MAKIJAŻ, URODA

Ulubieńcy roku 2021: makijaż

Hej! Dziś zapraszam Was na jeden z moich ulubionych postów, czyli ulubieńcy makijażowi całego minionego roku! Kosmetyków u mnie przewinęło się wiele i wyselekcjonowanie tych kilku(nastu) najlepszych, było nie lada wyzwaniem! Jeszcze dziś, post będzie w niestandardowej formie, ze zdjęciami produktów pochodzącymi ze stron producenta, jednak postaram się w przyszłym tygodniu wrócić do Was w standardowej formie. Zaczynamy!

Podkłady, korektory, pudry

W tym roku, nie mam ulubionej bazy pod makijaż. Stawiałam na pielęgnację, SPF i nie chciałam już dokładać kolejnej warstwy na twarz. I szczerze – trochę mi się nie chciało :D. Natomiast mam Wam do polecenia aż trzy podkłady. Po pierwsze Soraya Plante, którego mam już drugie opakowanie! Recenzję tego produktu znajdziecie tutaj >>klik<<. Jest to podkład o średnim kryciu, który wygląda na skórze bardzo naturalnie, może być nawet traktowany jak dodatkowa warstwa nawilżenia. Jedyny jego minus to gama kolorystyczna – prawdziwe bladziochy mogą nie być w stanie dobrać sobie odpowiedniego odcienia. 

Ten problem nie pojawi się jednak przy podkładzie Lancome – Teint Miracle. Jest to produkt o lekkim, do średniego krycia, który przepięknie rozświetla. Nie daje efektu maski, znowu – wygląda mega naturalnie, przepięknie wtapia się w skórę. Dodatkowo, jest zamknięty w pięknej buteleczce z higieniczną pompką. 

Ostatni podkład to tak naprawdę krem CC Red Correct z Erborian. Ten produkt, po wyciśnięciu z opakowania, jest po prostu zielonym kremem. Po rozsmarowaniu, kolor zmienia się i dopasowuje do naszej skóry. Ma lekkie krycie – wystarczające, żeby wyrównać koloryt cery. Dla mnie jest to idealny produkt do szybkiego makijażu, doskonale nakłada się palcami.

W kwestii korektorów niewiele zmieniło się u mnie od ubiegłego roku – odkąd znalazłam swój odcień Loreal Infallible More Than Concealer, ciągle wracam do tego produktu. Jego krycie określiłabym jako średnie+ (z moimi cieniami sobie nie radzi), ale ogromną zaletą tego  produktu jest to, że można go używać jako baza pod cienie – w tym celu sprawdza się naprawdę dobrze! Przy tym korektorze warto jednak pamiętać o odpowiednim nawilżeniu skóry pod oczami. Niestety, może przesuszać.

W 2021 roku odkryłam colour correcting, który pozwala mi faktycznie zniwelować cienie pod oczami. Swoje “siniaki” traktuję brzoskwiniowym korektorem od Bobbi Brown w odcieniu Bisque. Produkt ma kremową konsystencję, należy lekko rozgrzać go pod palcami i wklepać w skórę. Już sam w sobie lekko niweluje zasinienie, choć ja nakładam na niego jeszcze tradycyjny korektor. Na pewno ta metoda zakrywania cieni zasługuje na oddzielny post!

W ubiegłym roku pojawiło się na rynku naprawdę wiele pudrów. Niestety, także u mnie. Ale nie ma tego złego – w dwóch mam już srogie denka :D. Jednym produktem, którego mam już dosłownie resztkę, jest produkt Bell – Peach powder. Kupiłam go za kilkanaście złotych, podczas zakupów spożywczych w biedronce. Używam go na codzień, zawsze biorę go na wyjazdy (wiecie, zawsze łatwiej przełknąć stratę pudru za kilka niż kilkadziesiąt złotych). Wygląda na skórzę bardzo naturalnie, ładnie wykańcza makijaż, a przy tym ma działanie lekko matujące. Można używa go na całą twarz oraz pod oczy. 

Róże, bronzery, rozświetlacze 

Czas na moją ulubioną kategorię! 2021 to rok kremowego konturowania! Do bronzera Fenty, o którym wspominałam w ulubieńcach 2021 i nadal namiętnie używam, dołączyły także róże. Największe wrażenie zrobiły na mnie formuły Rare Beauty. W formie płynnej, mój ulubiony odcień to zdecydowanie Bliss (mam też Joy, jednak ten kolor jest zedcydowanie mocniejszy i trzeba na niego bardzo uważać), a w formie kremowej – Nearly Appricot. Obydwa te produkty są bardzo łatwe w użytkowaniu, mają lekko brzoskwiniowe podtony, wyglądają jak naturalny rumieniec. 

