„Od teraz, już na zawsze, miej odwagę żyć jak chcesz i wyglądać tak, jak lubisz”. To piękne motto towarzyszy najnowszej współpracy Glamshopu z youtuberką Adą Grotkowską. Ada kojarzy mi się głównie z poczuciem humoru, dystansem do siebie i oczywiście pięknymi, ekstrawaganckimi makijażami. Paleta, którą stworzyła, po prostu woła jej imię. Tak samo rozświetlacz…

Cała kolekcja, jak zwykle, jest dostępna wyłącznie na stronie glamshop.pl. W jej skład wchodzi paleta cieni do powiek – Drama Mama oraz trzy sypkie rozświetlacze Glow Mama – Brzask, Petarda oraz Splendor. Mamy kilka możliwości zakupu tych produktów. Wszystkie razem w zestawie (czyli paleta i trzy rozświetlacze), w cenie 259 zł, zestaw trzech rozświetlaczy (bez palety), za 109 zł, samą paletę za 169zł oraz rozświetlacze pojedyncze, każdy za 49zł.

Przyznaję, że nie potrzebuję kolejnej palety cieni, ani kolejnego rozświetlacza. Osobiście preferuję cienie w kolorach brązu i rozświetlacze prasowane. Zdecydowałam się jednak na zakup tej kolekcji (a tak naprawdę paletki oraz rozświetlacza Petarda) po pierwsze, przez swoją sympatię do Ady, a po drugie – stwierdziłam, że jeśli faktycznie się sprawdzi – paleta będzie stanowić super uzupełnienie kolorystyczne mojej nudnej, nudziakowej „kolekcji”. Jaka jest moja opinia o tych kosmetykach? Zapraszam do artykułu!

Pssst, przypominam o>klik<< (otwiera się na nowej zakładce)"> rozdaniu palety Miyo x BeautyvTricks – Insta Glam Wedding Vibes, które znajdziecie w poprzednim poście >>klik<<! Nadal można brać w nim udział!

Opakowania

Paletka jest zamknięta w czarnym, gumowanym kartoniku. Ten kolor ukrywa wszelkie mokre plamy, które mogą tworzyć się przy turbo pigmentach, jednak mocno jest na nim widoczny wszelki osyp cieni (zwróćcie uwagę na zdjęcie poniżej). Grafiki są minimalistyczne, choć kolorowe. Przyznaję, że trafiają w mój gust – nie ma tu zbędnej przesady. Super, że glamshop zadbał także o jakość opakowań w środku – tak, jak przy palecie Neutralna (recenzję palety Neutralna przeczytasz tutaj >>klik<<), kółeczka na cienie są wycięte starannie, nie są obszarpane ani nie ma zbędnych luk przy cieniach.

Rozświetlacz zaś znajduje się w plastikowym opakowaniu z odkręcanym wieczkiem. Wypustki, przez które wysypujemy produkt są zasłonięte plastikową zawleczką. Dzięki temu możemy zabezpieczyć produkt przez zbędnym rozsypywaniem się. Tak, jak jakość opakowania palety jest na naprawdę wysokim poziomie, tak opakowanie rozświetlacza budzi moje zastrzeżenia. Napisy, czcionki, zachowanie minimalistycznej jest ok. Jednak samo opakowanie wykonano prawdopodobnie ze słabej jakości plastiku (napisałabym, że to najtańszy plastik, ale nie mam takich informacji, jednak tak to odczuwam). Przy odkręcaniu nakrętki, opakowanie wręcz wyje. Ocierający się plastik „piszczy”. Jest to tak okrutnie nieprzyjemny i głośny dźwięk, że ciężko to znieść. Mam trochę kosmetyków zamkniętych w podobnych opakowaniach – zarówno z niższej, jak i wyższej półki cenowej i nigdy nie spotkałam się z czymś takim.

