Hej! Witajcie w kolejnym wpisie. Tym razem będzie to jeden z Waszych ulubionych rodzajów postów, czyli recenzja palety cieni. Pod lupę bierzemy nowość od marki Eveline Cosmetics – Variete. Z tej serii znam (i uwielbiam) już tusz do rzęs oraz eyeliner. Przyznaję, że jest to pierwsza drogeryjna paleta cieni, od wielu, wielu lat, po którą sięgnęłam. Testując tę paletę nie miałam kompletnie żadnych oczekiwań – podeszłam do tego tak po prostu „zobaczymy co się stanie” 😀 Jeśli jesteście ciekawi możliwości tej palety – koniecznie zostańcie ze mną.

Psst Na końcu posta mam dla Was rozdanie tej paletki! Zahchęcam do zapoznania się z regulaminem i weźcie udziału!

Cena, dostępność

Obecnie paleta dostępna jest tylko i wyłącznie na stronie producenta >>klik<< i kosztuje prawie 59zł. Oznacza to, że po doliczeniu kosztów dostawy, zapłacimy za nią około 70zł. Po pierwsze wydaje mi się, że to sporo, jak za paletkę drogeryjną od marki, która raczej uchodzi za tanią. Z tego, co widzę, paletki (może nie tak duże) od Bell kosztują mniej niż 40zł, Wibo tak samo, o Makeup Revolution nawet nie wspominam. Druga kwestia to oczywiście fakt, że przynajmniej w tej chwili nie możemy zobaczyć i dotknąć tego produktu na żywo, a na stronie, zamiast zdjęcia, znajduje się grafika, która wg mnie nie do końca oddaje to, co jest w palecie. Obecnie ten produkt wykluczony jest z promocji, które znajdują się na stronie, jednak obstawiam, że za jakiś czas również będzie on w nich uwzględniany i będzie możliwość zakupienia go taniej. Nie wiem jednak, czy ma być on dostępny stacjonarnie w szafach Eveline.

Opakowanie

Paleta zamknięta jest w kartonowym opakowaniu, które z zewnątrz imituje jakby złotą skórę z wytłoczeniami. Wygląda ono naprawdę bardzo estetycznie, choć może wcale nie być najłatwiejsze w przechowywaniu – zwłaszcza, że paletka nie ma kartonika zabezpieczającego, przychodzi jedynie w przezroczystym plastiku. W środku, kwadratowe okienka na cienie otoczone są czarnym kartonikiem, który na pierwszy rzut oka przypomina mi… kolorowy blok techniczny 😀 ale to tylko takie skojarzenie. Natomiast przez to od razu miałam takie poczucie, że nie jest to drogi produkt. W środku znajdziemy także duże lusterko, które bardzo się przydaje. Ogólnie, paletka zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz wygląda bardzo estetycznie i schludnie. Jest bardzo lekka, dosłownie jakby w środku nic nie było. Myślę, że nie mam się tu do czego przyczepić. Nie do końca czuję estetykę tego opakowania, ale jak wiemy – o gustach się nie dyskutuje :).

Cienie

Variete to zbiór 18 cieni, z czego 6 to błyski, a pozostałe 12 – maty. Kolorystyka palety od razu przywodzi mi na myśl produkty od Natashy Denony – coś pomiędzy paletami Gold, a Metropolis. Natmiast na pewno nie jest to kopia 1:1 żadnej z nich. Wracając do tematu. odcienie znajdujące się w Variete są rewelacyjnie przemyślane. Można z ich pomocą wykonać zwykłe, brązowe, dzienne makijaże, ciemne wieczorowe smoky oraz za pomocą kolorów dodać barwne akcenty do makijażu lub całkowicie zatracić się w nich.

Jak zawsze przy tego typu postach, przygotowałam dla Was swatche. Niestety, ta paleta tragicznie przenosi kolory przy swatchowaniu. Idealnie nabiera się na palec, ale kolory zanikają przy przenoszeniu ich na przedramię. Pamiętajcie jednak, że nie to, jak paleta się swatchuje, a jak się z nią pracuje określa jej faktyczną wartość.

