Hejo! W 2021 roku chcę bardziej zainteresować się pielęgnacją. Po pierwsze dlatego, że powoli wkraczam już w przedział wiekowy, gdzie dobór odpowiednich składników, ich wpływ na cerę, zaczyna mieć dla mnie bardzo duże znaczenie. A po drugie, moja skóra ostatnio niestety nie jest w najlepszym stanie (dlaczego? O tym opowiem w oddzielnym poście, stay tuned!). Wszyscy jesteśmy już chyba świadomi tego, jak ogromny wpływ na kondycję naszej cery ma higiena, również ta związana z odpowiednim demakijażem. Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak ja oczyszczam swoją skórę i jak to się stało, że całkowicie przestałam używać wacików kosmetycznych… Zapraszam do artykułu!

Dwuetapowe oczyszczanie – co to jest?

Po raz pierwszy o dwuetapowym oczyszczaniu przeczytałam jakieś 3-4 lata temu, w książce Charlotte Cho „Sekrety urody Koreanek„. Swoją drogą, bardzo polecam Wam tę pozycję, zwłaszcza jeśli nie wiecie, który kosmetyk służy do czego oraz jak ich używać. Znajdujemy w niej całe kompendium wiedzy o tym, jak Koreanki dbają o swoją skórę. I choć pielęgnacja w 10 krokach opisana w książce jest dla mnie lekką abstrakcją, tak oczyszczanie dwuetapowe zostanie ze mną już na zawsze 🙂 Cały myk polega na tym, że myjemy skórę dwa razy, w pierwszym etapie korzystając z produktu myjącego na bazie oleju, a w drugim – z kosmetyku na bazie wody.

Przyznam szczerze, że dla mnie jest to idealny sposób na pozbycie się makijażu. Nie tylko dlatego, że wystarcza mi do tego ograniczona ilość kosmetyków i że faktycznie daje mi to najlepszy efekt. Mam wrażenie, że ta metoda, będąc super skuteczna, zaoszczędza nam masę czasu. Dlaczego? Dlatego, że nie musimy ślęczeć nad umywalką wymachując wacikami (tzn. możemy, czemu nie). Możemy robić demakijaż biorąc zwykły prysznic, podczas codziennej kąpieli.

Etap 0: Zmyj makijaż oczu i ust

Książkowo działa to tak, że zaczynamy demakijaż od usunięcia makijażu ust i oczu, za pomocą wacika i płynu micelarnego. Nie pocieramy – po prostu przykładamy nasączony wacik do oka i czekamy, aż substancja rozpuści tusz do rzęs. Przyznam szczerze, że ja całkowicie pomijam krok z płynem micelarnym i wacikiem. Nie mam nawet takich rzeczy w swoim domu 😀 Od razu przechodzę do etapu pierwszego, który w moim przypadku, odpowiednio zastosowany, idealnie domywa każdy makijaż.

Etap 1: Oczyszczanie kosmetykiem na bazie oleju

Z pozoru brzmi strasznie, jednak w praktyce jest to całkiem proste przyjemne. W przeciągu kilku ostatnich lat, na rynku pojawiło się wiele olejków do demakijażu – jedne lepsze, inne gorsze. Ważne, żeby znaleźć taki kosmetyk, który w 100% będzie dla Ciebie odpowiedni. Może być to nawet olej roślinny (jak skończę swój obecny olejek, chcę właśnie tę opcję wypróbować). Samo mycie jest bardzo proste. Jeśli pomijacie krok z wacikiem (tak jak ja), odrobinę olejku wylejcie na dłonie i zmieszajcie go z odrobiną wody. Następnie, zwilżone dłonie przyłóżcie do oczu / ust i odczekajcie chwilę, Teraz ponownie nabierz produkt z wodą na dłoń i okrężnymi ruchami rozprowadź go po twarzy. Zauważ, że przy okazji wykonujesz też masaż twarzy 🙂 Po takim rozprowadzeniu substancji, zmyj ją letnią wodą.

