KOSMETYKI DROGERYJNE, MAKIJAŻ, POLSKA MARKA, URODA

Glamshop x MsDoncellita – recenzja kolekcji ślubnej + 4 makijaże paletą Ballada

Hej! Po prawie roku (!) doczekaliśmy się kolejnej współpracy w Glamshopie. Tym razem ponownie padło na Martę Nowak, znaną w sieci jako MsDoncellita, a cała kolekcja ma motyw ślubny. Znajdziemy w niej aż 12 (!) produktów, w tym paleta cieni, paleta do twarzy, cienie w płynie, kredka do oka, matowe pomadki, konturówki, gąbka i puszek do makijażu. Ja – po długiej przerwie od Glamshopu – zdecydowałam się zakupić kilka kosmetyków z kolekcji i dzisiaj przychodzę do Was z ich recenzją. Przyznaję, że myślałam nad tym, żeby kupić całość, ale z góry wiem, że niektórych kosmetyków po prostu nie będę używać…
Zapraszam do artykułu!

Płynna pomadka Venus (35zł)

Pierwszy produkt, który chcę Wam dziś przedstawić, to pomadka w płynie w odcieniu Venus. Przyznaję, że to właśnie jej nieoczywisty kolor zauroczył mnie na tyle, że pomimo, iż nie używam tego typu kosmetyków, postanowiłam ją kupić. Jest to coś pomiędzy soczystą, truskawkową czerwienią, a przygaszoną malinową fuksją – przynajmniej na materiałach promujących. Na moich ustach ta pomadka wygląda bardziej buraczkowo, przy drugiej warstwie oksydując po czasie na coś zbliżonego do jasnego borda. Przyznam szczerze, że kolor w opakowaniu jest o wiele ładniejszy od tego na moich ustach. Oksydacja oczywiście może zależeć od PH skóry i wielu innych czynników, natomiast warto wiedzieć, że może ona wystąpić.

Jeśli chodzi o nakładanie – nie miałam z nią żadnych problemów. Jest dosyć wodnista, przez co jednak warto najpierw zaaplikować na usta konturówkę. Rozkłada się równo, nie robi plam. Utrzymywanie jest mocno takie sobie – po posiłku, czy napoju warto ją poprawić.

Kredka do oka Sol (20zł)

Beżowa kredka na linię wodną jest czymś, czego używam w prawie każdym makijażu. Jeśli pomijam ten krok – wynika to wyłącznie z mojego lenistwa :D. Mam swoje ulubione tego typu produkty. Co więcej – udało mi się znaleźć tanią kredkę w drogerii, która utrzymuje się do momentu, kiedy ją zmyjemy (sukces!). Dlatego tym bardziej ciekawa byłam kredki Sol, która ponoć miała cechować się przedłużoną trwałością.

Zacznijmy od koloru, ponieważ wcale nie jest to oczywisty odcień beżu. Przede wszystkim – jest ciemny. Określiłabym go jako bardziej brzoskwiniowy. Kredka jest bardzo miękka. Na linię wodną nakłada się nierównomiernie – tworzy na niej grubsze grudy. Co do trwałości – ta też nie jest zachwycająca. Na oku zostają tylko miejscowe grudy, które powstały podczas aplikacji produktu. Nie podoba mi się ten efekt. Spośród produktów z kolekcji, które kupiłam – ten jest najsłabszym ogniwem (a szkoda).

Paleta do twarzy Roma (89zł)

Paletka do twarzy Roma zawiera aż 4 produkty do twarzy – dwa bronzery (chłodny i neutralno – ciepły), róż i rozświetlacz (neutralno – chłodny). Każdy z produktów jest w mini rozmiarze, a wszystkie one zamknięte są w minimalistycznym, różowym kartoniku. Opakowanie jest bardzo estetyczne. Jego największą wadą jest według mnie brak lusterka – palety do twarzy często zabieram ze sobą na wyjazdy i regularnie korzystam z lusterek w nich zawartych, do wykonania całego makijażu. A tak – trzeba brać coś jeszcze…

Przejdźmy jednak do samych kosmetyków. Bronzery i róż są produktami matowymi, o mocnym sprasowaniu – co oznacza małą pigmentację. Mi to zdecydowanie nie przeszkadza, ale warto wiedzieć, że podczas aplikacji bronzera Helios oraz różu Rusałka, trzeba się trochę namachać. Bronzer Natural jest nieco mniej sprasowany i łatwiejszy w pracy. Żaden z produktów nie robi plam, ładnie się ze sobą łączą, choć są niemal niemożliwe do zeswatchowania. Rozświetlacz jest w formule turbo (za którą średnio przepadam), czyli ma raczej drobinową formułę. Na swatchu wydaje się być neutralno-chłodny, a na skórze wybija z niego różowo – brzoskwiniowy błysk.

