Hej! Dzisiejszy post zacznę dość sceptycznie. Bo wiecie… mi już się po prostu nie chce – nie chce mi się testować kolejnych korektorów i udowadniać producentom, że one wcale nie są tak kryjące, jak jest to nam obiecywane. Z drugiej jednak strony ciągle mam nadzieję, że uda mi się znaleźć produkt, który faktycznie upora się z moimi ceniami pod oczami. Dzisiaj na tapetę bierzemy nowość od Wibo – Forever Better Skin Camouflage. Zapraszam do artykułu!

Opakowanie, cena, dostępność

Korektor Wibo opakowany jest w dość grubą, solidną warstwę plastiku. Przyznam szczerze, że jest ono naprawdę porządne, minimalistyczne i ładne. Produkt nakładamy aplikatorem, który – jak to ostatnio modne – jest dość duży. Nie jest to ani wada, ani zaleta, po prostu cecha. W opakowaniu mieści się 6ml produktu. Dla porównania – korektor Loreal Infallible ma pojemność 11ml, Tarte Shape Tape- 10ml (więc w przeliczeniu na 1ml nadal wychodzi taniej). Produkt dostępny jest w czterech odcieniach (które okrutnie oksydują! Poniżej swatche prosto z Rossmana :D) .

Ogromnym plusem tego produktu jest jego dostępność. Szafa Wibo znajduje się w prawie każdym Rossmanie. Producent ma także swój sklep internetowy oraz te kosmetyki bywają dostępne w różnych internetowych drogeriach. Cena również zachęca – bez żadnych zniżek, korektor kosztuje 22.99zł. Wow, na razie same plusy!

Obietnice producenta

Zwykle nie poświęcam na obietnice producenta osobnej sekcji w moich recenzjach, ale tutaj po prostu musiałam! Na stronie Rossmanna, korektor nie jest jeszcze dostępny. Weszłam zatem na stronę Wibo >>klik<<, gdzie okazało się, że producent sprytnie niczego nam nie obiecuje 😀 Jedyny opis, jaki się tam znajduje, dotyczy tego, że jest on uzupełnieniem serii Forever Better Skin i dzięki niemu, makijaż ma wyglądać nieskazitelnie. Ciężko znaleźć argumenty, żeby podważyć ten opis 😀

ALE spokojnie, w końcu dokopałam się do czegoś. Po pierwsze sama nazwa camouflage sugeruje, że produkt ma nam zapewnić krycie. Z kolei z tyłu opakowania widnieje opis produktu informujący, iż jest to intensywnie kryjący kamuflaż do twarzy. Nie jest to zatem produkt dedykowany bezpośrednio do używania pod oczami. Jednak postanawiam sprawdzić go właśnie w tym celu, bo wiele z nas zwykle używa jednego produktu zarówno do ukrycia zasinień pod okiem, jak i niedoskonałości cery.

Kolorystyka oraz działanie

Zacznijmy od kolorów, które w drogerii wydawały mi się wybitnie nietrafione. Wszystkie 4 odcienie są mocno żółte. Jedynka wydaje się być bardzo jasna, a trójka jest już zdecydowanie ciemna. Ja zdecydowałam się na odcień numer 2. Przygotowałam zestawienie tego koloru z innymi korektorami, które posiadam, ale przyznam, że bardzo trudno było mi zrobić to zdjęcie, ponieważ korektor bardzo szybko oksydował na bardzo ciemny kolor! Dosłownie w kilka sekund, z żółtego, zrobił się na mojej ręce pomarańczowy! Poniżej wrzucam Wam fotki z porównaniem odcienia nr 2 do innych korektorów dostępnych na rynku oraz pokazaniem, jak bardzo ten gagatek ciemnieje!

Na górze – korektor zaraz po aplikacji, na dole – kilkadziesiąt sekunt (!) po aplikacji.

Na szczęście, z ogromną ulgą stwierdzam, że to oksydowanie, zwłaszcza w tej skali, nie występuje na skórze. Produkt ładnie wtapia się w cerę i nie jest na niej widoczny. Ma dość wodnistą i lekką konsystencję, nie wchodzi w zmarszczki, ale i nie zastyga. Nieprzypudrowany może migrować po twarzy lub brzydko wchodzić w pory.

