W drogeriach ostatnio nie wieje nudą! Powiedziałabym wręcz, że nowości, które proponują nam tańsze marki są o wiele bardziej kuszące niż te wysokopółkowe, dostępne w perfumeriach. Od tygodnia, w Rossmannach dostępna jest nowa kolekcja Lovely – Pastel Tropics, która powstała we współpracy z youtuberką Magdą Wołosewicz. W skład kolekcji wchodzą paleta cieni, kredki do oczu, dwa rozświetlacze, puder rozświetlający oraz paletka do twarzy, zawierająca róż i bronzer. Ceny produktów są całkiem atrakcyjne – wahają się od kilkunastu złotych za kredki, do około 35zł za paletkę cieni. Produkty dostępne są stacjonarnie w Rossmannach lub online, na stronie Rossmanna lub marki Lovely.

Przyznam, że widząc filmik promujący kolekcję na kanale Magdy, uznałam, że kupię dwa odcienie kredek, puder i różowy rozświetlacz, który chciałam stosować jako błysk na powiekę. Będąc jednak w sklepie, zdecydowałam, że wezmę obydwa rozświetlacze, paletkę cieni i aż 4 kredki (spokojnie, 2 pozostałe odcienie zamówiłam online :D). Jedyne, czego nie kupiłam to paleta do twarzy. Z doświadczenia wiem, że tego typu produkt, który nie ma w środku lusterka nie jest przeze mnie zbyt często używany, a i odcienie bronzera i różu nie należą do moich ulubionych. O wszystkich pozostałych produktach, które kupiłam, przeczytacie w dzisiejszym artykule. Z góry zapowiadam, że są wśród nich prawdziwe perełki. Zapraszam do lektury!

Opakowania

O dostępności produktów powiedzieliśmy sobie już we wstępie. O cenie każdego z nich wspomnę przy recenzjach. Jednak nie mogę odmówić sobie kilku słów na temat ich opakowań. Wszystkie kosmetyki pudrowe zamknięte są w jasnoróżowych, plastikowych kasetkach, z przeuroczą, pastelowo – tropikalną grafiką – liście, tukany, flamingi, papugi. Plastik wydaje się być dobrej jakości – jest dosyć gruby. Minusem może być brak lusterek w opakowaniach. Poza paletką cieni, żaden inny produkt (ani puder, ani rozświetlacze, ani paleta do konturowania), nie zawiera lusterka. Zapewne dzięki temu, wszystkie produkty z kolekcji udało się utrzymać w cenie poniżej 40zł, choć dla mnie osobiście jest to pewna wada.

Słyszałam też głosy, że te opakowania wydają się być dziecinne i przypominają kosmetyki dla dzieci. Wiecie, ja nie do końca to tak odbieram. Same grafiki naprawdę mi się podobają. Może ten gruby plastik, bez lusterek nie sprawia wybitnie górnolotnego wrażenia, jednak mam na uwadze, że lovely jest marką skierowaną głównie dla młodszej klienteli i nastolatek. Zwróćcie uwagę, że większość ich produktów utrzymana jest w dość kolorowych barwach i czasem wręcz dziecięcych grafikach oraz przede wszystkim – niskich cenach. Myślę, że opakowania kolekcji Magdy są spójne z przeznaczeniem marki, wręcz jakościowo nawet wywyższają się spośród tego, co znam do tej pory.

Puder rozświetlający

Pierwszy produkt, o którym sobie dzisiaj opowiemy, to puder rozświetlający, dostępny w cenie 29,99zł. Na pierwszy rzut oka wygląda on strasznie – wydaje się być szary i ciemny. Jednak stwierdziłam, że może jest to złudne wrażenie, w zestawieniu z kolorem opakowania i na twarzy będzie wyglądać to dobrze. I już mogę Wam powiedzieć, że nie ten produkt nie nada się dla bladziochów. Ma lekką bazę kolorystyczną i raczej nie będzie to produkt dla każdego. Natomiast zdecydowanie spełnia swoje zadanie – jest to puder rozświetlający. Jednak nie potrafię go porównać z produktami tego typu, które znam (puder Java z Bourjois, Miracle Second Skin z Max Factor, Ambient Lightning z Hourglass, Aksamit z Glamshopu). Tamte pudry utrwalają makijaż i zostawiają na skórze lekko satynowe wykończenie, które wygląda po prostu jak zdrowa skóra. Puder z Lovely przypomina mi bardziej efekt nałożonego na całą twarz rozświetlacza. Nie do końca mi się to podoba. Skóra wygląda wręcz na spoconą. On też nie wtapia się tak ładnie w podkład, nie działa utrwalająco. Nie do końca potrafię znaleźć u siebie zastosowanie dla tego pudru. Tym bardziej nie polecam go osobom, które borykają się z przetłuszczającą się cerą.

