Paletowy maj… właśnie dobiega końca. Dzisiaj czas n bonusową a recenzję paletki, którą to właśnie Wy wybrałyście w głosowaniu na instagramie @badhairway.pl. A chodzi oczywiście o nowość Mexmo – Nude Fantasy.

Do tej pory pojawiło się już 5 zaplanowanych wcześniej postów z serii paletowy maj. A rozmawiałyśmy sobie o:

Paletka, o której będzie dziś mowa to prawdziwa świeżynka. Swoją premierę miała niespełna tydzień temu, bo 22 maja. Paletka mieści w sobie 12 cieni. W cenie 109zł (plus koszt wysyłki około 13zł), dostępna jest na stronie producenta mexmo.pl oraz w drogerii internetowej mintishop.pl. Obecnie nie ma możliwości obejrzenia i zakupienia produktów tej marki nigdzie stacjonarnie.

Opakowanie

Paletka 12 cieni, jak wszystkie „dwunastki” od mexmo, zamknięta jest w porządnym kartoniku, otwieranym jak książka. Opakowanie można wyginać. Dodatkowo, w środku mieści się lusterko, którego z powodzeniem można używać przy wykonywaniu makijaży. Jakość wykonania palety jest naprawdę na wysokim poziomie.

Okładkę trzymano w brązowo – pomarańczowych barwach, a jej motywem przewodnim jest serce. Jako fanka minimalistycznych i eleganckich opakowań, tutaj nie do końca mi się ono podoba. Nie jest to moja estetyka, jednak nie powiem, żeby było to brzydkie. Jedyne co – przeszkadza mi trochę, że grafika została też zaaplikowana we wnętrzu palety – tam, gdzie umieszczono cienie. Mam wrażenie, że lekko zaburza to odbiór kolorystyki samych cieni i ja dostaję lekkiego oczopląsu :D. I tak jak jakość wykonania palety uzasadnia jej cenę, tak widząc tę grafikę, pomyślałabym, że to jakaś tania paletka, skierowana głównie do młodszej, nastoletniej klienteli.

Wiecie co… muszę podzielić się z Wami jeszcze jednym przemyśleniem. Nie dotyczy ono bezpośrednio opakowania palety, a jej nazwy. „Nude fantasy” po angielsku znaczy „nagie fantazje” (tak, „nude”, to po prostu nagość). Ja, za każdym razem, kiedy używam tej nazwy mam w głowie to dwuznaczne skojarzenie i wcale mi się ono nie podoba. Nie próbujcie wpisywać tego w lupkę na instagramie, czy nawet w googlach, bo prawdopodobnie wyskoczą Wam dziwne zdjęcia gołych ludzi.

Cienie i kolorystyka

W palecie znajduje się 12 cieni. 8 z nich to maty, a 4 – błyski. Cienie matowe są bardzo masełkowe pod palcem. Swatche, które widzicie, to dosłownie jedno dotknięcie. Pigmentacja wydaje się być naprawdę mocna, pomimo, że w palecie nie ma wielkiego osypu. Błyski z kolei mają mocno płatkową formułę. Pod palcem i przy rozcieraniu, te płatki rozbijają się na mniejsze drobinki, jednak są one wyczuwalne i mogą drapać. W większości nie mają wyraźnej bazy kolorystycznej. Nie ma w nich też tej nachalnej, zielonej drobiny, której tak bardzo wszystkie unikamy.

Paletka Nude Fantasy utrzymana jest w brązowej kolorystyce. Na pierwszy rzut oka baaardzo przypomina mi ABH – Soft Glam >>klik<<. Ciężko nazwać ją typowo neutralną, ponieważ każdy z cieni matowych znajduje się albo po tej typowo ciepłej, albo po typowo chłodnej stronie. Błyski, ze względu na swoją formułę. są tu po prostu elementem ozdobnym, dopełniającym makijaż.
Poniżej znajdziecie swatche oraz opis wszystkich kolorów.

Basic – klasyczny, matowy beż.
Rose Quartz – błysk z szampańską drobinką.
Nude matowy, neutralny odcień różowo – brzoskwiniowy, idealny w załamanie powieki.
Safari matowa, ciepła, jasna pomarańcza, z wyraźnie żółtym podtonem.
Golden Light – błysk z wyraźnie złotą, ale neutralną drobinką.
Hazelnut – matowy, ciepły, średni brąz.
Truffle – matowy ciemny, chłodny brąz.
Sultry – błysk z wielokolorową drobinką
Taupe – matowy, ciemny, chłodny brąz z szarym podtonem.
Ginger – matowy, ciemny, ciepły brąz, z czerwonawym podtonem.
Fantasy – błysk w odcieniu starego – brązowego złota, na wyraźnej bazie kolorystycznej.
Black – matowa czerń.

