Hej! Nie wiem, jak Wy – ja ogromnie cieszę się, że w końcu możemy w Polsce dostać kosmetyki od Rare Beauty! Marka Seleny Gomez od 1 lipca dostępna jest w Sephorze! Rare Beauty to dosyć młoda firma. Co bardzo ważne, jest całkowicie crueltty free – „pozbawiona okrucieństwa” – nie testuje na zwierzętach oraz wpisuje się w ideologię clean beauty. Marka powstała, by walczyć z nieosiągalnymi kanonami piękna. Stawia naturalność i wydobycie naszej wewnętrznej urody. Część ze sprzedaży kosmetyków przeznaczana jest na pomoc w zwiększeniu dostępu do zasobów zdrowia psychicznego. Przez najbliższe lata planuje się zebrać w tym celu… 100 milionów dolarów!

Na zakupy zdecydowałam się dopiero tydzień po premierze, ponieważ wcześniej byłam na urlopie w Rzymie (mam nadzieję, że śledziłyście moją relację na instagramie @badhairway!). Niestety to, co interesowało mnie najbardziej – czyli płynny róż w odcieniu Joy był (i do dzisiaj jest) już niedostępny. Dlatego na tę recenzję musimy jeszcze poczekać… Dziś zapraszam Was na pierwszy test kosmetyków Rare Beauty, w którym omówimy sobie podkład tej marki!

Informacje ogólne

W polskiej sephorze, podkład Rare Beauty – Liquid Touch Weightless Foundation, kosztuje 155 zł (marka na razie nie jest uwzględniana w promocjach) i dostępny jest w 32 odcieniach (oryginalnie jest ich chyba 48). Ponadto, do podkładu możemy dobrać odpowiadający mu kolorem korektor, choć tutaj nie zdecydowałam się na zakup – mam po prostu zbyt dużo otwartych korektorów. Producent obiecuje nam płynną konsystencję, przypominającą serum, średnie krycie, naturalny wygląd. Podkład ma się łatwo rozprowadzać, nie ciastkować, nie zatykać porów, a skóra pod nim ma oddychać. Ponoć wystarczy minimalna ilość (jedna kropka), żeby pokryć całą twarz i wyrównać jej koloryt. Dzięki składnikom roślinnym, produkt ma nawilżać, rozświetlać i odżywiać naszą skórę.

Podkład zamknięty jest w bardzo eleganckiej, minimalistycznej, buteleczce, wykonanej z plastiku, na wzór matowego szkła, na której widnieje jedynie złote logo marki. Biała zatyczka jest odkręcana i chowa w sobie aplikator, którym nakładamy produkt. Dodatkowo, w zatyczce znajduje się kuleczka, dzięki której wiemy, czy odpowiednio wstrząsnęłyśmy podkładem przed aplikacją. Przyznam szczerze, że opakowanie tego produktu wyjątkowo mnie kupiło!

Formuła i odcienie

Jak już wspomniałam, w polskiej sephorze, podkład jest dostępny w 32 odcieniach. Wydaje mi się, że w USA można kupić więcej kolorów (kojarzy mi się, że 48). Dzięki oznaczeniom w nazwie, łatwo jesteśmy w stanie rozpoznać, czy dany odcień ma chłodne, ciepłe, czy neutralne podtony. Niestety, ogromnym minusem całego przedsięwzięcia jest niedostępność Rare Beauty stacjonarnie. W co niektórych sklepach mamy jedynie testery kilku produktów (tester podkładu jest w dość ciemnym kolorze – 210N) oraz dwie miniaturki (baza pod podkład i zestaw pomadek), które można kupić. Ja zdecydowałam się zamówić odcień 170W, który według strony findation,com, miał najbardziej przypominać mój idealny całoroczny odcień podkładu Sashbox – Studio Skin 1.05. Poniżej wrzucam porównanie tego podkładu z innymi, które mam u siebie.

Formuła produktu jest bardzo nieoczywista… Słyszałam porównania do suchego olejku i faktycznie – bardzo to przypomina. Z jednej strony, podkład jest bardzo płynny i lejący, z drugiej jest lekko tłustawy / śliski pod palcem. Nie zastyga. Pigment potrafi nierównomiernie przesuwać się po skórze, jeśli nie wstrząśniemy produktem przed użyciem. Niedbale zaaplikowany podkład robi smugi, wchodzi w pory i osadza się na włoskach. Jednak nawet po kilku godzinach od aplikacji, można to z łatwością rozprowadzić palcami. Należy mieć na uwadze, że podkład pracuje ze skórą cały dzień.