Rozświetlacze

W kolekcji Pastel Tropics dostępne są dwa rozświetlacze – różowy oraz złoty. Każdy w cenie 28,99zł. Czyli wcale nie tak mało. Formuła rozświetlaczy nie jest typowo pudrowa, przypomina bardziej plastelinę. W siostrzanej marce – Wibo – ta formulacja znana jest jako Bouncy. Jak już wspomniałam – kolory są dwa i niestety, żaden z nich nie jest uniwersalny. Odcień różowy powinien nadać się dla osób bladych i z jasną karnacją. Nie zostawia on faktycznej, różowej poświaty na policzku. Ja początkowo chciałam używać go jako błyszczący cień do powiek, ale przyznam, że w tym wypadku, tak niewielka ilość bazy kolorystycznej nie jest zaletą, ponieważ prawie nie widać go na powiece. Dodatkowo, formuła sprawia, że na tłustej, opadającej powiece, nie utrzyma się on najlepiej. Sam błysk określiłabym jako elegancki. Nie widać go z kosmosu, ale jest widoczny i nie zostawia drobin.
Trochę inaczej sprawa ma się w przypadku złotego rozświetlacza. Ten ma zdecydowanie ciemniejszą i widoczną bazę kolorystyczną, dlatego nie nada się dla bladych osób. W tym rozświetlaczu można już dostrzec subtelne drobinki. Daje on też mocniejszy blask od swojego poprzednika. a na powiece jest zdecydowanie bardziej wyraźny. Jeśli nie macie typowo chłodnej karnacji, ten produkt mega sprawdzi się nałożony na dekolt i ciało, w połączeniu z opalenizną!

Podsumowując, rozświetlacze stanowią raczej ciekawą alternatywę dla osób, które lubią eksperymentować z kosmetykami. Przez ich nietypowe i mało uniwersalne kolory, mogą nie znaleźć zastosowania u każdej osoby, jako typowe rozświetlacze. Jednak dzięki tym kolorom i ciekawej formule, można trochę z nimi pokombinować – wtedy mają szansę naprawdę zrobić efekt wow!

Kredki do oczu

Jeśli do tej pory widzieliście już choćby jedną recenzję tej kolekcji, pewnie wiecie, że kredki są prawdziwym sztosem. Dostępne są w aż sześciu odcieniach, każdy w cenie 15,49zł. Ja w tej chwili mam u siebie 4 kolory – biały, brzoskwiniowy, miętowy oraz fioletowy. Żółty i różowy jeszcze są w drodze (już doszły). Jeśli chodzi o sam dobór kolorystyczny, trochę brakuje mi tutaj niebieskiej pasteli. Brzoskwiniowy, różowy i fiolet są do siebie dość podobne, mięta wydaje się być ciut zbyt rozbielona i po prostu brakuje mi jeszcze kilku kolorów, które były bardziej unikatowe i kompatybilne z odcieniami w palecie. Pomijając ten fakt, kredki są fantastyczne i mają naprawdę wiele zastosowań! Przede wszystkim są trwałe. Możemy używać ich zarówno na linii wodnej, jak i na powiece solo, czy jako kolorystyczną bazę, podbijającą kolor cieni do powiek. Na linii wodnej kredki utrzymują się bez zarzutu. Na powiece, trzeba pracować z nimi dość szybko, bo jak już zastygną – może nie być odwrotu :). Jeśli zastanawiacie się nad zakupem tych kredek – naprawdę warto zdecydować się na choćby jeden kolor, zwłaszcza, jeśli lubujecie się w kolorowych makijażach lub chcecie się zdecydować także na paletkę z tej serii – te produkty idealnie się dopełniają! Zauważyłam jednak, że formuła białej kredki różni się od pozostałych – nakłada się jakby z grudkami, przez co nie do końca wygląda to dobrze na linii wodnej.