Nie wiem, czy ten dobór kolorystyczny jest na pewno trafiony. Jednak większość z nas szukając neutralnej palety, liczy po prostu na neutralne odcienie brązów. Tutaj mamy mieszankę cieni ciepłych i chłodnych, ale nie jest to raczej paletka uniwersalna i neutralna.

Praca z cieniami i makijaże

Jeszcze Wam nie powiedziałam, że do paletki dołączona jest karteczka z instrukcją, jak poprawnie aplikować cienie, aby osiągnąć jak najlepszy efekt i trwałość. Producent zaleca nakładać cienie matowe na lepką bazę lub korektor, począwszy od najciemniejszego koloru. Cienie błyszczące powinny zaś być aplikowane zbitym pędzelkiem na specjalny klej do brokatu.

Moja ulubiona technika aplikacji cieni do takich codziennych makijaży, to: matowy beż pod łuk brwiowy, przejściowy cień roztarty powyżej załamania, coś średniego do przyciemnienia zewnętrznego kącika i błysk na całość ruchomej powieki. Przy tym sposobie, cienie matowe bardzo dobrze się rozcierały do chmurki. Ich mocna pigmentacja nie powodowała u mnie osypu na oku. Natomiast błyski, bez wspomagania klejem pod brokat, nakładały się zdecydowanie nierówno. Jest to spowodowane ich płatkową formulacją. Na powiece zostawały nierównomierne, ostre drobinki brokatu, które w trakcie dnia wpadały mi do oka, mocno je podrażniając.

Dlaczego nie przepadam za aplikacją cieni od najciemniejszego? Mam poczucie, że wtedy makijaże po prostu wychodzą o wiele ciemniejsze i trzeba poświęcić im więcej czasu na rozblendowanie cieni. Co prawda, cienie mexmo blendują się jak marzenie, jednak musiałam poświęcić trochę więcej czasu, by mój dzienny makijaż nie wyglądał jak wieczorowe glam. I znowu – maty pracują bajecznie. Muszę przyznać, że przy tej technice, kolory użyte w makijażu są o wiele bardziej widoczne i wyraźne, niż w poprzedniej. Tym razem błyski nałożyłam na klej do brokatu i drobiny nie przedostawały się do moich oczu w trakcie dnia. Jednak nadal nie mogłam równomiernie ich zaaplikować – ani palcem, ani pędzlem. Cienie pomimo, iż na swatchu wyglądają obiecująco, na oku zostawiają jedynie drobinki, rozłożone losowo i zdecydowanie nie zostanę ich wielbicielką.

Moja opinia

Czy warto kupić paletę Mexmo – Nude Fantasy? Uważam, że tak! Owszem, jest to kolejna paletka nude, jakich wiele na rynku i pewnie odpowiedniki tych kolorów macie już w swoich zbiorach kosmetycznych. Jednak formuła cieni matowych zawartych w tej paletce jest naprawdę niezwykła. Z jednej strony, cienie są miękkie, bardzo masełkowe i jedwabiste pod palcem, mają wysoką pigmentację, ale nie osypują się na oku (w palecie lekki osyp jest). Doskonale i szybko się blendują, kolory idealnie przechodzą w siebie i każdy z nich jest na oku widoczny (nie to co w przypadku palety Kobo – Natural Mix >>klik<<). Błyski są moim zdaniem na minus i ja raczej nie będę ich używać. Jednak wiem, że moje wymagania do cieni błyszczących są dosyć niestandardowe. Te konkretne porównałabym trochę do błysków z paletki Too Faced – The Natural Nudes, których ja nie lubię, a większość z Was uwielbia.

Myślę, że małym minusem tej palety, który wpłynie na jej odbiór będzie dobór kolorystyczny. Ja, jako konsument wiem, czy lepiej mi w ciepłych, czy chłodnych odcieniach. W tej paletce mamy wszystkiego po trochę, dlatego osoba, która woli kolory typowo chłodne lub ciepłe, nie będzie korzystać z połowy cieni w palecie. Jestem bardzo ciekawa, co Wy uważacie o doborze kolorystycznym cieni w Nude Fantasy od Mexmo?

I tym pozytywnym acentem kończymy serię paletowy maj 2021! Koniecznie dajcie znać, jakie serie tematyczne chciałybyście zobaczyć na blogu? Zapraszam Was oczywiście do śledzenia mnie na instagramie @badhairway oraz @badhairway.pl. Jak już zapowiadałam, w czerwcu posty będą pojawiać się raczej jeden raz w tygodniu. Najbliższy będzie o produktach Paese, które niedawno pojawiły się w… Lidlu! Nie możecie tego przegapić! Do zobaczenia!

2 Replies to “Paletowy maj #6: Mexmo – Nude Fantasy”

    1. mam ogromną nadzieję, że będziesz zadowolona! ja od niedawna bawię się ich najnowszą pastelową paletą <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.