Po dłuższej przerwie, w końcu pora na nowy post! W drogeriach wręcz roi się od nowości – zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i w szafach makijażowych. Co więcej, coraz więcej marek kosmetycznych zaczyna rozszerzać swoją działalność o kolejne gałęzie. Jedną z takich firm jest Faceboom, czyli „marka córka” Bielendy, która do tej pory znana była z produktów pielęgnacyjnych, a teraz ima się produkcji produktów do makijażu. Jak im to wyszło? Sprawdźmy wspólnie! Zapraszam na recenzję Podkładu pielęgnacyjnego BB od Faceboom!

Dostępność, cena i opakowanie

Podład pielęgnacyjny BB of Faceboom dostępny jest w Rossmannie, w cenie regularnej 29,99zł. Dostaniemy go w 3 odcieniach. Numer 1 ma ładny, żółtawy, jasny kolor. W cenie około 30zł możemy dokupić także bazę pod makijaż tej firmy, która ma świetnie współgrać z podkładem. Ja jednak nie zdecydowałam się na jej zakup.

Podkład kupujemy w zabezpieczonym kartoniku, dzięki czemu jest pewne, że nikt go przed nami nie użył (chyba, że pudełko w sklepie faktycznie ma ślady dobierania się do niego). Sam produkt zamknięty jest w tubce. Niestety nie posiada pompki, a przez dużą ilość powietrza w środku, przy wydobywaniu podkładu, potrafi on rozbryznąć się we wszystkie strony. Wydaje mi się, że opakowanie mogłoby być o połowę mniejsze, jest w nim tak mało produktu.

Działanie

Podkład ma bardzo lekką, wręcz wodnistą konsystencję. Dobrze nakłada się go zarówno palcami, jak i gąbeczką (pędzlem nie próbowałam). Krycie ma ultralekkie. Powiedziałabym wręcz, że można je zbudować od praktycznie żadnego do do lekkiego, jednak nie radzi sobie z wyrównaniem kolorytu cery. Na skórze jest niewidoczny. Ma świetliste wykończenie. Uważam, że nieprzypudrowany wygląda zbyt mokro i nienaturalnie. Poniżej wrzucam Wam fotkę tego, jak wygląda moja cera bez podkładu, jak i z podkładem. Jak dla mnie – różnica jest praktycznie… niezauważalna.

Dzięki temu, że podkład jest tak lekki i praktycznie nie ma właściwości kryjących, ewentualne jego ścieranie jest praktycznie niezauważalne. Nie da się jednak przeoczyć faktu mocnego wyświecania się tego produktu w ciągu dnia. Zaczyna się ono po około 5 godzinach po aplikacji i im dalej w las, tym bardziej niekorzystnie to wygląda. Dobra informacja jest taka, że podkład ten nie zapchał mnie i nie spowodował powstania żadnych wyprysków.

Moja cera jest raczej bezproblemowa. W tej chwili jej stan jest całkowicie zadowalający. Jedyne, co chciałabym wyrównać, to lekki rumień na policzkach. Niestety, ten podkład sobie z nim nie radzi. Dlatego w duecie z nim używam trochę mocniejszego pudru matującego (żeby zniwelować wyświecanie), który ma delikatne krycie. Poniżej możecie zobaczyć jak podkład wyglądał na mojej skórze przez cały dzień. Tego dnia użyłam sporej ilości pudru, ponieważ poza testem na bloga, musiałam po prostu wyglądać dobrze i świeżo (dlatego też wyświecanie nie jest aż tak widoczne).

Moja opinia

Bardzo ciężko jest mi ten produkt ocenić. Jeśli nie jesteście tu nowi, pewnie wiecie, że nie szukam w podkładach dużego krycia. Zależy mi na naturalnym wyglądzie skóry i wyrównaniu kolorytu skóry. Tutaj mamy do czynienia z produktem, który z nazwy jest „pielęgnującym podkładem bb” i powiem szczerze, że kompletnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tą nazwą. Podkład nigdy nie zastąpi nam pielęgnacji, chociaż faktycznie może mieć działanie pielęgnacyjne. Kremy BB mają to do siebie, że są raczej lekkie i zapewniają wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Ten podkład posiada jedynie SPF 6, zatem ochronę daje nam praktycznie żadną i tak czy siak trzeba użyć po niego kremu z filtrem. Fakt, że produkt ten jest podkładem sugeruje, że zapewni nam jakiekolwiek, nawet minimalne zakrycie delikatnych przebarwień (to z resztą obiecuje nam producent). Tutaj jednak krycia praktycznie nie mamy. Przy kilku warstwach zbudować je do lekkiego, jednak jaki ma to sens? Nie po to sięgamy po lżejszy produkt, żeby nakładać go w tak dużej ilości (uwaga, dwie warstwy to zdecydowanie za mało, na więcej się nie odważyłam). Jego intensywne wyświecanie powoduje, że po pierwsze, musimy go dość mocno przypudrować, a po drugie – możliwe, że będzie trzeba zdejmować nadmiar sebum i dokładać pudru w trakcie dnia. Przez to z kolei, tracimy lekkość, którą miał nam zapewnić ten produkt. A jeśli zastanawiacie się, dlaczego nie przytoczyłam odpowiedzi producenta, to głównym powodem jest to, że i tak wszystkie z nich są albo zbyt ogólne, albo od czapy, albo zostały właśnie obalone.

Używałam podkładu BB z Faceboom przez dwa tygodnie. I przyznaję, że dobrze mi się go nosiło. Nauczyłam się go używać tak, żeby wyglądał na mojej skórze ładnie przez cały dzień. Natomiast nie mogę w pełni polecić Wam tego produktu, ponieważ po prostu go nie rozumiem. Wiem, że po raz kolejny czepiam się tego małego krycia, ale po prostu nie wiem po co mam nakładać na twarz coś, co nie robi nic. Krem i SPF nakładam i tak. Taki sam efekt jak z tym podkładem uzyskałabym, nie aplikując go wcale. Nie potrafię więc nawet określić docelowej grupy do której produkt ten jest kierowany. Zdecydowanie unikałabym go przy cerze tłustej, mieszanej ze skłonnością do przetłuszczania się. Odradzałabym także osobom, które potrzebują większego (żeby nie powiedzieć jakiegokolwiek) krycia. Jeśli macie cerę w dobrym stanie i chcecie jedynie wyrównać jej koloryt… raczej też sięgnęłabym po lekko kryjący podkład lub krem bb. Chyba najlepiej ten produkt sprawdzi się osobom z cerą suchą lub odwodnioną, które chcą nałożyć na twarz podkład, bez żadnego krycia. Tylko w sumie po co, skoro taki sam efekt uzyskamy nakładając na skórę tylko pielęgnację, bez dodatkowej warstwy mejkapu?

To tyle ode mnie! Jestem bardzo ciekawa, jakie nowe, drogeryjne podkłady trafiły w Wasze ręce i które z nich możecie polecić? Pamiętajcie, żeby śledzić mnie na instagramie @badhairway – travel & lifestyle, @badhairway.pl – beauty. Pamiętajcie, że maj będzie na blogu miesiącem palet! Już w najbliższą sobotę zapraszam Was na pierwszą recenzję! Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.