiłam dość porządną selekcję i skupiłam się wyłącznie na produktach, które poznałam w minionym roku. Nie zobaczycie tu zatem wszystkich możliwych kategorii makijażowych – zwłaszcza, że z oczywistych względów malowaliśmy się jednak rzadziej i delikatniej. Jednak o dziwo, zacznę od bazy pod makijaż. Jestem zwolennikiem teorii, iż najlepszą bazą jest dobra pielęgnacja. Doceniam odpowiednio nawilżoną cerę. A dodatkowe nawilżenie zapewnia mi baza od Smashbox – Primarizer. Ma ona dość wodnistą formułę, jednak pozostawia skórę lekko „śliską”, dzięki czemu o wiele łatwiej rozprowadza się na niej nawet najbardziej tępy podkład (np. Klasyk z Glamshopu – recenzja tutaj >>klik<<). Nie znam podkładu, który nie dogadałby się z tą bazą.

Jeśli chodzi o podkładu – dzisiaj ten temat pominę. Moimi top od the top są podkłady, które znam od dawien dawna, a przyznam szczerze, że w 2020 często pomijałam ten krok w makijażu, wyrównując cerę jedynie korektorami. Produkt, po który sięgam odruchowo, który wiem, że dogada się ze wszystkim innym, to korektor Lovely – No more dark circles (recenzja tutaj: Najlepsze drogeryjne kryjące korektory pod oczy >>klik<<). Ten korektor ma bardzo lekką, wodnistą konsystencję, a przy tym zapewnia naprawdę przyzwoite krycie. Nie wchodzi w zmarszczki, idealnie wtapia się w skórę. W minionym roku bardzo polubiłam się także z produktem od Tarte – Shape Tape (recenzja tutaj >>klik<<). Ma on o wiele cięższą i gęstszą konsystencję, dzięki czemu jest ciut bardziej kryjący niż Lovely. Jednak nie osiada on na skórze, nie wchodzi w jej załamania, wygląda naturalnie. A może to kwestia tego, że udało mi się perfekcyjnie dobrać mój odcień?

Puder, o którym muszę tu wspomnieć, to Laura Mercier – Loose Setting Powder. Kiedy po raz pierwszy raz go zaaplikowałam, szczęka mi opadła, a po rozszerzonych porach nie pozostało ani śladu. Ten produkt robi na twarzy blur, który wygląda super naturalnie. Ma lekko satynowe wykończenie i bardzo ładnie scala i utrwala makijaż. Dobrze wygląda na zdjęciach. Można używać go zarówno na codzień, jak i na większe wyjścia.

W tym roku zaczęłam także eksperymentować z konturowaniem twarzy na mokro. Na początku kierowała mną głównie ciekawość i chęć poszerzenia umiejętności, jednak naprawdę polubiłam ten efekt. I tak jak nie do końca przekonałam się do kremowych rozświetlaczy (mam wrażenie, że można by je zastąpić zwykłym balsamem do ust nałożonym na policzek), nie znalazłam także idealnego, kremowego różu, tak kremowy bronzer od Fenty Beauty – Cheeks Out Freestyle, w odcieniu Butta Bisquit naprawdę robi robotę. Jest banalnie prosty w obsłudze, dzięki czemu sprawdzi się każdemu, dodatkowo ten odcień bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe, nadając im zdrowy odcień delikatnej opalenizny.

Ostatni pudrowy produkt do makijażu twarzy, w którym wyryłam piękną dziurę (choć nie dobiłam się denka), to rozświetlacz Becca w odcieniu C-pop. Uważam, że Becca robi idealne rozświetlacze. Bezdrobinowa tafla jest jednocześnie mocna, jak i nienachalna, elegancka. Przyznam jednak, że odcień C-pop nie sprawdzi się każdemu – ja mogę używać go jedynie, kiedy jestem opalona. Ten produkt pokochałam tak bardzo, że na okres zimowy kupiłam jaśniejszy odcień – Moonstone. Kto wie, może pokaże się tu w kolejnych ulubieńcach? 🙂 Pssst produkty Becca są aktualnie przecenione o 40% w Sephorach! Oby tylko nikomu nie przyszedł do głowy pomysł żeby je wycofać!!!

Najtrudniej jest mi chyba wybrać jedną paletę cieni, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Tych produktów pojawiło się u mnie w minionym roku najwięcej, a prym wiodły produkty marek Glamshop i Colourpop. Krótko wyróżnię zatem dwie propozycje, których recenzje są dostępne na blogu: Colourpop – Going Coconuts >>klik<< oraz Glamshop – Neutralna >>klik<<. Jednak paletą, która zasłużyła na miano numeru jeden 2020, jest Bohema, która powstała we współpracy Glamshopu i Zuzi LaMakeupeBella (przeczytaj: top 5 idealne palety na codzień >>klik<<). Jest to lekko ciepła kompozycja kolorystyczna, w 100% kompletna, którą można wykonać zarówno szybkie makijaże dzienne, jak i skomplikowane makijaże wieczorowe. Ma wyważoną pigmentację, która z jednej strony nie zrobi nam krzywdy, a z drugiej – jest widoczna na oku i można z łatwością ją dobudować. Dodatkowo estetyka tej palety w końcu trafia w mój gust. Jej rozmiar jest optymalny, dzięki czemu można z powodzeniem zabrać ją na wyjazdy.

Pewnie zaraz po publikacji tego posta, przypomnę sobie jeszcze o kilkunastu innych rzeczach, które mogłabym ująć w tym zestawieniu, ale co zrobić? Jeszcze przed publikacją tego posta zorientowałam się, że zapomniałam o moich ukochanych perfumach Chloé – Chloé, które także poznałam w ubiegłym roku i naprawdę uwielbiam je!

Dajcie znać w komentarzach, co jest Waszym ulubieńcem 2020 roku! Jeśli jeszcze nie obserwujcie mnie na instagramie, zapraszam na @badhairway – travel & lifestyle oraz @badhairway.pl – beauty Zapraszam Was także na kolejny post, w którym wspólne podejmiemy pewne wyzwanie… Do zobaczenia!

3 Replies to “Ulubieńcy 2020!”

  1. Zdecydowanym odkryciem ubiegłego roku jest dla mnie Neutralna z Glamshopu. Mimo, że używałam jej tylko miesiąc, to pokochalam od pierwszego zanurzenia pędzla! I… palca oczywiście! 😊 Fakt, jest dość duża i nie planuje jej zabierać w podróże, ale i tak głównie maluje się będąc w domu.
    Natomiast już takim moim całorocznym ulubieńcem jest bronzer z Bell mix & fix! Z pewnością mogę stwierdzić, że to jest najlepszy bronzer jaki kiedykolwiek miałam!

    1. Neutralna to cudo! Sama myślałam, żeby umieścić ją w tym zestawieniu, jednak Bohemę kocham równie mocno, a łatwiej jest mi ją gdzieś zabrać ze sobą. Zarówno jakość jak i dobór kolorystyczny to strzał w dziesiątkę <3 Bronzer też wygląda obiecująco, może kiedyś się skuszę! dziękuję za to polecenie, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.