Paleta cieni

W palecie znajdziemy aż 16 cieni. Mamy tu 11 matów, 4 turbo pigmenty oraz jeden turbo plus (czyli sprasowany brokat). Paleta jest podzielona na dwie grupy tematyczne. Pierwsza z nich – „Mama” to pierwsze dwa (górne) rzędy, wśród których mają znaleźć się odcienie neutralne, których można użyć w zwykłym dziennym makijażu. Druga grupa, czyli „Drama”, to dwa dolne rzędy, wśród których znajdują się już szalone kolory, pobudzające naszą kreatywność. Poniżej znajdziecie swatche oraz opis kolorów.

BAJKA – jasny, matowy beż.
GABRIELA – delikatny, szampański błysk.
MAMA – średni, neutralny, matowy brąz, z wyraźnym różowym podtonem.
DRAMA – ciemny, neutralny, matowy brąz.
PRESTIŻOWY – sprasowany brokat (turbo plus), na złotej bazie, z różnokolorowymi drobinkami.
BJUTA – matowy, siny, chłodny fioleto – róż.
SLAVA – różowo – fioletowy, delikatny błysk.
RIFF – matowe bordo.
GAGATEK – matowy odcień kanarkowej żółci.
GORĄCZKA – soczysta, matowa pomarańcza.
FREDDIE – matowy odcień morskiej, neonowej zieleni.
MIRAŻ – Freddie w wersji ultra błyszczącej.
MASKARADA – bardzo mocny błysk, na czerwonej bazie, z pomarańczowymi drobinkami.
ZAMĘT – matowy odcień, coś między czerwienią, a mocnym, jaskrawym różem.
MERCURY – matowy niebieski, odcień indygo.
GORSET – głęboka czerń.

Zastanawiam się, czy tak naprawdę można powiedzieć jakiekolwiek złe słowo o błyskach, które wyszły z rąk ekipy Glamshopu? Wydaje mi się, że nie. Jedyne czego można się czepiać, to indywidualne preferencje dotyczące ich kolorystyki. W Drama Mama znajdziemy zarówno błyski delikatne, jak Gabriela, czy Slava, jak i niesamowicie intensywne, czyli Miraż oraz Maskarada. Jest tu także turbo plus Prestiżowy. Żadnemu z tych cieni nie mam kompletnie nic do zarzucenia! Ich aplikacja, trwałość są naprawdę na najwyższym poziomie. Ada – autorka palety – w swoim filmie promującym, przy pracy z błyszczącymi cieniami zawsze używała kleju do brokatu. Ja używałam ich zarówno z taką bazą, jak i bez niej – za każdym razem wszystko było ok.

Maty należą do tych mocno osypujących się w palecie. Może być to minus, ponieważ przez to więcej cienia idzie na straty. Natomiast dzięki temu, pigmentacja (zwłaszcza kolorów) jest bardzo wysoka. Cienie bez problemu się blendują, nawet do chmurki. Pigment można dobudowywać. Kolory pięknie się łączą, tworząc przejścia między sobą. Moja praca z cieniami wygląda tak, że nabieram cień na pędzelek, strzepuję nadmiar z pędzelka i wtedy nakładam go na powiekę lekko wklepując, następnie rozcierając. Przy tej technice nie miałam żadnego – dosłownie ŻADNEGO – osypu na powiece. Raz spróbowałam nie strzepać nadmiaru cienia z pędzla i ten osyp faktycznie się pojawił.

Udało mi się użyć dosłownie wszystkich cieni w tej palecie i mam tylko jeden, choć duży zarzut do cienia Gorset. Zwykle nie używam czerni nigdzie indziej, jak przy kresce. Tym razem postanowiłam użyć go więcej, do przyciemnienia przejścia między kolorami i zaliczyłam totalny fail. Cień przy rozcieraniu praktycznie znikł, nie chciał połączyć się z innymi kolorami, a przy próbie dokładania go, robił nieestetyczne plamki. Trochę zniszczył mi makijaż i przyznaję, że po pół godzinnej próbie ratowania go, już mi się po prostu nie chciało. Podobne odczucie miałam początkowo z niebieskim cieniem Mercury. Jednak jego pigment bardzo ładnie się dobudowywał. Niestety, ale w moim odczuciu czerń nadaje się wyłącznie do przyciemnienia linii rzęs. Poniżej na zdjęciu możecie zobaczyć jak bardzo czarny cień zanikł oraz jak mocno zepsuło to cały makijaż, pomimo moich prób ratowania go na różne sposoby.

