Hej! W ubiegłym roku bardzo zaprzyjaźniłam się z polską marką makijażową Glamshop. Kolejne zamówione produkty, zachęcały mnie do następnych zakupów. Tym samym, na blogu pojawiło się już wiele recenzji kosmetyków z Glamshopu:

Czar prysł w grudniu. Od tamtej pory, złożyłam w sklepie 4 zamówienia i z żadnego z nich nie byłam w pełni zadowolona. W dzisiejszym poście opowiem Wam, co i dlaczego nie sprawdziło się u mnie. Wśród tych produktów jest tylko jeden totalny bubel, który odradzałabym każdemu! Pozostałe kosmetyki to raczej rzeczy, których zakup warto przemyśleć dwa razy przed złożeniem zamówienia :). Porozmawiamy także o moich dalszych planach zakupowych (lub ich zaprzestaniu!) z glamshopu. Uprzedzam – będzie dużo narzekania i przypominam, że to, że coś, co nie sprawdziło się u mnie nie oznacza, że nie sprawdzi się u Was. Zapraszam do artykułu!

Tusz do rzęs Klasyk

Największy bubel marki i pieniądze wyrzucone w błoto. Produkt, który nie robi nic. Przez ostatnich 10 lat przerobiłam chyba kilkadziesiąt różnych tuszy do rzęs i ten zdecydowanie trafia do moich top 3 najgorszych. Nie dość, że trzeba nałożyć go bardzo dużo, żeby w ogóle przyciemnił rzęsy, to kompletnie nic się z nimi nie dzieje – nie są ani wydłużone, ani zagęszczone, ani pogrubione (chyba że grubą warstwą tuszu). W trakcie dnia efekt się wytraca, tusz kruszy się pod okiem. Nie utrzymuje skrętu zalotki, nie dodaje rzęsom objętości. Pełną recenzję i zdjęcia “efektów” znajdziecie tutaj >>klik<<. Dla mnie – totalna strata pieniędzy, zwłaszcza, że tusz nie jest najtańszy – w pełnej cenie kosztuje 40zł.

Palety magnetyczne

Są pewne produkty, których chyba nie da się zepsuć. Palety magnetyczne z Glamshopu spełniają swoje zadanie – odpowiednio utrzymują cienie na magnesie, plus również za to, że mają okienko i widzimy, co mamy w środku. Natomiast rozmiar i jakość wykonania tych palet już nie są tak zachwycające. Palety są dosyć grube. Zajmują sporo miejsca przez co są nieporęczne. A co do wykonania… Tu coś się odkleja, tam coś jest zdarte, tu jest nierówno… Jeśli zwracacie uwagę na takie rzeczy, zdecydowanie bardziej polecam Wam zainteresować się paletami magnetycznymi od Blendit, które cenowo wychodzą podobnie, a jakość wykonania jest o niebo lepsza.

Paleta Herbaciana Róża

Pierwszy aż tak duży fail, który trafił w moje ręce, to paleta Herbaciana Róża. Może nie jest to kompletny bubel, wiem, że wiele z Was uwielbia tę paletkę, jednak u mnie jest ona ogromnym rozczarowaniem. Na ten produkt byłam po prostu zła, stąd też bardzo negatywna recenzja na blogu >>zobacz tutaj<<. Począwszy od tego, że autorka kolekcji trochę olała swoich obserwatorów, nie przygotowała na czas filmu z premierą. My, zachęceni formułą jej poprzedniej palety kupiliśmy tę nową w ciemno, spodziewając się tej samej jakości. Tym czasem, ja otrzymałam paletę z cieniami bez pigmentu, które zlewają się ze sobą i robią plamy. Lubię te bardziej sprasowane formulacje cieni z Glamshopu – Bohema i Neutralna to zdecydowanie moje ulubione propozycje tej marki. Jednak w moim odczuciu, w herbacianej róży coś ewidentnie poszło nie tak i ja zdecydowanie podziękuję tej paletce.

