Hej! Minęło zdecydowanie zbyt dużo czasu od ostatniego posta z recenzją palety cieni. Dzisiaj, jeszcze w letnim klimacie, chcę przedstawić Wam najnowszą propozycję od Mexmo – Pastel Drip! Przypominam, że recenzję ich poprzedniej paletki – Nude Fantassy – również znajdziecie na blogu (tutaj: >>klik<<).

Paleta Mexmo – Pastel Drip dostępna jest wyłącznie online na stronie producenta oraz w kilku drogeriach internetowych (mintishop, ekobieca, ladymakeup). W regularnej cenie kosztuje 149.99zł (choć skoro produkt nie jest dostępny stacjonarnie, do ceny powinniśmy doliczyć też około 10zł kosztów wysyłki). Jeśli w tym momencie paletka jest niedostępna – bez obaw, pod koniec sierpnia zostanie doprodukowana i wróci do sprzedaży.

Kolory

Paleta Pastel Drip, już nazwą sugeruje, że będzie wariacją na temat odcieni pastelowych. W moim odczuciu, poza oczywistymi pastelami, mamy tu także lekko przygaszone neony! Zacznijmy od tego, że ta propozycja spełni wszelkie oczekiwania perfekcjonistów – cienie w palecie są podzielone kolorystycznie, uporządkowane w 3 rzędy, podzielone na błyski, jasne i ciemniejsze maty. Znajdziemy tu odcienie brzoskwini, różu, fioletu, zieleni oraz niebieskości. Jedyne co, przyznam, że brakuje mi tu żółtego – uwielbiam żółty pastel na oku!

Poniżej przedstawiam Wam opis kolorów oraz swatche cieni.

Tropical Flowers – błysk na jasnej różowo – brzoskwiniowej bazie, z wieloma multikolorowymi drobinkami.
Peachy B*tchy -matowa, pastelowa brzoskwinka.
Grapefruit – matowy, zgaszony, koralowy odcień.
Barbie – różowy błysk.
Pink Attitude – matowy, zgaszony, pastelowy róż „baby pink”.
Aruba – matowy, neonowy róż.
Pastel Drip – Fioletowy błysk.
Lilac – matowy, zgaszony, pastelowy lila – fiolet.
Just Purple – matowy, ciemny fiolet.
Limelight – Błysk w odcieniu żywej, jasnej zieleni. Błyszczący odpowiednik cienia limoncello.
Limoncello – matowy odcień żywej, pastelowej limonki.
Fresh Grass -matowy odcień jasnej, żywej zieleni. Najbardziej przypomina mi odcień trawy odbarwionej na ubraniach :D.
Pistachio – Ciemniejszy, zielony błysk.
Mohito – matowy odcień mięty / zgaszonej limonki.
Emerald – matowa, ciemniejsza, neonowa zieleń.
Frost – Jasny błękitno – fioletowy błysk.
Bloom – matowy, pastelowy błękit. Piękny odcień „baby blue”.
Santorini – matowy, niebieski odcień dachów na wyspie Santorini :D.

Formuła

Zwykle zaczynam opisywanie formuł cieni od matów, jednak tutaj zacznę od błysków. Jeśli czytałyście moją recenzję palety Mexmo – Nude Fantasy (recenzja tutaj >>klik<<) wiecie, że w tamtej palecie to właśnie cienie błyszczące nie przypadły mi do gustu. Głównie przez swoją formułę – drobinki są tam dosyć duże i ostre, przez co podrażniają moje oczy. W Pastel Drip ta formuła jest już inna. Cienie są o wiele bardziej zmielone, przez co wystarczy lekko dotknąć go palcem, żeby rozprowadzić po całej powiece. Nie potrzebują one glitter primera – nie odklejają się od oka w trakcie i nie drażnią go! Co więcej – naprawdę pięknie błyszczą. Każdy z błysków ma w sobie mikroskopijne, wielokolorowe drobinki, co wygląda naprawdę spektakularnie. Myślę, że ta formuła o wiele bardziej przypomina Glamshopowe Turbopigmenty, niż dotychczasowe błyskotki od Mexmo.

