Hej! Witam Was po tej długiej i nieplanowanej przeze mnie przerwie. Od publikacji poprzedniego postu minęło zdecydowanie zbyt dużo czasu, dlatego też dzisiaj, w ramach rekompensaty mam dla Was recenzję gorącej nowości!

Paletka marki Tune, która powstała we współpracy z Karoliną Zientek, swoją premierę miała 26 czerwca. Dostępna jest tylko i wyłącznie online, na stronie producenta za 139zł + koszt wysyłki. Czyli faktycznie za produkt płacimy ponad 150zł. Ja na wysyłkę czekałam tydzień i zanim przejdę do recenzji palety, niestety muszę zwrócić uwagę, w jak fatalny sposób przesyłka została zabezpieczona. Paletka z cieniami została owinięta jedną warstwą bibułki, włożona do koperty bąbelkowej, która to została zapakowana w zwykłą kopertę z nieco sztywniejszego papieru. Nie wiem, jakim cudem wszystko doszło do mnie w jednym kawałku.

Natomiast, z informacji pozytywnych, pomimo tego, że nie złożyłam swojego zamówienia jakoś wcześnie, udało mi się załapać do pierwszej setki i do mojej przesyłki dołączone było zdjęcie z autografem Karoli. Jest to super miły gest, tym bardziej, że przyznaję, że zdecydowałam się na ten zakup właśnie ze względu na twórczynię. Od lat śledzę i podziwiam Karolinę jako makijażystkę i charakteryzatorkę. Bardzo cieszę się, że stworzyła ona paletkę wpisującą się w moje preferencje kolorystyczne i że kupując ten produkt ,mogłam wesprzeć jej działalność. Dobrze, wystarczy tego wstępu. Zapraszam do recenzji!

Opakowanie

W przypadku tej palety zdecydowanie należy pochylić się nad jej opakowaniem. Mixtape, czyli po prostu kaseta, jest doskonale oddana w grafice okładki, która wykonana jest starannie, z dbałością o szczegóły. Do tego nazwy cieni również kojarzą się z pojęciami około magnetofonowymi. Jeszcze dokładając do tego cała filozofię marki Tune, tworzy nam się tu bardzo spójna całość.

I co prawda widzę w tym całą historię, przemawia do mnie to, co za tym stoi, ale czy mi się to podoba? Szczerze mówiąc niezbyt. Zdecydowanie preferuję bardziej minimalistyczne, eleganckie opakowania kosmetyków, bez żadnych udziwnień. Osobiście jest to dla mnie nieco infantylne i przypomina bardziej zabawkę dla dziecka niż kosmetyk dla dorosłej kobiety. Natomiast nie jest to ten poziom, kiedy opakowanie tak mi się nie podoba, że nie zamierzam w ogóle używać tego produktu. Nie jest to mój styl, ale jak już mówiłam – rozumiem sens tego wszystkiego i całkiem to do mnie przemawia.

Kolejna sprawa to lusterko, którego w tej palecie niestety nie ma. Jak już raczej wiecie, dla mnie lustro w palecie to ogromny plus. Ba, jeśli gdzieś wyjeżdżam i potrzebuję zabrać ze sobą paletkę cieni, to raczej nie zdecyduję się zapakować takiej, która tego lusterka nie ma (no, chyba że jest to malutka paletka na 4 cienie, od której oczekuję, żeby po prostu była i zajmowała mało miejsca). Dodatkowo, zważywszy na ten fakt, cena za produkt wydaje się naprawdę wysoka. Chociaż oczywiście rozumiemy, że polska produkcja kosztuje więcej, dodatkowo mamy tu współpracę, więc zarówno firma jak i twórca muszą coś na tym zarobić.

Cienie – kolory i formuła

W palecie Mixtape znajdziemy 12 cieni, z czego 5 to błyski, a pozostałe 7 – maty. Cienie matowe mają bardzo masełkową, ale i niezwykle lotną formułę. Błyski z kolei są jakby tłustawe (w palecie robią się mokre plamy, podobne jak w produktach Glamshopu), konsystencja ich jest raczej zbita i płatkowa, dopiero przy rozcieraniu tworzą piękną taflę. Na palec nabierają się zdecydowanie grubą warstwą.

Paleta utrzymana jest w neutralno – ciepłej kolorystyce. Są tu głównie bardzo twarzowe odcienie brązów, złota, choć znajdziemy także akcenty kolorystyczne w postaci żółci, czy czerwieni. Poniżej znajdziecie opis oraz swatche wszystkich kolorów z palety.