Na zdjęciu makijaż, który zepsuł mi czarny cień. Zwróćcie uwagę na to, że na pierwszym zdjęciu wyblendował się praktycznie do gołej powieki, a na kolejnych – przy próbie dołożenia – zrobił plamy.

Rozświetlacz

Wiedząc, że jeden rozświetlacz będzie dla mnie prawdopodobnie zbyt jasny, a drugi zbyt ciemny, zdecydowałam nie kupować całego zestawu, choć było to najbardziej korzystne cenowo. Odcień, który wybrałam nazywa się PETARDA. Jest to jasny, szampański odcień. Idealny dla jasnych karnacji.

Przyznaję, że zdecydowanie wolę rozświetlacze w formie prasowanej. Mam jeden sypki, który leży i w sumie użyłam go raz. Myślę, że Petarda zmieni to podejście! Nie wiem jak to się dzieje, ale ten rozświetlacz po prostu wtapia się w skórę, dając przy tym mega glow! Poziom błysku można budować od mocnego to widocznego z kosmosu. I niezależnie, na który poziom się zdecydujemy, nadal będzie to wyglądać ultra naturalnie – rozświetlacz w żaden sposób nie odcina się od skóry, tworzy na niej piękną taflę. Przyznaję, że po paru godzinach noszenia go widziałam lekko osypane drobinki na policzku, ale jakoś się tym nie przejęłam, ponieważ nie byłoby to widoczne, gdybym faktycznie nie próbowała doszukiwać się potencjalnych wad.

Rozświetlacz Glow Mama w odcieniu Petarda.

Moja opinia

Jako laik makijażowy, który raczej odnajduje się w makijażach typu „no makeup” i woli raczej neutralne, brązowe palety… jestem zachwycona. Chciałam, żeby Drama Mama była kolorowym dopełnieniem mojej „nudnej” kolekcji i wiem, że na pewno ta paletka zostaje ze mną. Praca z cieniami jest banalnie prosta i przyjemna. Sama paleta bardzo skłania do kreatywności! Kiedy robiłam makijaże tu, na bloga, zaczęłam od dwóch i ciągle było mi mało! Dwa ostatnie rzędy cieni w palecie, poza czernią, o której już wspomniałam, to dla mnie naprawdę sztos! Istotnym faktem jest też to, że nawet kolorowe cienie nie farbują trwale ani pędzli, ani powieki. Piorąc pędzelki swoją tradycyjną metodą, pigment bez problemu z nich znika.

W całej palecie najmniej odpowiada mi drugi rząd. A tak naprawdę cień Bjuta i trochę też Slava. Bjuta to siny, średni fiolet (a może i trochę brudny róż), odcień moich cieni pod oczami. Uważam, że taki kolor jest mocno nietwarzowy – przynajmniej w moim przypadku, ale pamiętajcie, że ja nie lubię na sobie róży i fioletów. Slava to fioletowo – srebrny błysk, który jeszcze w połączeniu z innymi odcieniami jestem w stanie jakoś ograć. Mam też poczucie, że matowe brązy, czyli Mama i Drama, są raczej po tej chłodniejszej stronie, choć nie jest to mocno nachalne. Z dwóch górnych rzędów najbardziej podoba mi się odcień Gabriela. Jest to bardzo elegancki rodzaj błysku, o przepięknym, szampańskim odcieniu. Ogromny plus ode mnie za matowy beż w palecie – dzięki niemu ta paletka jest wg mnie samowystarczalna. Plusu za czerń co prawda nie dam, ale tak, jak wspominałam – rzadko sięgam po ten odcień w innym celu niż kreska, zdecydowanie wystarczyłby mi do tego ciemny brąz, który jest w palecie.