Teraz pytanie, na które czekamy od początku – czy ten korektor zakrył moje cienie pod oczami? Odpowiedź brzmi…. NIE. Wiecie, gdybym miała wypisać największe ściemy, którymi karmią nas producenci kosmetyków, w czołówce wymieniłabym hasło „korektor kryjący”. Choć szczerze mówiąc, spodziewałam się, że tym produktem cudów nie zdziałam.

Jeśli jeszcze nie wiecie, jestem posiadaczką bardzo mocnych sińców pod oczami. Nikt i nic ich nigdy nie zakryje w 100% (tutaj zapraszam na recenzję najbardziej kryjących drogeryjnych korektorów pod oczy >>klik<< oraz korektora Tarte – Shape Tape >>klik<<). I uwaga – nowy korektor z Wibo daje naprawdę bardzo przyzwoite krycie, które w skali moich cieni możemy spokojnie określić jako średnie, w kierunku dobrego. W skali od 1 do 10, powiedziałabym, że nałożony w dwóch warstwach, zakrył moje cienie tak na 7, a to naprawdę bardzo dużo (choć warto podkreślić, że ostatnio się wysypiam i siniaki są ciut delikatniejsze). Pomimo, iż na żywo nie zwróciłam uwagi na to, żeby korektor ciemniał na mojej skórze, tak na zdjęciu widzę, że jednak odznacza się na żółto. Sami zobaczcie efekt!

Wibo – Forever Better Skin Camouglafe nr 02, przed i po (dwie warstwy).
Wibo – Forever Better Skin Camouglafe nr 02, przed i po (dwie warstwy).

Czy polecam Wibo – Forever Better Skin Camouflage?

Według mnie nowy korektor od Wibo jest dobrym produktem. Jednak nie wnosi on na rynek kompletnie niczego, czego do tej pory byśmy nie znali. Ani jego krycie, ani formuła (mimo, że jest naprawdę przyjemna) nie są przełomowe. Dodatkowo bardzo wąska gama kolorystyczna sprawia, że pewnie nie każda z nas będzie w stanie dobrać odpowiedni dla siebie odcień. Dodatkowo, ten produkt ma predyspozycje do oksydowania i ciemnienia, zatem nie mamy gwarancji, czy aby na pewno nie zachowa się w ten sposób na skórze twarzy.

Uważam jednak, że jego lekka formuła jest naprawdę zachęcająca. Jeśli nie macie aż takich problemów z cieniami pod oczami jak ja, na pewno będziecie w stanie osiągnąć tym korektorem pełniejsze krycie. Co więcej, ten produkt nie przesusza, ma lekką konsystencję i jest łatwy w użyciu (nie zastygnie na skórze w kilka sekund, zanim zdążymy go rozprowadzić). Powiedziałabym, że jeśli kończy się Wam obecny korektor i chcecie spróbować jakiejś fajnej nowości – ten produkt Was nie zawiedzie (o ile traficie z kolorem). Myślę, że zwłaszcza w tej cenie (już nie mówiąc o potencjalnych promocjach!), warto się nim zainteresować, nawet biorąc pod uwagę jego wcześniej wymienione wady.

Tyle na dziś! Trochę żałuję, że nadal nie udało mi się znaleźć korektora idealnego, który poradziłby sobie z moimi sińcami pod oczami. Jeśli znacie naprawdę kryjący korektor – koniecznie dajcie mi znać w komentarzu! Bardzo chętnie go wypróbuję! Tymczasem zapraszam Was do obserwowania mnie na instagramie @badhairway – travel & lifestyle oraz @badhairway.pl – beauty. Do zobaczenia!

2 Replies to “Korektor Wibo Forever Better Skin Camouflage – recenzja”

  1. widziałam u kogoś na yt, że ten korektor ciemnieje, ale nie wiedziałam że aż tak 😮 jest tyle dobrych i tanich korektorów na rynku że nie wiem czy jest sens kupować taki który nie wiadomo jaki uzyska kolor… czy majac takie cienie potrafisz zakryc je w 100%?

    1. słuszna uwaga! a co do moich sposobów na zakrywanie cieni – może podzielę się kiedyś nimi w osobnym poście.chociaż przyznam, że max jaki udało mi się uzyskać, to 90% krycia 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.