KOSMETYKI DROGERYJNE, MAKIJAŻ, POLSKA MARKA, URODA

Cienie w płynie od Glamshopu. Idealny, wielofunkcyjny kosmetyk?

Hej! Jak widzicie po tytule – dzisiejszy post poświęcimy produktom marki Glamshop, o której od jakiegoś czasu jest na blogu nieco ciszej. Nie ukrywam, ze odkąd pod koniec 2020 roku trafiłam na kilka bubli z tej firmy, mniej chętnie robię tam zakupy. Glamshop mocno nadużył mojego zaufania i teraz, zanim coś kupię, sama czekam raczej na jakiekolwiek recenzje i opinie. Od grudnia, marka ma swój stand w drogeriach Kontigo, gdzie część z produktów możemy przetestować i sprawdzić. Na stoiskach są dostępne m.in. cienie w kremie, które swoją premierę miały w lecie 2021. Poszłam, sprawdziłam, skusiłam się na kilka kolorów i dzisiaj podzielę się z Wami moimi wrażeniami na ich temat. Zapraszam do artykułu!

Cena i opakowanie

Jak już wspomniałam, poza stroną producenta, cienie w płynie od Glamshopu dostaniemy także w drogeriach stacjonarnych i internetowych Kontigo. W regularnej cenie, za 2.5ml produktu płacimy 22zł. Porównując do innych produktów tego typu dostępnych na rynku – jest to porównywalna pojemność i całkiem niska cena. Cienie zamknięte są w plastikowych opakowaniach. Górna ich część ma odcień brudnego różu, a dolna jest przezroczysta, dzięki czemu dobrze widać faktyczny kolor produktu. Sam plastik jest raczej przeciętnej jakości, jak to w Glamshopie. Opakowanie jest odkręcane, w środku znajdziemy aplikator, podobny jak w wielu korektorach do twarzy.

Formuła

Już na wstępie pojawia się pewna niespójność, która od jakiegoś czasu niestety mocno wybija się w Glamshopie. Cienie mają różną konsystencję w zależności od odcienia. Z jednej strony jest to zrozumiałe, a z drugiej… może jednak warto byłoby wprowadzić kilka linii tego typu produktów, żeby konsument faktycznie wiedział co kupuje? Ja skusiłam się na 5 odcieni: Ircha, Opalony, Krzemień, Dojrzała morela i Moro. Kolory Ircha i Moro są dosyć gęste, lekko grudkowe – trudno rozprowadzić je równomiernie na powiece. Z kolei pozostałe trzy odcienie, są bardziej wodniste, praca z nimi jest banalnie prosta, rozcierają się do chmurki. Można aplikować je zarówno palcem, jak i pędzlem. A skoro już mowa o rozcieraniu – warto dodać, że w przypadku tych trzech cieni, kolor rozprowadza się bardzo równomiernie, ale podczas blendowania, bardzo bledną. Tracą około 2/3 na intensywności.

Praca z cieniami i test trwałości

Na stronie producenta znajduje się informacja, że cienie powinniśmy aplikować na gołą powiekę. Dodatkowo, można używać ich jako eyeliner, bazę pod cienie pudrowe lub samodzielny matowy cień na powiece. Oczywiście – sprawdziłam wszystkie te możliwości. Jeśli nie wiecie – moja powieka jest zdecydowanie tłusta i jedynie odpowiednie produkty i techniki zapewniają mi trwałość. Jako bazę pod cienie wybrałam odcień Ircha, który zdał test jedynie połowicznie. Po 5 godzinach, pudrowe produkty nałożone na wierzch, zaczęły się rolować. Kiedy wróciłam z pracy do domu, makijaż już po prostu nie wyglądał.

Kolejne dwa testy – czyli test linera i cienia płynnego na całą powiekę – połączyłam w jeden. Na powiece wylądował Opalony, a do zrobienia kreski posłużył mi odcień Moro. W przypadku mojej opadającej powieki, Moro bardzo szybko się odbił. Niczym nie zagruntowany Opalony, po 3 godzinach zaczął zbierać się w załamaniu powieki. Poniżej możecie zobaczyć, jak to wyglądało.

Żeby nie było tak negatywnie – udało mi się znaleźć sposób na te cienie – sprawić, żeby wyglądały dobrze i długo się utrzymywały! Nałożone na sprawdzoną, przypudrowaną bazę naprawdę dawały radę.

Czy warto kupić płynne cienie z Glamshopu?

Recenzji produktów z Glamshopu było już u mnie sporo:

Sypki puder pod oczy >>klik<<
Cienie w kredce >>klik<<
Tusz do rzęs >>klik<<
Mydełka do czyszczenia pędzli i gąbek >>klik<<
Kolekcja Herbaciana Róża >>klik<<
Podkład Klasyk >>klik<<
Paleta Drama Mama >>klik<<
Paleta Neutralna >>klik<<
Produkty, które polecam >>klik<<
Produkty, których nie polecam >>klik<<

Wśród produktów, które sprawdziłam, znalazłam prawdziwe perełki (jak moja ulubiona paleta Bohema), a także wybitnie… niewypały. Cienie w kremie nie znajdą się co prawda wśród hitów, ale i nie mogę nazwać ich bublami. Różne kolory różnią się od siebie konsystencją – mogą mieć mniej lub bardziej problematyczną formułę. Z jednymi pracuje się rewelacyjnie, inne robią plamy i zostawiają prześwity na powiekach. Stosowane zgodnie z zaleceniami producenta, przy tłustej powiece są nietrwałe i dosyć szybko zaczynają się rolować. Tak naprawdę, przed ich nałożeniem, należy przygotować powiekę tak, jak robimy to przed użyciem każdych innych cieni (pudrowych). I to jest najbardziej rozczarowujący aspekt, ponieważ ten jeden produkt, miał nam służyć zarówno za bazę, jak i kolor. Ja niestety nie polecę Wam tego produktu, ale i nie będę go jakoś wybitnie odradzać. Jedyne co, polecam przejść się do Kontigo, sprawdzić odcienie i formułę produktu przed zakupem. Gama kolorystyczna tych cieni jest naprawdę duża i przepiękna, niektóre kolory wręcz wołają, żeby ich spróbować, ale pamiętajcie, że są nierówne.

To tyle ode mnie na dziś! Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy próbowaliście cieni płynnych z glamshopu i jak się sprawdziły u Was? Jestem bardzo ciekawa! Kolejny post będzie dotyczył produktów do modelowania twarzy od Rare Beauty . Pamiętajcie, żeby obserwować mnie na instagramie – @badhairway – lifestyle & travel oraz @badhairway.pl – beauty. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia!

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.