Praca z cieniami i makijaże

Bardzo kusił mnie niebieski cień w palecie i to właśnie on był głównym bohaterem mojego pierwszego makijażu, który ostatecznie musiałam zmyć. Cień dokładany na powiekę tworzył dziury i smugi. Wyglądało to naprawdę źle… W tym podejściu podeszłam do makijażu tak, jak zwykle – nałożyłam bazę (w tym przypadku był to korektor), którą „ugruntowałam” beżowym cieniem. Przy drugiej próbie, zrezygnowałam z przypudrowania powieki, nakładając niebieski cień na nieprzypudrowany korektor. I powiem Wam, że to był klucz do sukcesu! Ogółem, niebieski sam w sobie jest trudnym kolorem, ciężko trafić na dobrą formułę takiego cienia. Natomiast – co ważne – z tym da się wypracować coś naprawdę fajnego. Odcień nie traci na intensywności, nałożony na mokry korektor nie robił smug, plam, mogłam rozblendować do do chmurki. Zatem pierwsza ważna kwestia: te cienie nakładamy na mokrą bazę!

Dwa kolejne makijaże, które wykonałam, były już bardziej zwykłe – używałam około-brązowych odcieni (plus akcenty kolorystyczne). W związku z tym, że były to o wiele bardziej bezpieczne kolory, niż niebieski, praca z nimi była szybka i bezproblemowa. Maty dobrze się blendują, bezproblemowo ze sobą łączą. Przy swatchu zauważyłam też, że mają one taką lekko mokrawą formułę, nie są typowo suche. Można nałożyć je na powiekę delikatnie oraz zbudować intensywność do naprawdę mocnego pigmentu. Jedyne co, matowy beż mógłby być odrobinę bardziej intensywny – przy czyszczeniu granic w niebieskim makijażu, musiałam wspomóc się odrobinę innym beżem!

Niestety nie da się ukryć, że jeśli ta paleta ma jakieś wady, to są nią błyski. Pewnie są osoby, którym będzie to odpowiadać, ale dla mnie są one aż zbyt delikatne. Ja nie oczekuję od błyszczącego cienia, że będzie turbopigmentem, sama nie do końca przepadam za aż tak mocnym blaskiem. Ale błyszczący cień nakładam na powiekę po to, żeby jednak coś to światło odbijało. Tutaj błyski są mocno sprasowane i dość suche. Na powiece nie widać tego blasku. Najładniejszy połysk daje odcień zielony, którego pewnie większość z nas będzie używać najrzadziej. Cień najjaśniejszy oraz niebieski, bardziej przypominają mat z zatopioną drobinką. Na zdjęciach makijaży, które Wam wrzucę, nawet nie zauważycie, że mam na powiece błyszczący cień (a były one użyte przy każdym z tych makijaży). Czy to mi przeszkadza? Osobiście wolę matowy makijaż oka, nie lubię też zbyt intensywnego błysku na powiece i drobin na całej twarzy, więc nie, nie jest to dla mnie przeszkoda w używaniu tej palety. Zwłaszcza, że praca z matowymi odcieniami jest naprawdę przyjemna i tym cieniom nie mogę nic zarzucić (jedyne co – nie nakładajcie ich na linię wodną – podrażniają oko!). Natomiast jeśli ktoś, kupując paletę za te 60zł chce wykorzystać jej możliwości w 100%, dostaje 1/3 cieni z których raczej zadowolony nie będzie. Poniżej wrzucam moje propozycje makijaży paletą.

Moja opinia

Tak, jak napisałam na początku – wobec tej palety nie miałam kompletnie żadnych oczekiwań – nie wiedząc, czego mogę spodziewać po palecie drogeryjnej, z tej wyższej półki cenowej. Przyznam szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Praca z matowymi cieniami, zwłaszcza tymi neutralnymi, była bardzo przyjemna i bezproblemowa. Rewelacyjnie się one blendują, przechodzą w siebie i łączą ze sobą. Cienie kolorowe są nieco trudniejsze w pracy – trzeba poświęcić im więcej czasu i uwagi, ale można stworzyć z ich pomocą piękny, wyrazisty makeup. W moim odczuciu, jedyną wadą tej palety są błyski, które jak dla mnie są aż zbyt delikatne.