Rozświetlacz, byłby 11/10, gdyby nie wątpliwa jakość plastiku, czyli po prostu opakowania. Produkt w środku jest przegenialny i wygląda na skórze rewelacyjnie! Wiem jednak, że dla wielu z nas, jak i dla mnie, opakowanie kosmetyku jest istotne i potrafi zniechęcić. Mnie zniechęca (zwłaszcza za cenę, którą płacimy za rozświetlacz!), jednak faktycznie produkt w środku mocno broni się jakością, naprawdę uwielbiam go. Po prostu staram się nie dokręcać wieczka, żeby nie rujnować sobie radości z używania go.

Podsumowując, cała kolekcja – paleta i rozświetlacz to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie! Rozświetlacz Petarda, Petardą jest (jedynie jego opakowanie to klapa). Paletka zaś będzie stanowić idealne kolorowe uzupełnienie mojej nudziakowej „kolekcji” cieni. Jeśli chcecie kupić ją dla tej górnej części – wydaje mi się, że będzie to zbędny wydatek – pewnie macie zbliżone odcienie w innych paletach. Jeśli jednak chcecie kupić ją dla całości lub tylko dla kolorów – zdecydowanie warto. Obydwa produkty zostają ze mną! Poniżej wrzucam fotki kilku makijaży, które wykonałam paletką Drama Mama, wraz z opisem użytych cieni. Ostatni jest moim ulubionym – tym razem wiedziałam już, żeby czarnego koloru użyć wyłącznie do zrobienia kreski!

Użyte cienie: Bajka, Mama, Drama, Gabriela, Gorset.
Użyte cienie: Bajka, Bjuta, Riff, Slava, Mama, Gabriela.
Użyte cienie: Bajka, Gagatek, Freddie, Mercury, Miraż, Zamęt, Maskarada, Gorączka, Gorset.

Na dziś to wszystko ode mnie. Bardzo dziękuję Wam za przeczytanie tego posta. Jestem bardzo ciekawa, czy zdecydowaliście się lub czy planujecie zakup kolekcji kosmetyków Ady Grotkowskiej? Może macie już jakieś opinie na jej temat? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Przypominam również o trwającym nadal >klik<< (otwiera się na nowej zakładce)">rozdaniu palety Miyo x BeautyvTricks – Insta Glam Wedding Vibes, które znajdziecie w poprzednim poście >>klik<<. Zapraszam Was także na moje konta na insta: @badhairway – travel, @badhairway.pl – beauty.

4 Replies to “Drama Mama & Glow Mama! Recenzja kolekcji Adrianny Grotkowskiej x Glamshop”

  1. Świetny wpis! Ta paletka jest teraz bardzo na czasie i nie ukrywam, że mnie również bardzo kusi. Mam tak samo jak Ty, również w swojej kolekcji nie mam żadnych kolorowych cieni 🙈 najzwyczajniej w świecie się ich boję 😅 ale mocno rozważam zakup tej palety, bo oprócz cudownych kolorów które może na początku byłyby jedynie akcentem w moim makijażu, znajdę też coś co lubię ☺️ po Twojej recenzji jeszcze bardziej się skłaniam ku zakupowi 😉

    1. ja mam kilka kolorowych cieni pojedynczych, jednak widzę po sobie, że zdecydowanie częściej sięgam po „gotowe” palety. Tutaj plusem jest to, że nawet, gdy zależy nam na jakimś prostym akcencie kolorystycznym, możemy przy pomocy jednej palety zrobić neutralny makijaż z kolorowym vibem 🙂

    1. aww dziekuję! w takim razie musi pojawić się ich więcej – mam trochę palet, które jeszcze nie miały swoich 5 minut tu, na blogu 🙂 Gabriela to piękny, uniwersalny cień, który powinien znaleźć się w absolutnie każdej palecie! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.