Wake up – jasny, matowy, rozbielony beż.
Dance – matowa, przygaszona musztarda (na oku kolor jest bardziej zgaszony niż w palecie).
Sway – błysk w odcieniu różowo – złotym.
Disco – nieco chłodniejszy błysk, wpadający w tony szampańskie, lekko rose-gold, z domieszką srebra.
Start – błysk w typowym, złotym kolorze, z neutralnym podtonem.
Goldies – błysk w odcieniu starego złota. Minimalnie ciemniejszy od odcienia Start.
Go go – matowy, chłodny, brudny róż o średnim nasyceniu.
Power – błysk w miedzianym odcieniu.
Relax – bardzo jasny, matowy, mleczny brąz.
Pause – matowy, ciepły, średni brąz.
Rock U – matowy, ciemny brąz z lekko zimnym podtonem.
REC – matowa czerwień.

Przyznaję, cienie matowe nieco różnią się intensywnością i odcieniem w palecie i na oku. Go go wypada o wiele bardziej chłodno i różowo, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być bardziej brzoskwiniowym kolorem. Cień Relax jest wbrew pozorom bardzo jasny i obawiam się, że dla osób z ciemniejszą karnacją może służyć za matowy beż. Błyski natomiast są do siebie mocno zbliżone kolorystycznie. Różnice między cieniami Swat, Start i Goldies są minimalne – na powiece wyglądają praktycznie tak samo.

Praca z cieniami i makijaże

Przyznam, że miałam już okazję zapoznać się z recenzjami palety Mixtape innych osób, choć tych opinii nie ma wcale wiele w internecie. Odczucia są bardzo różne. Więc może po prostu opowiem, jak to jest u mnie :).

Przypomnę, jak wygląda moja preferowana i najszybsza technika pracy z cieniami: matowy beż pod łuki brwiowe, później średni cień rozcieram powyżej załamania, następnie coś ciut ciemniejszego dokładam w zewnętrzny kącik i rozblendowuję w załamanie, do tego najciemniejszym cieniem podkreślam linię rzęs, na środek powieki nakładam błysk i jak mi się chcę, to robię coś z dolną powieką. I przy tej technice nie miałam żadnego problemu z blendowaniem, czy łączeniem się cieni. Nie robiły się żadne dziury, wszystko rozcierało się do chmurki, mogłam kolory dokładać i budować ich intensywność. Cienie na powiece mają lekko inne odcienie niż to, co widzimy w palecie, ale nie jest to dla mnie żaden krytyczny problem.

Problemem w przypadku cieni matowych jest dla mnie zdecydowanie ich osyp. Jest to najbardziej sypiąca się formuła, jaką do tej pory poznałam. Wystarczy tylko lekko dotknąć cienia pędzelkiem, żeby bardzo mocno się on ukruszył. Brudna jest od niego paletka, biurko, a nawet… ubranie. Przed przeniesieniem produktu na powiekę należy lekko strzepnąć go z pędzla, inaczej osypie się nam na całą twarz i jeśli mamy już zrobiony makijaż – prawdopodobnie trzeba będzie go zmyć. Zatem pomimo mocnej pigmentacji, tutaj z niej nie skorzystamy. Lepiej nakładać cienie małymi „porcjami” i budować ich intensywność. Rozumiem, kiedy wizażyści podkreślają, że dobrze napigmentowany cień musi być lżej sprasowany i zawsze będzie się osypywał, jednak czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Jeśli macie paletki ABH (recenzja Soft Glam >>klik<< i Soft Glam 2 >>klik<<) lub dziewiątki z Glamshopu – ich osyp to nic w porównaniu z tym, co dzieje się w Mixtape.

Kolejna kwestia to błyski. Przyznam szczerze, że ich formuła nie przypadła mi do gustu. Jak już pisałam – mają one zbitą, tłustawą formułę, którą trzeba mocno rozetrzeć, żeby nie było efektu grudek, czy płatków, tylko tafla. Natomiast powieka ma tak małą powierzchnię, że roztarcie do tego stopnia, jak na dłoni, jest praktycznie niemożliwe. Zatem posiadaczki powieki pofałdowanej, czy opadającej nie będą wyglądać w tych błyskach dobrze. Cienie dotknięte leciutko palcem i przeniesione na powiekę zostawiają po sobie tylko drobinkę, więc w tym przypadku daje to… żaden efekt. Szczerze powiedziawszy, miałam poczucie, że nakładając te błyski na powiekę, psułam to ładne cieniowanie matami, które udało mi się zbudować (dlatego też jeden z makijaży, który Wam pokazuję jest całkowicie matowy).

