KOSMETYKI DROGERYJNE, MAKIJAŻ, URODA

Nowy tusz do rzęs z odżywką Paese – Eyegasm

Niedawno zdałam sobie sprawę, że odkąd na rynek wyszedł tusz do rzęs Variete od Eveline, nie używam już niczego innego. Szczerze powiedziawszy, jest mi z tym całkowcie dobrze :D. W międzyczasie miałam co prawda podejście do tuszy z Glamshopu, czy NAM, jednak u mnie okazały się one kompletną klapą. Jakiś czas temu, podczas zakupów w Hebe, moim oczom ukazała się promocja na nowość od Paese, którą jest tusz do rzęs z odżywką, o obiecującej nazwie Eyegasm. Pierwsze wyniki testów tego produktu mogliście już widzieć na moim instagramie @badhairway.pl. Dziś jest ten dzień, kiedy mogę podzielić się z Wami moją recenzją po dłuższym czasie stosowania.

Jeszcze zanim zaczniemy, omówmy sobie kwestie techniczne. Tusz od Paese możemy kupić w większości popularnych drogerii internetowych, na stronie producenta, a także stacjonarnie w drogeriach Kontigo i Hebe. W cenie regularnej, produkt kosztuje 49.90zł, dlatego zdecydowanie bardziej opłaca się go kupić na promocjach. Po tym wstępie – zapraszam do artykułu!

Opakowanie i szczoteczka

Tusz Eyegasm od Paese zamknięty jest w bardzo minimalistycznym, pudrowo-różowym opakowaniu ze złotą nakrętką. Poza nazwą firmy oraz produktu, nie ma tu żadnych dodatkowych wzorków, czy udziwnień. Przyznam, że opakowanie jest naprawdę eleganckie, bardzo w moim stylu i przypomina mi trochę opakowanie tuszu Pillow Talk od Charlotte Tilbury! Dodatkowo, nakrętka przy zamknięciu robi charakterystyczny „klik”, dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest dokręcony. Szczoteczka tuszu jest silikonowa, w kształcie klepsydry. To, na co warto zwrócić uwagę, to jej rozmiar. Jest dość gruba i duża, przez co trudno z nią o precyzję.

Działanie i efekt na rzęsach

Przygotowując tę recenzję, mając już wyrobione zdanie, przeczytałam całą broszurę produktu. Początkowo mówi się o objętości, uniesieniu, odżywieniu i intensywnej czerni, natomiast im dalej w las, tym więcej obietnic. Tusz ma dawać efekt nie tylko objętości, ale i wydłużenia i uniesienia rzęs. Szczoteczka ma być precyzyjna i docierać do najkrótszych włosków. Składniki odżywcze w składzie, mają wpływać na wzrost rzęs.

Już zatem widzimy, że co do szczoteczki, mam odrębne zdanie. Sam jej kształt i wykończenie jest bardzo przyjemne, ale rozmiar sprawia, że trudno nie ubrudzić sobie powieki podczas makijażu. Co do pozostałych obietnic – tusz faktycznie pogrubia rzęsy i nadaje im objętości. Utrzymuje je w miejscu przez cały dzień, nie rozprostowuje skrętu uzyskanego zalotką. Ma intensywnie czarny odcień. Najbardziej zawiedziona jestem w kwestii wydłużenia rzęs – tutaj bez pomocy bazy, to wydłużenie jest raczej bardzo subtelne. Co do odżywiania rzęs, niestety nie mogę się wypowiedzieć. Typowych odżywek należy używać kilka miesięcy, żeby zobaczyć pierwsze efekty. Poniżej wrzucam zdjęcie, gdzie możecie zobaczyć efekt na rzęsach przed i po wytuszowaniu, bez żadnych dodatkowych baz i wspomagaczy.

A jak to jest z utrzymywaniem? Jak już wspomniałam, tusz utrzymuje kształt rzęs, jaki im nadamy. W ciągu dnia nie traci także na objętości. Zauważyłam jednak lekki osyp po kilku godzinach od aplikacji. Tym bardziej jestem pozytywnie zaskoczona, że nie wpływa to na wygląd rzęs.

Czy warto kupić tusz z odżywką Paese – Eyegasm?

Jeśli macie długie rzęsy i szukacie efektu pogrubienia, zależy Wam na objętości i może dodatkowej pielęgnacji (która w tym wypadku na pewno nie przeszkadza) – myślę, że warto zainteresować się tym produktem. Pamiętajcie jednak, żeby zawsze łapać go na promocjach – 50zł za tusz z drogerii to jednak trochę dużo.

Jeśli zaś, tak jak mi – zależy Wam bardziej na wydłużeniu rzęs – możecie być zawiedzeni. Ten produkt co prawda bardzo lubi się z bazami (stosowałam pod niego bazy z Eveline oraz Essence) i nałożony na nie faktycznie wyraźnie wydłuża rzęsy. Jednak jeśli nie używacie tego typu produktów pod tusze do rzęs i nie chcecie wydawać na nie dodatkowych pieniędzy – raczej odpuściłabym sobie ten tusz.

Warto też dodać, że produkt im starszy, tym lepszy. To znaczy – warto go otworzyć i odczekać minimum tydzień. Wtedy formuła zaczyna gęstnieć i faktycznie fajnie zachowywać się na rzęsach. U mnie, najfajniejsze efekty pojawiają się po ok. 3 tygodniach od otwarcia.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze ulubione tusze do rzęs? Ja, poza Eveline – Variete, chętnie wracam też do tuszy z Loreal. Paese na pewno zużyję (zwłaszcza, że im dłużej go mam, tym daje lepszy efekt), ale wątpię, żebym kupiła kolejne opakowanie. Tyle ode mnie na dziś. Pamiętajcie, żeby obserwować mnie na instagramie @badhairway i @badhairway.pl. Tutaj widzimy się już środę. Do zobaczenia!

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.