Całodniowy test

Podkładu użyłam trzykrotnie – raz nakładałam go gąbką i palcami, drugi raz – pędzlem i trzeci – znowu gąbką. Zauważyłam, że ta lekko olejkowa formuła potrafi wejść w pory, jeśli za mało doklepiemy produkt. Co więcej, bardzo podkreśla wszelkie suche miejsca oraz meszek na skórze. U mnie, podkład wyglądał najlepiej, kiedy nałożyłam go na olejek (odradzam nakładanie olejku na dzień w takie upały, ale czego się nie robi dla testu :D). Jak już pisałam wcześniej, nie jest to zastygający produkt. Kiedy po paru godzinach zauważyłam, że osadził mi się na włoskach, mogłam bez problemu rozetrzeć to ręką, co o dziwo nie zepsuło wyglądu całego makijażu.

Krycie określiłabym jako średnie. Jedna warstwa bardzo ładnie wyrównuje koloryt cery, jednak nie radzi sobie z zakryciem wyprysków. Podkład dobrze przyjmuje inne produkty – zarówno płynne, jak i pudrowe (choć mając na uwadze fakt, że potrafi ślizgać się po twarzy, wyobrażam sobie sytuację, że mógłby się zetrzeć przy nakładaniu na niego innych produktów). Kolejna cenna informacja – podkład mnie nie zapchał i nie spowodował pogorszenia stanu cery!

Dzisiejszy test to właśnie moje trzecie podejście do podkładu Rare Beauty. Aplikowałam go metodą, która sprawdza mi się zawsze, za pomocą gąbki. Dodatkowo, wiedziałam już, że muszę mieć naprawdę dobrze nawilżoną skórę, możliwie bez żadnych suchych miejsc. Przyznaję, że spędziłam sporo czasu, żeby „doklepać” go w policzki tak, by nie osadził mi się w porach. Na bokach twarzy musiałam go także trochę porozcierać, żeby nic nie zebrało się na włoskach. Jeśli poświęcimy temu podkładowi wystarczająco dużo czasu i uwagi podczas aplikacji, przez resztę dnia wygląda on już raczej tylko lepiej. Nie wyświeca się, sam z siebie – jest jak nasza lepsza skóra. Nie schodzi i nie ściera się z twarzy (chyba dzięki tej swojej „ślizgającej się” olejkowej formule) – dzisiejszy test to miks upału, maseczki i treningu. Złapałam się nawet na tym, że przetarłam czoło ręcznikiem papierowym, ale na koniec dnia nie widzę żadnych nieestetycznych ubytków. Mój nos, pomimo kataru i częstego wycierania, również nie wygląda na starty.

Moja opinia

Czy warto kupić podkład Rare Beauty? Bardzo trudno jest mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Produkt ten rewelacyjnie nosi się w ciągu dnia. Możemy dotykać twarzy, pocić się, przecierać skórę, a cera wygląda nieskazitelnie. Nie widać żadnych przetarć i ubytków. Sam z siebie nie wyświeca się. Wygląda bardzo naturalnie. ALE żeby tak było musimy się trochę namachać. Po pierwsze – nie ma mowy o żadnych suchych skórkach. Cera musi być naprawdę porządnie odżywiona i nawilżona, żeby ten podkład miał szansę wyglądać dobrze. Jego aplikacja nie jest wcale łatwa i bezproblemowa. Nie wystarczy byle jak wprowadzić go w skórę – niestety, ale wymaga on specjalnego traktowania i wyczucia, żeby nie zebrał się w nieestetyczne smugi, co jest po prostu czasochłonne. Minusem jest także fakt, że dobór odcienia to trochę strzał w ciemno. Mi udało się trafić, jednak podejrzewam, że niejednej osobie nie uda się dobrać odpowiedniego koloru, bazując wyłącznie na zdjęciach z internetu (choć rozróżnienie na podtony jest naprawdę bardzo przydatne!). Natomiast jego kolejnym plusem jest bardzo wyważone krycie, które określiłabym jako po prostu „w punkt” oraz fakt, że nie zapycha. Słowem podsumowania, wydaje mi się, że ta dziwna formuła jest z jednej strony zaletą, a z drugiej – wadą tego produktu. Ja nie żałuję, że go mam, jednak jak za cenę, którą trzeba za niego zapłacić, czas, który trzeba mu poświęcić przy aplikacji i fakt, że nie ma możliwości dobrania odcienia stacjonarnie – przemyślałabym jego zakup. Sama poużywam go jeszcze trochę i jeśli uznam, że męczy mnie poświęcanie tyle czasu na nakładanie podkładu – spróbuję go sprzedać.

Na dziś to by było na tyle! Koniecznie napisz w komentarzu, czy skusiłaś się na coś z Rare Beauty? Na testy na blogu czekają jeszcze róże tej marki – w obydwu formułach! Choć przyznam szczerze, że chciałabym dokupić jeszcze odcień Joy, ponieważ ten, który mam, został lekko zdominowany przez moją włoską opaleniznę :D. Tu, na blogu, widzimy się już w przyszłym tygodniu. Tymczasem zapraszam Was na instagram @badhairway.pl i @badhairway, gdzie możecie być ze mną na bieżąco. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.