Paleta cieni

Czymże byłaby kolekcja kosmetyków bez wydania palety cieni? Oczywiście zdarzają się współprace, w ramach których powstają tylko pojedyncze produkty, jednak jest to zdecydowana rzadkość. Zatem i tym razem, kolekcja Pastel Tropics składa się także z paletki 9-ciu cieni, dostępnej w cenie 34,99zł. Jest to najdroższy produkt w całej kolekcji i jako jedyny ma w sobie lusterko.

Kolorystyka utrzymana jest w jasnych, pastelowych, kolorowych barwach. Znajdziemy tu odcienie limonki, mięty, niebieskości, ale także róże, fiolety, czy czerwień. Paletka zawiera także matowy beż (który dla bladolicych może okazać się trochę za ciemny!) oraz neutralny brąz, dzięki czemu, wbrew pozorom, można wykonać nią typowo neutralny makijaż, z nutą kolorystyczną. Formuła cieni jest dość mocno sprasowana, dzięki temu nie zrobimy sobie nimi krzywdy, ale pigment jest widoczny na oku i z łatwością można go dobudowywać. Myślę, że pastele kojarzą się ze swego rodzaju delikatnością i zastosowanie w tym przypadku właśnie takiej formuły, jest bardzo dobrym posunięciem. Gdybym miała do czegoś ją porównać – najbardziej przypomina mi to kolory w palecie Balonówa z Glamshopu.

Z cieniami pracuje się wręcz zaskakująco łatwo i szybko. Warto aplikować je ruchem wklepującym i dopiero wtedy brać się za blendowanie. Jednak cienie pięknie w siebie przechodzą, doskonale się ze sobą łączą i wszystkie są widoczne na powiece. Można używać ich solo, nakładając na zwykłą bazę lub korektor albo aplikować na kredki z kolekcji, co dodatkowo podbija ich odcienie.

Ta paletka stanowi świetne dopełnienie nudziakowych palet, które wszystkie mamy w naszych zasobach kosmetycznych. Zwłaszcza, jeśli nie jesteście dobrze zaznajomieni z pracą z kolorowymi cieniami. Co prawda można stwierdzić, że jest ona kompletna sama w sobie, w końcu ma brąz i matowy beż. Jednak tutaj przydałoby się jeszcze coś ciemniejszego, do pogłębienia makijażu, może jeszcze jeden przejściowy kolor. Natomiast myślę, że jest to najlepsza tego typu kolorowa propozycja na rynku, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej rozpiętość kolorystyczną oraz bajecznie niską cenę. Znacie jakąś super paletkę za 30zł? Bo ja nie!

Moja opinia – co warto kupić?

Na początek muszę powiedzieć, że ta cała kolekcja jest dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Na początku jakoś mnie nie zainteresowała, jednak kiedy zobaczyłam te niskie ceny, postanowiłam skusić się na prawie wszystkie produkty i prawie z nich wszystkich jestem naprawdę bardzo zadowolona. Jest też bardzo spójna. Wszystkie produkty mają wspólny motyw przewodni, bardzo dobrze korespondują ze sobą. Nie ma tu przypadkowych produktów.

Puder to kompletnie nie moja bajka i tego na pewno się pozbędę. Wiem jednak, że są osoby, które lubią taki efekt albo użyją tego produktu jako rozświetlacza. Dla mnie to rozświetlenie jak na puder jest zbyt mocne, a na rozświetlacz ten produkt jest dla mnie w tej chwili za ciemny.

Rozświetlacze oceniam pół na pół. Ja na pewno znajdę dla nich zastosowanie, bardzo podoba mi się, jak wyglądają na ciele, czy powiece. Jednak mam świadomość, że osoby, które chcą używać ich w tradycyjny sposób, jako rozświetlacze na szczytach kości policzkowych, mogą doznać zawodu. Mam wrażenie, że dla większości słowiańskich karnacji, zwłaszcza o tej porze roku, te kolory będą nietrafione. Przyznam szczerze, że trochę nie rozumiem ich doboru, zwłaszcza, że formuła i działanie są naprawdę świetne.