Czy warto zatem kupić tę paletkę? Moim zdaniem zdecydowanie tak! Chociaż jako powszechnie znana cebula, jeśli nie macie na nią mega parcia, poczekałabym z miesiąc – dwa, aż ta paletka zacznie łapać się na promocje na stronie Eveline. Cały czas wydaje mi się, że 60zł + wysyłka to dość sporo jak za paletkę taniej marki drogeryjnej, choć niezaprzeczalnie jest tego warta!

ROZDANIE

Czas na obiecane rozdanie dla Was! Do wygrania jest wspominana w dzisiejszym poście paleta Eveline – Variete. Zasady rozdania są bardzo proste (szczegóły nizej) – wystarczy zaobserwować moje konta na insta oraz zostaiwć komentarz tutaj, po tym postem, z informacją, że bierzecie udział w zabawie/ Powodzenia!!!

Zasady rozdania:

  • Na blogu www.badhairway.pl, musisz zostawić komentarz pod postem konkursowym . Pamiętaj, żeby wskazać też nazwę swojego profilu na insta
  • Musisz obserwować konta @badhairway.pl oraz @badhairway na instagramie. Aktywnosć (eg. udostępnienie postu konkursowego) zwiększa szansę na wygraną!
  • Wybiorę jedną osobę, która dostanie ode mnie nową paletę Eveline – Variete. Zostanie ona wysłana do wskazanego przez zwycięzce paczkomatu (na terenie Polski), na mój koszt.
  • Rozdanie trwa 14 dni od momentu publikacji postu konkursowego. Zwycięzca zostanie ogłoszony na instagramie @badhairway.pl do 10 dni od daty zakończenia rozdania.
  • Musisz być obywatelem RP.
  • Musisz mieć ukończone 18 lat lub zgodę opiekuna prawnego na wzięcie udziału w rozdaniu.

    * ZASTRZEŻENIE: Nie ponoszę odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia produktu w transporcie. Zwycięzca rozdania nie będzie wnosił żadnych roszczeń w przypadku uszkodzenia palety w podróży.

    EDIT: rozdanie zakończone. Paletę wygrała @galaktyka_urody. Gratulacje!

Na dziś to tyle. Widzimy się w przyszlym tygodniu z podsumowaniem… tuszu do rzęs od Glamshop. Pamiętajcie, żeby wpaść i zaobserwować mnie na instagramie – @badhairway i @badhairway.pl. Koniecznie dajcie znać, kto bierze udział w rozdaniu? I przede wszystkim – wszystkiego dobrego kochane kobietki, z okazji naszego święta <3

10 Replies to “Paleta cieni Eveline – Variete: recenzja, makijaże & rozdanie dla Was!”

  1. Bardzo ciekawa recenzja. Wcześniej nie zwracałam uwagi na paletki Eveline, chociaż ich tusze uwielbiam. (instagram: galaktyka_urody)

    1. Kochana, koniecznie zostaw namiar na swój instagram – inaczej nie sprawdzę, czy spełniłaś wszystkie punkty regulaminu 🙁

    1. te grafiki są mocno nietrafione – paletka dostępna jest wyłącznie online, tym bardziej powinny znaleźć się tam rzetelne zdjęcia i swatche.

  2. A mogłabyś porównać jakość cieni do którejkolwiek marki? Bo mam tak jak Ty, nigdy nie kupowałam drogeryjnych palet a tą jestem zaciekawiona.

    1. nie jest to wcale takie łatwe, ponieważ mam kilka ulubionych marek cieni, którym jestem wierna od lat, ale chyba najbardziej formuła przypomina mi cienie z palety Affect – Sweet Harmony, która różni się formułą od pozostałych cieni z innych palet tej marki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.