Paletka Neutralna to jedno z najnowszych dzieci Glamshopu. Dostępna jest wyłącznie na stronie glam-shop.pl. W środku znajdziemy 10 cieni matowych oraz 10 turbopigmentów, które mają być idealne zarówno do makijaży dziennych, ślubnych, jak i wieczorowych. Brzmi rewelacyjnie. A jak jest naprawdę? Zapraszam do dzisiejszego posta!

Cena

W pełnej cenie paletka kosztuje 199zł. Myślę, że to bardzo korzystna cena, zwłaszcza w porównaniu z innymi produktami glam-shop – palety z 10 cieniami (gdzie nie mamy aż tylu turbotów) kosztują 119zł, Autoportret z 24 cieniami kosztuje 239zł, a Blask i Cienie z 16 cieniami to koszt 229zł. Swoją drogą – czy nie uważacie, że te ceny są trochę absurdalne? 😉 Natomiast w tym zestawieniu, koszt Neutralnej wypada bardzo korzystnie.

Opakowanie

Opakowanie jest oczywiście kartonowe, niestety nie ma lusterka. Natomiast samo wykonanie według mnie wydaje się być w miarę solidne i o wiele bardziej staranne niż do tej pory. Glamshop posłuchał konsumenta i tym razem kółeczka na cienie są wycięte o wiele staranniej i nie ma aż takich luk między wypraską, a opakowaniem. Wygląda to po prostu lepiej.

Przyznam , że 90% opakowań glamshopu jest kompletnie daleko poza moją estetyką. Neutralna jest jednym z niewielu produktów, o którym mogłabym powiedzieć, że podoba mi się wizualnie. Oczywiście, wolałabym gdyby nie było tam koronkowej grafiki wyglądającej jak firanka, ale naprawdę, opakowanie nie jest zbytnio przekombinowane – raczej zostało utrzymane w prostocie i elegancji.

Wielkościowo, paleta jest tak samo szeroka jak glamshopowe dziesiątki, natomiast na wysokość to 1.5 wysokości paletki dziesiątki. Jest o wiele bardziej poręczna, niż się tego spodziewałam. Przyznam szczerze, że myślałam, że przyjdzie do mnie ogromna paletka, która będzie nieporęczna i nigdzie się nie zmieści. Jestem naprawdę bardzo miło zaskoczona 🙂 

NATOMIAST jest coś, do czego się przyczepię. Na odwrocie palety znajdują się różne informacje na jej temat i tutaj producent postanowił wprowadzić konsumenta w błąd. Według tych informacji, w środku znajdziemy m.in. migoczące perły i turboty, gdzie Hania potwierdziła, że cienie błyszczące w Neutralnej to w 100% turbopigmenty, błąd argumentując tym, że opakowanie palety jest projektowane na wiele miesięcy przed jej wypuszczeniem. Ok, jestem w stanie to zrozumieć. ALE czytając tych kilka zdań podsumowania, nie mają one kompletnie sensu, są po prostu niepoprawne w języku polskim. Nie dość, że wyrazy są źle odmienione, nie respektuje się tu żadnych zasad interpunkcji. Nawet na początku zdań zaczyna się od małych liter. Serio, jeśli wygląda to w ten sposób, nikt nie przykłada do tego żadnej uwagi, to po co w ogóle te opisy? Wystarczyłaby lista składników.

Cienie

Sam zamysł palety jest już znany z Kwitnącej Wiśni – każdy mat ma odpowiadający sobie kolorystycznie błysk, dzięki czemu malowanie się wymaga od nas jeszcze mniej myślenia 😀 A tak naprawdę jest po prostu łatwiejsze i szybsze. Poniżej postarałam się opisać każdy cień w palecie z osobna.

JAŚMIN – typowy matowy beż, lekko wpadający w żółte tony, raczej po tej ciepłej stronie.

PISAKOWY – przejściowy odcień jasnego, ciepłego brązu.

BLADY – ciemniejsza, ciepła brzoskwinka, z delikatnie różowym podtonem. Jeden z najmocniej sypiących się cieni w palecie.