Jeśli nie lubicie zbyt mocnej pigmentacji w produktach do twarzy (tak jak ja), paleta Roma może Was zainteresować. Wydaje mi się jednak, że tutaj wręcz nieco przesadzono z tym „bezpieczeństwem pigmentacyjnym”, ponieważ mocno wydłuża to wykonywanie makijażu i negatywnie wpływa na wydajność produktów. Największym minusem tej palety jest dla mnie brak lusterka, ponieważ bardzo obniża to jej walory praktyczne.

Poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądają wszystkie produkty zaaplikowane na twarz. Jest to najmocniejszy efekt, jaki udało mi się zbudować.

Paleta cieni Ballada (139zł)

Nie mogło być inaczej – produktem przewodnim w kolekcji jest oczywiście paleta cieni. Ballada mieści 12 kolorów, z czego 4 mają być zachowane w tonacji ciepłej, 4 w różanej, a 4 w chłodnej. Wszystko jest zachowane w kolorystyce około-nude, chociaż według mnie zdecydowanie nie jest to neutralna paleta. Kompozycję przełamuje błysk w odcieniu oliwki.

Opakowanie jest kartonowe i znowu nie mamy tu lusterka. Tym razem utrzymano je w bardziej waniliowej kolorystyce. Zdecydowanie współgra ono z opakowaniem Romy. Tutaj również jest dość minimalistycznie i elegancko.

Mamy tu 4 turbopigmenty oraz 8 matów. Co ważne – cienie matowe mają formulację, z jaką ja się do tej pory w glamshopie nie spotkałam. Są czymś pomiędzy tym, co znajdziemy w Bohemie, a w Mandali. Lekko osypują się w palecie, nakładają się wyraźnym pigmentem, ale raczej trudno zrobić sobie z nimi plamy podczas aplikacji. Maty cudownie się ze sobą łączą, wspaniale blendują i bezproblemowo można budować ich intensywność. Glamshopowe błyski przyzwyczaiły nas już do wysokiej jakości, więc jeśli tylko lubisz turbopigmenty – nie zawiedziesz się na nich. Czy zatem mam jakieś zarzuty do tej paletki? Niestety tak.

Cienie w palecie wyglądają inaczej niż na oku. Chodzi mi oczywiście o kolorystykę. Mam wrażenie, że przy aplikacji, z wszystkich cieni wybija mocno ceglany lub różany podton. Nie musi być to wada – możemy nazwać to po prostu „cechą”. NATOMIAST paleta, która miała być uniwersalna, dzięki zawartości czegoś po prostu brązowego, różowego i chłodniejszego, według mnie jest po prostu za mało neutralna. Z cieniami pracowało mi się rewelacyjnie – uważam, że maty w tej palecie to jedna z lepszych (jeśli nie najlepsza) – formuł, jakie znam z Glamshopu, ale nie podobam się sobie w tych odcieniach.

Poniżej pokazuję Wam aż 4 propozycje makijaży, wykonanych paletą Ballada.

Użyte cienie: Niewinność, Na zawsze, Radość, Szaleństwo, Zaufanie, Spontanicznośc.
Użyte cienie: Niewinność, Radość, Oddanie.
Użyte cienie: Spontaniczność.
Użyte cienie: Niewinność, Zmysłowość, Miłość, Namiętność, Marzenie.

Czy kolekcja ślubna od Glamshop jest warta uwagi?

W dniu premiery przeczytałam komentarze pod różnymi postami, gdzie pojawiły się głosy, że osoba, która nigdy nie malowała nikogo na ślub (ani nie jest profesjonalnym wizażystą), nie powinna takiej kolekcji wypuszczać. Czy ja się z tym zgadzam? Nie. Natomiast uważam, że nazwanie tej kolekcji „ślubną” jest nieco przesadą, gdyż produkty nie są wystarczająco uniwersalne pod względem kolorystycznym i formulacyjnym. Kompletnie nie rozumiem po co jest to wpychanie na siłę wątku ślubnego tam, gdzie go nie ma. Gdyby kolekcja była po prostu wypuszczona jako „codzienna”, raczej zostałaby odebrana o wiele lepiej przez konsumentów.

