Sama w to nie dowierzam, ale stało się! W grudniu marka Eveline weszła do Biedronek z limitowaną kolekcją palet cieni (które swoją drogą znowu są dostępne!), a w ubiegłym miesiącu, w Lidlu pojawiła się szafa Paese. W ofercie znajdziemy dwie palety cieni, cienie pojedyncze, bronzer, róż, rozświetlacz, produkty do ust i pomady do brwi. Ja zdecydowałam się na zakup dwóch kosmetyków z oferty. Jak się sprawdziły? Zapraszam do posta!

Zanim opowiem Wam o samych produktach… Opowiem trochę o wrażeniach, jakie wyniosłam ze sklepu. W Lidlu robię zakupy regularnie i prawdę mówiąc, postanowiłam, że zerknę na te kosmetyki przy okazji zakupów spożywczych. Niestety, ani sieć, ani Paese nie poinformowali o tej współpracy i ja dowiedziałam się o niej przez przypadek. W sklepie naszukałam się tej „szafy” co nie miara. Ktoś postanowił postawić karton z kolekcją na najwyższej półce, co jest o tyle głupie, że jeśli nie mamy 2.5m wzrostu, nie było opcji spojrzenia na testery. Przez to podejrzewam, że nie jedna osoba otwierała te kosmetyki, żeby sprawdzić, co właściwie kupują. Przyznaję, że sama otworzyłam paletkę (którą później kupiłam), żeby zobaczyć, czy nikt nie wpadł na pomysł podotykania tych cieni. Na zdjęciu widać także, że te produkty nie są ułożone w przeznaczonych na to miejscach, tylko walnięte w kupę na tymże kartonie. I tak, wiem, że nie w każdym sklepie był aż tak bałagan, ale drodzy sprzedawcy – prosimy o więcej rozsądku!

Jak już wspomniałam – kolekcja Paese dostępna w Lidlu była dość obfita w produkty. Ja zastanawiałam się nad paletką, różem, bronzerem, rozświetlaczem i błyszczykiem do ust, jednak nie było w ogóle szansy, żebym po taki błyszczyk sięgnęła… Udało mi się jednak na ślepo sięgnąć do testerów kosmetyków do konturowania i wszystkie wydały się mega interesujące i trafione kolorystycznie! Postanowiłam jednak odłożyć róż (przez to, że wydał się nieco zbyt mocny jak na moje preferencje) oraz bronzer – tutaj kierowałam się wyłącznie rozsądkiem – bronzerów mam po prostu za dużo. Wzięłam jednak paletke w odcieniu Peach oraz Rozświetlacz.

Paletka cieni

Paleta Peach kosztowała 19.99zł . Zamknięta jest w czarnym, plastikowym opakowaniu (trochę ciężko się ono otwiera), zaopatrzonym w praktyczne lusterko. Zawiera 8 cieni – 4 maty oraz 4 błyski. Zwykle, kiedy nazwa paletki nawiązuje do brzoskwini, spodziewamy się, że będzie miała ona ciepłe odcienie. Tutaj tak na dobrą sprawę, faktycznie jest jeden cień w ładnym, brzoskwiniowym odcieniu, ale to by było na tyle. Mamy tu bowiem matowy beż, neutralną, przejściową brzoskwinkę, nieco chłodniejszy, przejściowy brąz oraz ciepły, ciemny brąz. Błyski to raczej folie / metaliki. Mamy tu biel z lekko szampańskim podtonem oraz trzy odcienie wpadające w miedź, jednak każdy ma inny poziom jasności. Wszystkie cienie bardzo dobrze się swatchują.

Praca z cieniami wypada poprawnie. Maty mają prawidłową pigmentację, nie jakąś oszałamiającą, ale widoczną na oku, dającą się budować. Kolory nie zlewają się w jeden, ładnie w siebie przechodzą. Są lekko suchawe podczas pracy, ale nie osypują się na powiece. Do tego naprawdę ładnie utrzymują się kilka godzin. Cienie metaliczne nie są złe, ale żeby wyciągnąć z nich cokolwiek, należy wykładać je palcem, najlepiej na mokrą powiekę. Trzy miedziane odcienie wyglądają na oku bardzo podobnie.