JASNY RÓŻ – przejściowy róż, z delikatnie brzoskwiniowym podtonem. Odcień zdecydowanie neutralny, o najbardziej tępej i twardej formule, ciężko nabrać go na pędzel i sprawić, by był widoczny na powiece.

ELEGANT – neutralny odcień zgaszonego różu lub różowego brązu (o ile mto ma sens :D). Na powiece po roztarciu wygląda jak cukierkowy róż.

ISKRA – żółta perła, na jasno-żółtej bazie kolorystycznej, która zanika po roztarciu .

OŚLEPIACZ – elegancki, jasny, złoty błysk.

O PANI! – ciemniejsza różowa drobina, mniej zmielona, jednak bez wyraźniej bazy kolorystycznej.

PIĘKNIŚ – jasna różowo – srebrna drobina, bez wyraźnej bazy kolorystycznej. Odcień raczej po tej chłodnej stronie.

MALINIAK – odcień bardzo podobny do O Pani!, jednak ten ma bardziej widoczne czerwone drobinki.

KAJMAK – ciepły brąz, idealny w załamanie lub do lekkiego przyciemnienia powieki.

SEZAMOWY – neutralny, musztardowy brąz, lekko wpadający z brudną żółć.

KOKO – chłodny brąz z lekko różowym podtonem, już po tej ciemniejszej stronie.

RUM – ciemny, neutralny (lub nawet lekko chłodnawy) brąz.

LIMBO – delikatnie napigmentowana czerń, kóra nakłada się dość plamiście, natomiast da się ją ogarnąć.

CIEPLAK – miedziana perła, z wyraźną pomarańczową bazą kolorystyczną

ORZECHOWIEC – odcień  ciemniejszego złota, z większą drobiną, na żółtej bazie.

CZARUŚ – brązowo – złoto – różowawy odcień, lekko zgaszony, z drobiną, na jasnej bazie kolorystycznej. Jeden z ładniejszych odcieni w paletce. 

NUGAT -ciemny brąz, na wyraźnej bazie kolorystycznej. Można się w nim dopatrzeć odrobiny fioletów.

STAL – srebrny błysk z lekko błękitnym podtonem.

Moja opinia

Zacznijmy od kilku negatywnych kwestii. Po pierwsze, bardzo rzuca mi się w oczy nierówna jakość w formule cieni matowych. Większość z nich okropnie się sypie – więcej cienia zostaje w osypie niż nakłada się na pędzel. Są jednak też takie kolory, których formuła jest twarda jak kamień, trzeba wręcz drapać cień pędzelkiem, żeby w jakikolwiek sposób dało radę go nabrać. Pigmentacja też jest nierówna – niektóre z nich są napigmentowane bardzo delikatnie, gdzie pigment powinniśmy sobie dobudowywać, a innymi kolorami możemy sobie zrobić plamę koloru na oku (spokojnie, da radę to rozetrzeć). Nie wszystkie odcienie wyglądają na skórze tak samo jak w palecie. Uważam, że trzeba nauczyć się pracować z tymi cieniami, dopiero wtedy można pokochać je szczerą miłością.

Jeśli zaś chodzi o turboty – dla mnie jest to plus, jednak podejrzewam, że część z Was może być rozczarowana. Może zacznijmy od tego, że jeśli spodziewacie się tutaj turbotów takich, jak te pojedyncze, to raczej będziecie zawiedzeni. Te są o wiele bardziej delikatne, są bardziej zmielone i większość z nich nie ma wyrażnej bazy kolorystycznej – jest raczej kolorowym brokacikiem. Dla mnie nie jest to problem, wolę ten efekt, zwłaszcza w makijażu dziennym.