Produkty, po które sama nie sięgnęłabym po raz kolejny, to zdecydowanie kredka do oka i szminka. Kredka w moim przypadku nakłada się brzydko, utrzymuje tak sobie. Natomiast szminka nie jest po prostu moim kolorem. Uważam także, że w makijażu, który ma przetrwać wiele godzin, pot, jedzenie, lepiej sprawdzą się neutralne szminki o naturalnym, lekko błyszczącym wykończeniu. Dlaczego? Ponieważ ich wycieranie się będzie o wiele mniej widoczne i nie będzie trzeba poprawiać makijażu ust po każdym posiłku, czy napoju.

Paleta do twarzy Roma na razie ma u mnie okejkę. Przyznaję, że spośród tych produktów najmniej podoba mi się rozświetlacz, który na skórze opalizuje na różowo, ale ma to swój urok i na pewno nie powiem, że wygląda brzydko, czy nieestetycznie. Ciągle boli mnie brak lusterka, przez który ta paletka nigdy nigdzie ze mną nie pojedzie. Natomiast znowu – nie uważam, żeby był to odpowiedni produkt do wykonania makijażu ślubnego. Tego typu makijaż, poza tym, że ma być ładny i estetyczny, musi także dobrze wyglądać na zdjęciach. Tutaj, przy tak niskiej pigmentacji, której nie da się zbudować bardziej niż do pewnego, określonego momentu, obawiam się, że zdjęcie mogłoby pokazać nam niewymodelowaną twarz. Bardziej polecam ten produkt do makijażu dziennego, zwłaszcza osobom z cięższą ręką.

Paleta cieni Ballada jest rewelacyjna pod względem jakości cieni. Praca z nią to czysta przyjemność. Jeśli podobają się Wam te kolory – na pewno będziecie nią zachwyceni! Nie ma co obawiać się także tej zieleni – wygląda genialnie nałożona nawet solo na całą powiekę, nie jest to żaden nachalny kolor. Ja jednak z ogromnym żalem pożegnam się z tą paletką. Nie podoba mi się podton, który wybija się na mojej powiece – a raczej – ja się sobie nie podobam w tych kolorach. Wróćmy znowu do pytania – czy jest to paletka ślubna? Na pewno miała ona być uniwersalna dla każdego, o czym świadczą dobrane sety kolorystyczne w poszczególnych rzędach. Na pewno formulacja cieni ułatwiłaby makijaż ślubny. Ale według mnie palecie brakuje neutralności i będzie ona odpowiednia (pod względem kolorystycznej) tylko dla pewnej grupy osób. Lubicie ciepłe odcienie? 4 cienie z pierwszego rzędu są dla Was. Fani różu? Drugi rząd. Coś chłodniejszego z lekkim przełamaniem kolorystycznym? Rząd numer trzy. Wydaje mi się, że paleta traci na tym, że ma być „dla każdego”. Szkoda też, że ma tak mało kolorów przejściowych.

To tyle ode mnie! Koniecznie daj znać w komentarzu, czy zainteresowała Cię najnowsza kolekcja ślubna Glamshopu i co o niej uważasz? Ja ze swojej strony bardzo gratuluję Marcie, która w tym roku rozbija bank produktami, które wypuszcza!

Na koniec, zachęcam Was serdecznie do obserwowania mnie na instagramie @badhairway i @badhairway.pl, gdzie szykuję dla Was niemałą niespodziankę z okazji 2 lat istnienia bloga! Trzymajcie się ciepło i – do następnego!

You may also like...

2 Comments

  1. o wiele bardziej ślubnymi paletami są wg mnie współprace z Janoszką. też uważam, że to po prostu chwyt marketingowy, który w tym przypadku nie oddaje tematyki tej kolekcji. Kolekcja ślubna: makijaż raczej neutralny, trwały, fotograficzny. Tutaj są po prostu produkty, których Marta lubi używać. A paleta cóż nie podoba mi sie kolorystycznie, choc faktycznie ładne makijaze ci wyszły.

  2. Mnie już sama nazwa kolekcja ślubna nie przekonuje, bo nie czuję się jej odbiorcą. Paleta cieni jest ładna, ale chyba nie na tyle, żebym miała potrzebę ją kupić 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.