Podkład Klasyk

Część z Was pewnie będzie zdziwiona, że w tym zestawieniu znalazł się podkład. W końcu w początkowej recenzji, pomimo tego, że wyglądał on dość ciężko na twarzy i lekko się na niej osadzał, podkreślał meszek i suche skórki, raczej oceniłam go pozytywnie. Ba, po zużyciu próbek, zamówiłam nawet pełne opakowanie tego produktu, w odcieniu Oliwka 1. I to był gwóźdź do trumny. Mam wrażenie, że to, co miałam w próbce, z czego byłam bardzo zadowolona, to inna formuła i kolor (!) niż to, co przyszło do mnie w pełnowymiarowej buteleczce. Moja Oliwka 1, z jasnego, neutralno – oliwkowego odcienia, nabrała koloru soczystej pomarańczy. Nie po to płacę za próbkę (w ogóle sam fakt, że za te próbki trzeba zapłacić jest lekko abstrakcyjny, ale to już pomińmy), by wypróbować produkt zanim go kupię, żeby później dostać coś innego. Sama formuła zachowywała się podobnie i nadal byłam z niej zadowolona. Jednak odcień plus ciemnienie, jest dla mnie nie do przejścia i zniechęciło mnie do dalszego testowania podkładów (a nawet korektorów) tej marki. Recenzja podkładu dostępna jest tutaj >>klik<<. Pamiętajcie, że oksydowanie nie musi być koniecznie spowodowane przez podkład. Może to być kwestia naszego PH skóry, czy pielęgnacji, którą pod niego nakładamy. Ja jednak wolę zmienić podkład niż całą sprawdzoną rutynę pielęgnacyjną. Jeśli na waszej cerze podkłady mają tendencje do ciemnienia – przemyślcie dwa razy ten zakup lub zdecydujcie się na ciut jaśniejszy odcień :).

Palety 9-tki 

Znowu zacznę od podkreślenia, że paletki dziewiątki z glamshopu nie są bublem. Ba, zestawienia kolorystyczne dziewiątek bardzo do mnie przemawiają, z cieniami na oku pracuje się naprawdę dobrze. Dlaczego zatem ten produkt, a nawet grupa produktów pojawia się w tym poście? Po pierwsze, glamshopowe dziewiątki są dosyć grube i ciężkie. To nie są poręczne palety. Druga sprawa, kluczowa, to okrutny osyp cieni – zarówno w opakowaniu, jak i na powiece. Wynika to z ich formulacji – ultra maty są bardzo mocno napigmentowane, przez co też o wiele bardziej się sypią. Jednak tutaj, jedno dotknięcie pędzlem robi nam bałagan w palecie i niestety wokół niej. Również przez to cienie są o wiele mniej wydajne i wiem, że zdarzały się przypadki, że po kilku użyciach, w cieniu potrafiło pojawić się denko. Ja niestety nie jestem fanką tej formuły cienia. Robiąc makijaż zwykle po prostu zależy mi na czasie i nie chce mi się sprzątać i wycierać toaletki po malowaniu oka. Tak jak wspomniałam – na oku, w makijażu, cienie wyglądają dobrze, zestawienia kolorystyczne również mi się podobają i szczerze… chyba skusze się jeszcze na którąś z tych paletek. Nie są to jednak najłatwiejsze, najszybsze i najprzyjemniejsze w pracy cienie, dlatego jeśli zaczynacie dopiero w makijaż – przemyślcie ten zakup, żeby się niepotrzebnie nie zniechęcić.

Turbopigmenty, czyli klątwa zielonej drobiny

Kij w mrowisko został wsadzony. Już spieszę z wytłumaczeniem, dlaczego kultowy produkt Glamshopu trafił do tego zestawienia. Sama mam wiele różnych odcieni turbotów i naprawdę lubię tę formulację. Problemem tych produktów jest… zielona drobina, która – jeśli mamy pecha – może pojawić się w naszych cieniach. Chcemy mieć jasny, mocny błysk do zaznaczenia wewnętrznego kącika lub odcień starego złota na całą powiekę, a zamiast tego, naszym oczom ukazuje się zielony brokat. Kwestia zielonej drobiny jest mocno losowa, sama nie wiem od czego to zależy (nawet w obrębie jednej partii danego odcienia, część cieni ją ma, inne nie). Dlatego, kupując kolejny turbopigment, nigdy nie wiemy, na co trafimy. Trochę słabo, zważywszy na to, że jeden taki cień kosztuje 25zł i trochę ma się nijak do tego, co widzimy na stronie. U mnie średnio co drugi zamówiony turbot bazuje na zielonej drobinie, dlatego przerzuciłam się raczej na cienie perłowe Glamshopu, mam też w planach wypróbować nowe welurki.