Bardzo trudno jest mi wydać jednoznaczną opinię na temat tej palety. Jakościowo – zdecydowanie mam lepsze, takie, gdzie każdy cień jest równie dobry jak poprzedni, gdzie nie trzeba się z tymi formułami docierać i zastanawiać, na co tym razem się trafi. Kolorystycznie – ta paleta woła moje imię, chyba jak żadna inna do tej pory. Te odcienie są wręcz idealne. Widzę tu jeden kolor, który mi się po prostu nie podoba i raczej nie będę po niego sięgać. Dodatkowo na plus jest ułożenie cieni, dzięki któremu makijaż jest naprawdę łatwy i szybki. Nie musimy dumać, jakie kolory ze sobą połączyć. Bierzemy dwa maty, które są obok siebie, do tego błysk przypisany do jednego z nich i jesteśmy gotowi do wyjścia. Niektóre cienie mają jednak problem z łączeniem się – mam poczucie, że część kolorów w połączeniu ze sobą, zamiast tworzyć chmurkę, zakrywają siebie nawzajem, przez co czasem makijaż może wyglądać brudno. Coś, co mi nie przeszkadza, wręcz dla mnie jest na plus, to tonacja palety. Nie do końca zgadzam się z tym, że jest ona neutralna – dominują tu odcienie o zdecydowanie ciepłych podtonach. Ogromnym atutem palety jest jej kompletność – mamy tu jasny beż oraz czerń, a także całą gamę kolorów przejściowych oraz tych do przyciemniania. Nie brakuje też błysków – zarówno tych delikatnych, jak i mocniejszych.

Na moje prywatne potrzeby, ta paleta jest idealna. Trzeba dać sobie kilka szans na oswojenie się z nią, na poznanie formuł tych cieni, sprawdzenie, co ze sobą gra, a co niekoniecznie. Jednak po tym etapie wdrożenia, myślę, że zakochacie się w tej paletce tak, jak i ja. Nie żałuję, że ją kupiłam, cenowo wychodzi naprawdę w porządku. Paletka zostaje ze mną, nie przekazuję jej dalej w świat i na pewno będę chętnie po nią sięgać. 

To tyle na dziś! Bardzo Wam dziękuję za przeczytanie dzisiejszego posta. Jestem bardzo ciekawa, czy macie tę lub inną paletę od glamshopu i co tak naprawdę o niej myślicie? Koniecznie podzielcie się wrażeniami na temat tych produktów ze mną w komentarzach!

Zapraszam Was na mój instagram @badhairway – travel oraz @badhairway.pl – beauty. Do zobaczenia w kolejnym poście, tym razem w tematyce bardziej podróżniczej!

Ściskam,
Magda

6 Replies to “GlamBOX Neutralna – recenzja palety”

  1. Uwielbiam Twoją szczerość i rzetelność w recenzjach jak i skrupulatne sprawdzanie danego produktu i odpowiadająca temu recenzja. Neutralna na pewno kupię 😀 nie mogę się doczekać makijaży oczu tutaj na blogu😃

    1. Dziękuję! Paletka jest naprawdę świetna i szczerze ją polecam, wiem, że będziesz zachwycona! Co do skrupulatności – staram się być jak najbardziej obiektywna! Chociaż ostatnio oglądałam recenzję innej palety glamshopu, gdzie osoba wystawiająca opinię mówiła, że nie będzie tych palet kupować ze względu na tłuste plamy wokół turbotów (przynajmniej, dopóki opakowania nie zostaną zmienione na takie, gdzie nie jest to widoczne). Ja do plam w moich produktach już się tak przyzwyczaiłam, że kompletnie zapomniałam o nich wspomnieć… Ale fakt, tworzą się, co widać też na zdjęciach 😀

      1. Dzięki za recenzję. W końcu opinia, której ufam. Zwracasz uwagę na aspekty dla mnie istotne.
        A błędy w opisie są dla mnie niewybaczalne. Nie wiem dlaczego ktoś, kto tyle pracuje nad produktem i reklamuje go własną twarzą, decyduje się na takie lekceważące podejście do jakości opisu.

        1. rozumiem Cię. Mi też to mocno przeszkadza. Jeśli projektowanie i produkcja palety trwa tyle miesięcy, to fajnie byłoby zwieńczyć tę pracę jakością na najwyższym poziomie w każdym aspekcie. Nie rozumiem, jakim cudem opakowanie / prototyp, przeszło przez tyle rąk i tyle par oczu. Może niektórzy zwracają uwagę tylko na grafikę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.