Kolejna sprawa to kolorystyka tych błysków. Pojawiło się wiele komentarzy, że odcienie są do siebie bardzo zbliżone. I co prawda po roztarciu na dłoni widać między nimi różnice, jednak na powiece już niekoniecznie. Sway, Goldies i Start mogłyby być jednym cieniem.

Z pozytywnych informacji – drobinka jest delikatna, nie sypie się do oka, nie podrażnia go. Ponadto, z cieniami pracuje się dobrze zarówno na korektorze, jak i na bazie (ja zawsze gruntuję te produkty matowym beżem). Makijaż utrzymał się cały dzień i nie tracił na intensywności.

Użyte cienie: Go go, Pause, Rock U, Wake Up, Relax, Dance, Start, Disco.
Użyte cienie: Wake up, Relax, Pause, Rock U, REC.

Moja opinia

Czy warto kupić paletę Tune x Karolina Zientek – Mixtape? Chyba po raz pierwszy tak bardzo nie chcę tego pisać, ale uczciwie muszę powiedzieć, że według mnie… niestety nie. Płacimy 150zł za paletkę, w której nie mamy lusterka. 3 z 5 cieni błyszczących wygląda na oku praktycznie tak samo, a ich formuła sprawia, że nie u każdego będą one wyglądać dobrze. Maty sypią się niemiłosiernie. Więcej cienia, zamiast zużyć do makijażu, zmarnuje się przez ten osyp. Dodatkowo, produkt ten robi wokół siebie strasznie dużo bałaganu – mi pobrudził ubranie i po prostu musiałam się przebrać. Nie mam żadnych zarzutów co do pracy z cieniami, zwłaszcza matowymi. Jednak biorąc pod uwagę, że błysków używać nie będę, wychodzi na to, że wydałam 150zł za 7 cieni, z których większość się zmarnuje przez osyp. I znowu – wiem, że mocny pigment wymaga lekkiego sprasowania produktu. Jednak tutaj i tak pigment należy na oku budować, ponieważ jeśli nie strzepiemy pędzla, cień będzie na całej naszej twarzy.

Mówiąc szczerze, jestem po prostu rozczarowana. Liczyłam zdecydowanie na coś bardziej wow. Cieszę się, że wsparłam Karolinę, jednak gdybym miała drugi raz kupić tę paletkę, zrobiłabym to tylko i wyłącznie z sympatii do niej, bo jednak w moich oczach – zwykłego użytkownika makijażu – ta paletka się nie broni. Zdecydowanie bardziej doceniam produkty, które są szybkie i bezproblemowe w pracy. Pewnie są osoby, które będą z niej bardziej zadowolone niż ja, tym bardziej, że kompozycja kolorystyczna jest naprawdę przepiękna i cała historia wokół tego produktu urzeka. Ja mam poczucie, że niby wszystko jest okej, ale to nie jest jakość, na którą liczyłam. Bardzo szkoda. Jeszcze nie wiem, czy paletka zostanie ze mną – nie wiem, czy jest sens trzymać ją dla 7 mocno sypiących się cieni matowych, których odpowiedniki pewnie i tak już mam.

To tyle ode mnie! Koniecznie dajcie znać, czy planujecie zakup tej palety? A może już ją macie i wyrobiłyście sobie o niej opinię? Jestem niesamowicie ciekawa! Dajcie też znać, jakie kolejne posty chciałybyście przeczytać na blogu. Szykuję dla Was baardzo długi wpis o ulubieńcach, których nazbierała się cała masa, mam parę podkładów, z którymi chciałabym się z Wami podzielić, a także planuję napisać coś o Rzymie. Posty będą pojawiać się teraz standardowo 1 – 2 razy w tygodniu. O wszystkim będę informować Was na instagramie @badhairway.pl. A moje podróże śledźcie na @badhairway. Na dziś to tyle. Do zobaczenia niebawem!

3 Replies to “Tune x Karolina Zientek – Mixtape”

  1. Kupiłam oczarowana opakowaniem i kolorami, po 5 makijażach dotknęłam dna, smutne to za cenę 150 zł, drugi raz bym nie kupiła

    1. o kurczę, aż tak?! ja przyznaję, że przemyślałam sprawę i sprzedałam paletkę. mam paletki o podobnej kolorystyce, które są łatwiejsze w pracy, po której sięgnę chętniej. Choć szkoda 🙁

      1. Niestety mojej już nie sprzedam raczej ciężko będzie z takim ubytkiem, chociaż opakowanie cieszy oko paletomaniaczki 😆

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.