Produkty, o których przeczytaliście, niestety zniechęciły mnie na jakiś czas do składania kolejnych zamówień i wydawania pieniędzy w glamshopie. Ostatnio mniej chętnie sięgać po nowości tej marki. Design produktów nigdy mi nie odpowiadał. Często wyglądają one wręcz infantylnie, trochę jak dla dzieci, co niestety nie idzie w parze z ceną, która wbrew pozorom jest dosyć wysoka. Bardzo przeszkadza mi nierówna jakość cieni w paletach. W związku z tym, że glamshop nie jest dostępny stacjonarnie, nie można tych produktów w żaden sposób sprawdzić przed zakupem, musimy kupować rzeczy w ciemno i dopiero na sobie sprawdzić, jaka jest dana formuła oraz czy odpowiada nam, czy nie. Nowa formuła cieni w palecie Celebra ponoć zmienia kolor cienia przy blendowaniu… Przeszkadzają mi też różnice pomiędzy partiami. Możemy kupić dwa razy ten sam produkt, a otrzymać dwa całkowicie różne, zarówno pod względem odcienia jak i formuły produktu…

Nie zmienia to jednak faktu, że mam jakiś sentyment do tej marki i po pół roku przerwy na pewno skorzystam z promocji i zrobię choćby małe zakupy. Pamiętajcie, że lista moich glamshopowych polecajek z ubiegłego roku (dostępna tutaj >>klik<<). Myślę, że przed kolejną dużą wyprzedażą z okazji black friday, przygotuję dla Was jej aktualizację i dorzucę tam jeszcze kilka pozycji. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jakie produkty z glamshopu polecacie, a których radzicie unikać jak ognia? Czekam na Wasze typy! Tymczasem zapraszam na mój instagram beauty @badhairway.pl oraz lifestyle @badhairway. Tutaj widzimy się już w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia!

6 Replies to “Produkty z Glamshopu, których zakup warto przemyśleć dwa razy”

  1. Ja mam welurki i je lubię, warto na próbę wziąć dwa-trzy kolory 🙂 Taki błysk bardziej na codzień.
    A zdziwiłam się, że tak Valentinę lubię, zastanawiam się jeszcze nad Autoportretem i Zarumienioną 😉 Jeśli ktoś lubi ciepłe kolory, to polecam Karmel Cud Miód. Co do turbopigmentów, to się zgadzam. Nie lubię zielonych drobinek, a wiele kolorów je ma. I te drobinki pod okiem… Ale nie wszystkie je w takim samym stopniu zostawiają. Dzięki za Twoje opinie! Pozdrawiam

    1. ooo, to prawda- drobina z turbotów mocno sypię się po całej twarzy i okrutnie ciężko ją usunąc…a welurki zamówiłam! juz nie mogę się ich doczekać <3 pozdrawiam!

  2. 👏👏👏👏👏 o to to to! Myślałam że tylko ja po tak ogromnym zauroczeniu marką nagle jestem mega zawiedziona! Zamówiłam sobie 9-tke Wrzosowisko. Pierwsze moje fiolety, więc byłam niesamowicie podekscytowana! Co się okazuje? Cienie się nie chcą razem blendowac, robią się okropne plamy w kącikach, za KAŻDYM razem! Jestem zdruzgotana bo te paletki wcale tanie nie są ;(((

    1. niestety – każda paleta, to inna jakość (chociaż coraz częściej widzę różne wpisy, że cienie różnią się miedzy sobą nawet w tych samych paletach). Zważywszy na fakt, że nie mamy gdzie i jak sprawdzić i dotknąć wcześniej tych kosmetyków, mi odechciało się trochę płacić (i to jak mówisz – niemało) w ciemno za produkt, który albo mi się spodoba, albo nie…

  3. a mnie denerwuje czas oczekiwania na przesyłkę. zamówiłam tydzień temu, zamówienie miało byc u mnie za 3 dni, a ciągle nie jest wysłane…

    1. witaj w klubie… wczoraj dopiero dostałam maila, że wysyłka jest opóźniona. rozumiem, że zamówień w sklepie jest więcej niż zazwyczaj, ale nie podoba mi się takie rozwiązywanie sprawy :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.