Natomiast kredki są czymś, co każda fanka makijażu powinna u siebie mieć. Rewelacyjnie sprawdzają się one na linię wodną, jako eyeliner oraz jako baza, podbijająca pigment cieni. Mają piękne kolory, zastygają i są naprawdę trwałe. Są przy tym dość tanie, więc naprawdę warto skusić się choćby na jeden kolor.

Największym zaskoczeniem jest dla mnie paletka cieni, którą naprawdę pokochałam! Te cienie są prześliczne. Pomimo kolorowych makijaży, dzięki tym pastelowym odcieniom, wyglądają one bardzo subtelnie, świeżo i nienachalnie. Praca z cieniami jest łatwa, szybka i przyjemna. Jest to rewelacyjne uzupełnienie dla nudziakowych palet, zwłaszcza dla osób, które na codzień nie robią kolorowych makijaży, jednak od czasu do czasu chcą barwnego akcentu na powiece. Uważam, że 35zł za tak rewelacyjną jakość cieni, to wręcz grosze – ta paletka byłaby warta co najmniej 3 razy tyle. Szczerze – nie ma się nad czym zastanawiać! Sami zobaczcie kilka przykładowych makijaży, które udało mi się wykonać tą paletka.

Pierwszy, próbny makijaż, zrobiony dość niedbale.
Użyte cienie: niebieski, miętowy, limonkowy, brązowy.
Użyta kredka: miętowa.
Użyte cienie: fioletowy, różowy, niebieski, miętowy.
Użyte kredki: na powiekę: fioletowa i miętowa, na linii wodnej: brzoskwiniowa.
Użyte cienie: czerwony, różowy, beżowy.
Użyta kredka: fioletowa.
Użyte cienie: brązowy i limonkowy.
Użyta kredka: beżowy kajal od NAM.

Ode mnie to tyle (choć chciałoby się napisać AŻ tyle). Mam ogromną nadzieję, że ten post był dla Was inspirujący, przydatny i że w Rossmannie znajdziecie jeszcze te produkty :D. Zachęcam Was bardzo do śledzenia mnie na instagramie @badhairway.pl, gdzie wszelkie swatche kolekcji mogliście zobaczyć na tydzień przed publikacją tego posta. Zachęcam także do obserwowania mojego głównego profilu @badhairway, gdzie w normalnych czasach jest bardziej podróżniczo, a obecnie – lifestylowo – memowo. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, który produkt z kolekcji Pastel Tropics najbardziej przypadł Wam do gustu i czy zdecydujecie się na zakup tych produktów? Ja jestem z większości z nich naprawdę bardzo zadowolona i chętnie będę ich używać! Tutaj widzimy się już w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia!

6 Replies to “Kolekcja Lovely x Magda Wołosewicz – Pastel Tropics”

  1. oglądam filmiki tej Magdy i ona sama jest wystraszona jak ktoś używa tej kolekcji czy nie będą za ciemne te rozświetlacze i puder czy nie daje za mocnego efektu. tak troche nie do końca umie te produkty obronić. bo niby są ładne, ale na pewno nie dla każdego. czy bedziesz robić też recenzje kolekcji wibo x stysio?

    1. hmm może masz rację? myślę jednak, że jeśli Magda wiedziałaby, że produkty są złe, nie wypuściłaby ich pod swoim nazwiskiem. Raczej może postanowili z Lovely wypuścić coś mniej uniwersalnego, co w przypadku tych produktów trafi może do węższego grona odbiorców, ale będą oni tym zachwyceni. Na szczęście w kolekcji jest dużo produktów do wyboru, są wśród nich „pewniaki”, także na pewno każdy coś dla siebie znajdzie 🙂

  2. Byłam bardzo ciekawa Twojej opinii odnośnie paletki do oczu. Wydawało mi się, że te cienie mogą być suche i źle się blendować.

    1. przyznam szczerze, że sama jestem mega zdziwiona tą paletką. nie planowałam jej kupować, skusiła mnie cena – uznałam, że najwyżej nie będzie szkoda. Ale okazała się być hitem. bardzo ją polecam, choć warto pamiętać, że są to pastele i nie bedą miały pigmentacji jak cienie abh.

Pozostaw odpowiedź Anita Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.