O matach nie mam dużo do powiedzenia. Maty w Mexmo były i są rewelacyjne! Co prawda, dobre, kolorowe cienie nie są najprostsze w produkcji, jednak tutaj zdecydowanie się to udało. Pigmentację określiłabym jako średnia+ (co jest zupełnie zrozumiałe w przypadku pasteli). Ogółem uważam, że formuła cieni w Pastel Drip jest jej ogromnym atutem!

Praca z cieniami i makijaże

Myślę, że już z poprzedniej sekcji nietrudno domyślić się, że nie powiem Wam nic złego na temat tej palety. Cienie pięknie się blendują, przechodzą w siebie. Nie tworzą plam, dziur, nie wytracają się z powieki w trakcie dnia. Nie osypują się ani na oku, ani w palecie (no… może minimalnie – nie jest to w żaden sposób upierdliwe). Ich pigmentację można stopniować, budując do naprawdę intensywnej. Co więcej – cienie bardzo dobrze łączą się z cieniami z innych palet oraz z kredkami (ja próbowałam ich w połączeniu z pastelowymi kredkami Lovely).

Poniżej przedstawiam Wam 3 makijaże wykonane paletką Pastel Drip. Koniecznie dajcie znać, który najbardziej przypadł Wam do gustu!

Moja opinia

Czy warto kupić paletę Mexmo – Pastel Drip? TAK TAK TAK! Paletka jest rewelacyjna pod względem jakości, bezproblemowa w pracy, doskonale wyważona w swojej pigmentacji. Dla fanek kolorowych makijaży będzie to idealny, samowystarczający produkt, zaś osoby szukające akcentów kolorystycznych znajdą tu idealne uzupełnienie swojej nudziakowej kolekcji. Cena co prawda nie należy do najniższych, natomiast tę cenę „czuć”. Opakowanie jest bardzo estetyczne, solidne, starannie wykonane. Dodatkowo – mamy tu duże, praktyczne lusterko.

Jakiś czas temu recenzowałam inną drogeryjną, pastelową paletke – Lovely x Magda Wołosewicz – Pastel Tropics (recenzja tutaj >>klik<<). Jak ma się ona do produktu Mexmo? Zacznijmy od tego, że paleta Lovely jest o wiele łatwiej dostępna i prawie 5 razy tańsza. W niej znajdziemy tylko 9 cieni (w tym matowy beż i brąz), z czego wszystkie są matowe – zostaje nam zatem 6 kolorowych pasteli. A jak to jest z jakością? Nadal uważam, że formuła cieni w Pastel Tropics jest naprawdę bardzo dobra i przyjemna, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej niską cenę. Mexmo mają jednak mocniejszą pigmentację, szybciej się budują i jednak są szybsze i nieco łatwiejsze w pracy. Co ważne – kolory w tych dwóch paletach nie dublują się, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieć je obie! Szczerze mówiąc, przy zakupie kierowałabym się głównie tym, czy chcecie dopiero sprawdzić, czy w ogóle spodobają się Wam pastele (jeśli tak jest – lepiej sięgnąć po tańszą opcję) i jaki budżet chcecie na to przeznaczyć. Obydwie bardzo Wam polecam!

To by było na tyle w dzisiejszym poście! Przyznam szczerze, że po intensywnym paletowym maju musiałam chwilę odpocząć od recenzowania palet cieni, jednak już mocno się za tym stęskniłam! Koniecznie dajcie znać, czy macie lub czy planujecie zakup palety Mexmo – Pastel Drip? Napiszcie w komentarzu, jakie kolorowe palety są Waszymi ulubieńcami! Jak zawsze, zapraszam Was do śledzenia mnie na instagramie: @badhairway – travel & lifestyle, @badhairway.pl – beauty. Tutaj widzimy się już niedługo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.