Etap 2: Oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody

Drugi krok, to domycie resztek olejku oraz zanieczyszczeń, które pozostały na naszej twarzy. Kosmetyk na bazie wody, to nic innego, jak żel, czy pianka myjąca. Tutaj też (jeśli chcemy) możemy posłużyć się szczoteczką soniczną (choć przyznam, że ja ostatnio jakoś jej nie używam…). Ja, podobnie jak w przypadku olejku, nabieram żel na dłonie, rozcieńczam odrobiną wody i wmasowuję w skórę twarzy. Oczywiście, żel należy zmyć wodą. Ten krok czasem powtarzam dwa razy.

Moje ulubione kosmetyki do oczyszczania twarzy

Przez kilka lat stosowania dwuetapowego oczyszczania twarzy, zdążyłam przetestować naprawdę sporo kosmetyków. Moje dwa ulubione, których zużyłam nie wiem sama ile opakowań, to olejek Bioderma – Atoderm (który teoretycznie jest przeznaczony do kąpieli, jednak nie ma destrukcyjnego wpływu na cerę, przy tym ma super konsystencję i doskonale sprawdza się w swojej roli) oraz żel La Roche-Posay – Effaclar, który jednak po kuracji dermatologicznej był już trochę zbyt mocno wysuszający dla mojej skóry (ale domywa naprawdę świetnie)! Na szczęście w tym roku udało mi się znaleźć jego świetny – równie genialnie oczyszczający żel do twarzy, który nie wysusza, a wręcz nawilza. Jeśli czytaliście post o moich Ulubieńcach 2020 roku >>klik<<, wiecie, że chodzi oczywiście o Resibo – Naturalny żel do mycia twarzy z ekstraktem z brzoskwini. Od niedawna używam także pianki z Isana – Egg White i również jestem z niej bardzo zadowolona.
W tym roku chciałabym także znaleźć zamiennik (może coś z trochę lepszym składem), dla olejku z Bioderma. Jednak ta wielka butla starcza naprawdę na wieki!

Zamienniku dla Biodermy szukam już od dobrych paru lat. Jednak do tej pory, nie udało mi się znaleźć nic, do czego chciałabym wrócić. Dwa olejki, które zapadły mi w pamięć, to Miya Cosmetics – mySUPERskin, która była całkiem w porządku, jednak jej konsystencja była dość gęsta i zanim nauczyłam się jej używać, zużyłam już około 1/3 opakowania. Nie wróciłam już do tego produktu. Drugi kosmetyk i totalny fail, to Vianek – Łagodzący olejek do demakijażu. Całkiem lubię kosmetyki tej marki, ale ten produkt to była masakra. Miał tak gęstą i cierpką konsystencję, że nakładając go na twarz i próbując rozprowadzić, miałam wrażenie, że tylko naciągam swoją skórę, a olejek siedzi w miejscu. Próbując domyć nim (jak zwykle to robię) makijaż oka, wyrwał mi rzęsy. Nie wiem, ile żelu zużywałam, żeby domyć to dziadostwo z twarzy, pewnie z pół butelki… Pamiętam, że próbowałam łączyć go z Nawilżającą emulsją do mycia twarzy, tej samej firmy (zamiast żelu), jednak ten produkt niestety nie nadawał się do zmycia olejku z twarzy. Był po prostu zbyt lekki.

Z mojej strony to tyle. Mam nadzieję, że poruszanie tematów pielęgnacyjnych tu, na blogu, dodatkowo zmotywuje mnie, żeby trochę się doedukować w tym zakresie. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy praktykujecie dwuetapowe oczyszczanie twarzy oraz jakie produkty najlepiej sprawdzają Wam się w tym celu? Jak zwykle, zapraszam Was bardzo na mój instagram @badhairway – travel & lifestyle, @badhairway.pl – beauty. Tu, widzimy się już niebawem w kolejnym poście. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.