Marka Fenty Beauty jest na rynku już kilka dobrych lat. Produkt, który zdecydowanie zawładnął rynek kosmetyczny i wyznaczył nowe trendy, to zdecydowanie ich błyszczyk Gloss Bomb. Obecnie kupić go możemy jedynie w Sephorze. Jest on dostępny już w kilku odcieniach, a w cenie regularnej kosztuje 82zł. Do błyszczyka od Fenty Beauty porównuje się wszystkie inne tego typu produkty. Nie ma się co dziwić – to ten produkt skutecznie wyparł modę na matowe, płynne pomadki, zastępując ją trendem na soczyste, błyszczące usta. Do tej pory, żadnej marce nie udało się stworzyć produktu, który miałby jednocześnie podobny odcień, konsystencję i dawał porównywalny efekt na ustach. ALE jakiś czas temu wyczytałam, że jest tańszy zamiennik tego produktu! Mowa tu o Maybelline – Lifter Glos. Ten produkt jest dostępny praktycznie w każdej stacjonarnej i internetowej drogerii i kosztuje od 20 do 42zł (ja kupiłam go na promocji w Superpharm za 16zł).

Nie zwróciłabym większej uwagi na te wszystkie pogłoski, gdyby nie fakt,, że w ostatnim czasie spotkałam się z tą opinią jeszcze kilkakrotnie. W dzisiejszym artykule sprawdzimy wspólnie, czy naprawdę błyszczyk Fenty Beauty – Gloss Bomb doczekał się swojego tańszego zamiennika. Zapraszam!

Ceny, opakowania, dostępność

Zacznę od tego, że nie porównuję produktów pod względem kolorystycznym. Obecnie mam otwarty Fenty – Gloss Bomb w lekko różowawym odcieniu Fussy, zaś Maybelline – Lifter Gloss kupiłam w odcieniu nude – nr 009 Topaz.

Obydwa błyszczyki opakowane są w plastikowe „buteleczki. Jednak w przypadku propozycji Maybelline, czuć że ten plastik jest gorszej jakości, a samo opakowanie wygląda po prostu taniej. Bardzo podoba mi się to, że błyszczyk od Fenty ma jest utrzymany w dość minimalistycznym i eleganckim klimacie – podstawa jest pięciokątna, „buteleczka” ma idealny rozmiar, napisy są subtelne i nie wycierają się z czasem.. Propozycja od Maybelline ma prawie połowę mniejszą pojemność i większe, bardziej toporne opakowanie. Widać, że nadmiar plastiku ma sprawić, że wyda nam się, że jest w nim więcej produktu.

Jak już wspomniałam, błyszczyk Maybelline ma 5.4ml objętości, czyli mniej niż produkt z Fenty Beauty, gdzie dostajemy aż 9ml produktu. To oznacza, że w cenie Rossmanowej, chcąc kupić 9ml błyszczyka od Maybelline, zapłacilibyśmy 70zł, czyli nadal 12zł mniej, niż kosztuje Fenty. Poza korzystniejszą ceną, Maybelline wygrywa także dostępnością – szafa tej marki znajduje się prawie w każdej stacjonarnej drogerii sieciowej, a oferta (w dodatku korzystniejsza) jest także dostępna we wszelkich drogeriach online. Jednak opakowanie ma moim zdaniem gorsze i… brzydsze.

Formuła, konsystencja, efekt i działanie

Porównując obydwa produkty na dłoni, wydają się dość podobne. Obydwa są półprzezroczyste, mają dość gęstą konsystencję, są lepkie i mają delikatne drobinki odbijające światło. Jednak na ustach, dają one zupełnie inny efekt.

Błyszczyk od Fenty Beauty jest bardzo masełkowy. Nie da się nałożyć go cienką warstwą na usta, pewnie przez jego treściwą, gęstą, ale i jednocześnie wodnistą konsystencję. Posiada także więcej drobinek. Ma bardzo mokre wykończenie,. Błyszczyk z Maybelline nakłada się na usta o wiele cieńszą warstwą (zupełnie inaczej, niż wydawałoby się po „próbie dłoni”). Ciężej się rozprowadza. Powiedziałabym, że daje suchy efekt, mocno wpija się w usta, przez co delikatnie je ściąga i mam poczucie, że momentalnie się w nie wchłania. Praktycznie po parunastu minutach znika, wchłonięty. Po tym czasie jest kompletnie niewyczuwalny i niewidoczny, zostawia na ustach jedynie lekki film, niczym balsam nawilżający. Daje też nieco mniejszy blask, niż produkt od Fenty.

Poniżej wrzucam fotki obydwu produktów, zarówno na dłoni jak i na ustach – zaraz po aplikacji, jak i 15 minut później. Zobaczcie, że błyszzyk z Fenty wygląda na nienaruszony, gdzie ten od Maybelline w większości wchłonął się w usta.

Efekt obydwu błyszczyków od razu po aplikacji i kwadrans później. Na górze Maybelline, na dole – Fenty.

Podsumowanie

Czy błyszczyk Maybelline Lifter Gloss jest zamiennikiem Gloss Bomb of Fenty Beauty? Moim zdaniem nie! Myślę, że jest do dobry produkt w swojej kategorii, zdecydowanie wart zainteresowania, jednak nie mam pojęcia, co mają na myśli ludzie twierdzący, że jest on zamiennikiem Fenty. I nie mówię tu o odcieniach, ponieważ sama porównywałam dwa zupełnie inne kolory. Co prawda testując dwa produkty obok siebie na dłoni wydają się one podobne, tak na ustach dają zupełnie inny efekt i mają całkowicie inne działanie. Błyszczyk od Fenty jest bardzo treściwy w swojej konsystencji, przypomina wręcz masło do ust, nawilża. Nakładamy go grubą warstwą, a błyszczący efekt zostaje z nami naprawdę na długo. Produkt od Maybelline ma bardziej suchą, wręcz tępą konsystencję, która szybko wchłania się w usta. Nie daje tego blasku. Mam też nieodparte wrażenie, że Maybelline trochę wysusza moje usta, zatem nie wyobrażam sobie co paręnaście minut dokładać kolejne jego warstwy. Ten efekt może być spowodowany zawartością w składzie kwasu hialuronowego, który jednak wymaga odpowiedniej pielęgnacji przed zaaplikowaniem go.

Jestem bardzo ciekawa, czy miałyście okazję testować któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdziły? Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy znacie tańszy zamiennik błyszczyka od Fenty Beauty! Mi jeszcze nie udało się znaleźć ideału, choć przyznam, że zarówno błyszczyki od Lovely, jak i te z Glamshopu są naprawdę obiecującymi propozycjami. Pamiętajcie, żeby śledzić mnie na insta @badhairway oraz @badhairway.pl. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.