Rozświetlacz

Czy pamiętacie bardzo popularne kiedyś (jeszcze zanim na rynku pojawiły się turbo pigmenty z Glamshopu) cienie foliowe z Paese – Foil Effect? Były one zamknięte w plastikowych opakowaniach z odkręcanym wieczkiem. Wydaje mi się, że dokładnie te same opakowania zastosowano tutaj przy produktach do konturowania. Między innymi też dlatego zrezygnowałam z zakupu bronzera – uznałam, że nie będzie to zbyt praktyczne. Ale coś musiałam wziąć! Padło na rozświetlacz, który zawsze można użyć jako błysk na powiekę.

Rozświetlacz Light Glow kosztował 9.99zł. Ma jasny, szampański, neutralny odcień – nie jest ani ciepły, ani chłodny, chociaż nie polecałabym go osobom o ciemniejszej karnacji. Podobnie jak bestseller Paese – rozświetlacz Wonder Glow – ten także ma bazę kolorystyczną, acz jaśniejszą. Jego błysk jest minimalnie subtelniejszy niż Wonder Glow. Nie jest to jednak delikatny rozświetlacz. Raczej określiłabym tę propozycję jako elegancką i bardziej subtelną, ale skierowaną do osób, które lubią widoczne glow. Nakłada się bardzo równomiernie, nie ciastkuje się w trakcie dnia, nie wchodzi w pory ani nie podkreśla niedoskonałości skóry bardziej niż inne rozświetlacze.

Moja opinia

Czy warto kupić produkty marki Paese dostępne w Lidlu (o ile gdzieś je jeszcze znajdziecie)? Uważam, że tak! Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku – nie ma co brać tych produktów na siłę. Paletka będzie dobrą propozycją, dla osób, które zaczynają w makijaż i chcą mieć fajny i tani produkt, na którym mogą uczyć się malowania. Nie znam innej paletki z drogerii, która kosztowałaby 20zł i byłaby na tyle poprawna, że mogłabym ją Wam polecić (jednak wszystkie tańsze propozycje, które do tej pory razem testowałyśmy były nieco droższe). Ja nie należę do osób kolekcjonujących palety cieni, dlatego ta raczej znajdzie nowy dom, ponieważ nie ukrywam, że mam lepsze jakościowo paletki, których chętniej używam. Rozświetlacz natomiast zostaje ze mną! Nie lubię tego opakowania i odkręcanego wieczka – zawsze ono u mnie się łamie. Natomiast sam produkt jest naprawdę genialny, formułą przypomina mi moje ulubione rozświetlacze Becca, które niestety niedługo znikną z rynku.

Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy udało Wam się kupić kosmetyki Paese w Lidlu i czy jesteście z nich zadowolone? Z tego, co wiem, po bardzo przychylnych recenzjach, które te produkty zyskały, większość z nich już się wyprzedała, ale jak to zwykle bywa… pewnie jeszcze wrócą. Tak samo, jak do Biedronek wróciły paletki z Eveline (i w końcu udało mi się na nie trafić!). Tymczasem zapraszam Was na instagram @badhairway.pl oraz @badhairway. Zachęcam także do śledzenia bloga – w przyszłym tygodniu porozmawiamy sobie o… Glamshopie. Już w czerwcu szykuje się tam wielka promocja urodzinowa. Z tej okazji chętnie podpowiem Wam, na co nie warto wydawać swoich pieniędzy! Do zobaczenia!

2 Replies to “Paese w Lidlu. Hit, czy kit?”

  1. W moim Lidlu był okropny bałagan w kosmetykach Paese. Widać było, że dziewczyny rzuciły się na kosmetyki. 😃 Mnie najbardziej kusił brązer ale ostatecznie nie zdecydowałam się na zakup. Może w przyszłości… 😊

    1. mi udało się napotkać te kosmetyki w sklepie, zanim jeszcze stały się one tak popularne 😀 co prawda bałaganu jako takiego nie było, ale w sumie… nie było też dostępu do tych kosmetyków. kto kładzie szafe z kosmetykami na 2m wysokości?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.