Hej! Nareszcie mamy maj! Pogoda, słońce optymizm oraz wiosenne makijaże! Jakiś czas temu, zaproponowałam Wam na instagramie miesiące tematyczne. Na pierwszy ogień wybraliście palety cieni! Moim pomysłem na tę serię jest jeden dodatkowy post w tygodniu (tutaj będzie to sobota), w którym pojawi się recenzja oraz makijaże wybranych przez Was palet! Maj jest piątym miesiącem w roku i akurat przypada nam pięć sobót. Mam ogromną nadzieję, że wszyscy polubimy tę serię!

Na pierwszy ogień idzie paleta Huda Beauty, z serii Brown Obsessions, w opcji kolorystycznej Toffee. Ta seria dostępna jest w Sephorach od kwietnia. Paleta dziewięciu cieni, w cenie regularnej kosztuje 149zł. Sama zdecydowałam się na ten zakup, ponieważ ze wszystkich palet Huda Beauty, ta – kolorystycznie – przemawia do mnie najbardziej ze wszystkich dotychczasowych. Przyznam jednak, że biorąc pod uwagę moje dotychczasowe wrażenia ze współpracy z paletami tej marki (zobacz tutaj : Drogie hity kosmetyczne, które u mnie się nie sprawdziły) nie wróżyły niczego dobrego. Czy tym razem było inaczej, tak jak w przypadku palet Anastasia Beverly Hills? Zapraszam do artykułu!

Cienie: kolorystyka & formuła

Paleta Toffee zawiera 9 cieni. Zamknięta jest w bardzo dobrze wykonanym, solidnym, plastikowym opakowaniu, w którym znajduje się także lusterko. Jedyne, co mi się w niej podoba, to okładka – jakoś nigdy nie byłam fanką panterki. Jednak wnętrze palety jest przepiękne. Znajdziemy w niej niezbędne kolory, do wykonania zarówno dziennego, jak i wieczorowego, kompletnego makijażu. Od matowego beżu, po przejściowy brąz, oraz dwa ciemne brązy – jeden klasyczny, drugi – z lekko burgundowym podtonem. Mamy tu także akcent w postaci matowej żółci oraz 4 błyski – jasny marmurek, dwa błyski, idealne na całą powiekę i ostatni – żółto – złoty błysk. Wszystko utrzymane jest w raczej ciepłym podtonie.

Tak jak w przypadku poprzednich palet Hudy, które do tej pory poznałam, formuła tych matów jest sucha. Cienie prawie się nie pylą, mają raczej delikatną pigmentację, którą da się budować. Ta formuła kojarzy mi się najbardziej z cieniami od… Lovely, z kolekcji Pastel Tropics (recenzja tutaj: >>klik<<). Chyba nie muszę jednak dodawać, że paleta Lovely jest prawie 5 razy tańsza ;)? Powiedzmy sobie szczerze – maty są poprawne. Wszystkie błyski mają wyraźną bazę kolorystyczną oraz wyraźne drobinki. Co prawda, na oku te drobiny nie są jakoś mocno widoczne, natomiast mocno czuć je pod palcem, jak i na oku. Niektóre z nich są naprawdę ostre.

Formuła cieni sama w sobie nie jest zła. Coś, co jednak zauważyłam już przy pierwszym makijażu to fakt, że kolorystycznie, na oku, cienie wypadają inaczej, niż widzimy je w opakowaniu. Brąz oraz błyski wypadają bardziej rudo, żółty nie jest kanarkowym odcieniem, a czymś bardziej ciemnym i zgaszonym, a najjaśniejszy marmurek wypada jasno-żółto. Niestety, nawet matowy beż na oku jest 2 tony ciemniejszy. Nie ma to nic wspólnego z rozcieraniem, czy blendowaniem. Tak po prostu z jakiegoś powodu jest. Widać to także na swatchach, które wrzucam Wam na fotce poniżej :).

Praca z cieniami & makijaże

Cienie z palety Toffee są raczej nieproblematyczne w pracy. Nie jest to powalająca jakość. Przez ich delikatną pigmentację, z jednej strony, nie zrobimy sobie nimi krzywdy, a z drugiej – jednak trzeba się trochę namachać, żeby uzyskać pożądany efekt. Maty ładnie w siebie przechodzą, łączą się ze sobą, choć różnica między kolorami nie jest jakoś mocno widoczna – zwłaszcza, jeśli nie nabudujemy ich odpowiednio mocno. Blendowanie jest bezproblematyczne. Błyski nakładane palcem zachowują się w porządku i trzymają powieki cały dzień. Cienie nie osypują się na powiece (w opakowaniu też nie).

Przy pracy z cieniami, problematyczna zaczyna być ich „przekłamana” kolorystyka. Matowy beż okazuje się wypadać na tyle ciemno, że nie mogę używać go pod łuk brwiowy. Nagle brakuje mi neutralnego, jasnego błysku w wewnętrzny kącik, bo ten w palecie wypada żółtawo. Nagle makijaż, który mieliśmy w głowie, na oku zaczyna wyglądać inaczej… Wracając jeszcze do błysków – środkowy cień w pierwszym rzędzie ma naprawdę ostre drobinki, które drażnią oko podczas nakładania.
Poniżej wrzucam Wam zdjęcia moich makijaży tą paletą. Pierwszy, jak pewnie zauważycie, wygląda na mocno rozmyty i niewyraźny. To jest efekt nałożenia niewystarczającej ilości warstw cieni – wszystkie kolory zlały się w jeden.

Moja opinia

Czy warto kupić paletę Huda Beauty – Toffee Brown Obsessions? Zapewne – o ile znacie i lubicie formułę cieni Huda Beauty. Jestem pewna, że ta paletka również Was nie zawiedzie. Jeśli dotychczas nie polubiliście się z formuła tych cieni – odpuśćcie – to dokładnie to samo, co było do tej pory – nic nie zmieniło się ani na lepsze, ani na gorsze. Jeśli jednak Huda Beauty to dla Was nowa formulacja, raczej rozważyłabym, czy na pewno kupować tę paletkę. Po pierwsze, jej jakość nie jest powalająca. Faktycznie jest poprawna, ale praca z paletką wymaga od nas trochę cierpliwości i dobudowywania natężenia koloru. Jakby nie było, ta paleta kosztuje 150zł. W tej cenie, w Sephorze dostaniemy między innymi palety z Zoeva, czt mini paletki Too Faced, które w mojej opinii są o wiele lepsze pod względem formulacji cieni oraz łatwiejsze w pracy. Ja ostatecznie zdałam sobie sprawę, że palety Huda Beauty to kompletnie nie moja bajka, w mojej opinii nie są warte tych pieniędzy i szczerze powiedziawszy – raczej już nie będę sięgać po produkty tej marki. Moja paletka znalazła już nowy dom, a jej właścicielka jest nią zachwycona – podobnie pozostałymi paletami Hudy, które posiada :).

Dajcie znać w komentarzu, czy macie i lubicie cienie z Hudy? Zachęcam Was także do zgłaszania swoich kandydatów do naszego paletowego maja! Pamiętajcie, żeby być ze mną na bieżąco – zapraszam na mój instagram @badhairway.pl – beauty oraz @badhairway – travel & lifestyle. Tutaj widzimy się już w środę. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.