Z produktów kremowych, nie mogłabym nie wyróżnić paletki od RMS beauty z serii POP Collection, w której znajdziemy bronzer, dwa róże, rozświetlacz i balsam do ust. Jest to bardzo kompaktowa (acz niestety droga) paletka, banalna w użytkowaniu, która ma w sobie wszystko, czego nam potrzeba. Z łatwością można zabrać ją też na wyjazdy, zajmuje bardzo mało miejsca.

Skoro już o paletach (tak, zdecydowanie mam z nimi “problem), są dwie, które muszę Wam polecić! Coś, co jest trudniej dostępne w Polsce, acz można z łatwością sprowadzić zza granicy, to Charlotte Tilbury – Instant Look of Love. Ta paletka ma wszystko – zarówno cienie do powiek, jak i produkty do twarzy. Można wykonać ją kompletny makijaż. Dodatkowo, jest zamknięta w bardzo estetycznym opakowaniu z lusterkiem i po prostu cieszy oko. Druga paleta – łatwiej dostępna i tańsza, to dr Irena Eris – Design & Define. Znajdziemy tu dwa bronzery, róż i rozświetlacz, które mają bardzo przemyślane kolory i wyważoną pigmentację – sprawdzą się także przy cerach dojrzałych. 

Oczywiście polecę Wam także pojedyncze produkty! Po pierwsze, produkt – legenda, czyli bronzer Benefit – Hoola, to prawdziwy sztos. Wcale nie jest pomarańczowy, doskonale się rozciera i przy tym jest naprawdę trwały. Kolejny bronzer, który niestety nie jest już dostępny w sprzedaży (a mam w nim spore denko) to Becca – Bali Sands, czyli idealny odcień skóry muśniętej słońcem. Spokojnie, mam też coś dla zwolenników kosmetyków z niższej półki cenowej. Jeśli jeszcze nie znacie róży Alterra – biegnijcie do Rossmanna! W cenie regularnej kosztują one 13zł. Odcienia Peachy używam od marca i szczerze – w tym roku, jeśli sięgałam po róż pudrowy, był to właśnie ten kosmetyk. Równie mocno polecam Wam także nowe rozświetlacze od Eveline – Feel the glow. Dają one całkiem intensywny błysk. Nie mają widocznych drobinek, na policzku wyglądają jak piękna, mokra tafla.

Produkty do brwi i oczu

Przyznaję, że w kwestii brwi jestem po pierwsze antytalentem, a po drugie – po prostu leniem. Dlatego najczęściej sięgam po żele koloryzujące, którymi przeczesuję włoski i… makijaż gotowy! Dwa moje ulubione, to Eveline – Brow & Go w odcieniu Taupe oraz Bourjois – Brow Fiber Oh Oui. Niezmiennie używam także tuszu do rzęs – Eveline – Variete. Pojęcia nie mam, ile jego opakowań już zużyłam! W 2021 odkryłam też najtrwalsze beżowe kredki na linię wodną oka, które znajdziecie w szafach NAM Makeup!

Cieni też przewinęło się u mnie sporo. Oczywiście prym niezmiennie wiedzie Bohema od Glamshopu i Zuzi La Makeup e Bella. Choć nie ukrywam, że równie bardzo przypadła mi do gustu paleta Tarte – Tartelette in Bloom. Ten produkt jest na rynku już naprawdę długo, jednak ma tak uniwersalną kolorystykę i jest tak przyjemny w użytkowaniu, że faktycznie nie wyobrażam sobie nie mieć go w kosmetyczce. 

Coś, co mnie bardzo zaskoczyło, to paletka od Charlotte Tilbury – Exaggereyes. Za to maleństwo musimy zapłacić (w polskiej Sephorze), ponad 200zł, ale… warto. Każdy makijaż wykonany tą paletką (chociaż możliwości wcale nie ma wiele), wygląda spektakularnie i bardzo kobieco. W końcu paletka powstała specjalnie na pokaz aniołków Victoria’s Secret!

Zastanawiałam się, czy powinnam oddzielać produkty ust do osobnej kategorii, ale szczerze – raczej używałam przede wszystkim olejku z Moonish, o którym piasłam w ulubieńcach pielęgnacyjnych. Dlatego tę kategorię dziś pomijam :).

To tyle ode mnie! Dajcie znać w komentarzu, jakie kosmetyki do makijażu najbardziej urzekły Was w minionym roku! Koniecznie śledźcie mnie także na instagramie @badhairway i @badhairway.pl. Na blogu widzimy się w przyszłym tygodniu – przygotowałam dla Was recenzję pewnego nowego podkładu drogeryjnego! Do zobaczenia!

You may also like...

1 Comment

  1. Wszystkie trzy palety cieni bardzo mi się podobają!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.