Hej! Witajcie po kolejnej nieplanowanej przerwie, choć przyznaję, że ostatnio tyle się dzieje, że… ciężko mi obiecać, że to już ostatni raz. Ale my nie o tym!

Jubileuszowa kolekcja od Glamshopu okazała się prawdziwym hitem. Największą popularnością wśród klientów cieszyły się cienie w kredce. Zostały one wyprodukowane w trzech odcieniach. Można było kupić je w zestawie za 45zł lub pojedynczo za 19zł / sztuka. Oczywiście dostępne były wyłącznie na stronie producenta. Nieprzypadkowo używam tu czasu przeszłego, ponieważ wykupiłyśmy je w przeciągu kilku pierwszych dni od premiery i chwilowo nie wrócą one na stan sklepu.

Tak się składa, że jestem szczęśliwą posiadaczką tych produktów. Dziś przychodzę do Was z ich bardzo szczerą recenzją. Czy naprawdę te produkty są aż tak rewelacyjne? Zapraszam do artykułu!

Kolory

Jeszcze zanim o kolorach, powiedzmy sobie coś na temat opakowań. Cienie, jak sama nazwa wskazuje, zamknięte są w plastikowych opakowaniach, przypominających kredki. Żeby wydobyć produkt, należy przekręcić spód. Myślę, że opakowania są całkiem estetyczne, chociaż zatyczki nie wydają się zbytnio długowieczne.

Kredki występują w trzech kolorach, które już po ich nazwach sugerują, że będzie to wariacja na temat odcieni różu. Dwie z nich są błyszczące, jedna matowa. Przyznaję, że ta matowa kompletnie nie pasowała mi kolorystycznie i od razu puściłam ją dalej w świat – dlatego jej swatche się tu nie pojawią. Poniżej wrzucam opis odcieni.

Róż – odcień jasnej perły z różowym shiftem i delikatnymi drobinkami.
Rose Gold – chłodno-brązowy odcień z delikatnymi drobinkami.
Brudny Róż Mat – chłodny, wrzosowy, matowy odcień.

Od góry: róż i rose gold.

Zacznijmy od tego, że według mnie, faktyczny odcień cieni kompletnie nie odpowiada ich nazwom. Największy zawód przyniósł mi rose-gold, który nie jest ani rose, ani gold. To po prostu chłodno – neutralny brąz z drobinką. Róz to po prostu jasny, perłowy odcień. Chyba najbardziej trafiona nazwa przypadła dla Brudny Róż Mat.

Co do formulacji – nie jest ona tak kremowa, jak cienie w kremie w formie słoiczka, które oferuje MAC czy Maybeline. To zdecydowanie bardziej tępa formuła.

Praca z cieniami i trwałość

Zacznijmy od formulacji – nie jest ona tak kremowa, jak cienie w kremie w formie słoiczka, które oferuje MAC czy Maybeline. To zdecydowanie bardziej tępa formuła, którą trudno rozprowadzić palcem. Tutaj zdecydowanie lepiej aplikować produkt bezpośrednio z opakowania i ewentualnie rozetrzeć palcem, czy pędzelkiem. Swatchowane, wydają się mieć metaliczne wykończenie.

Na powiece cienie trochę rozczarowują. Błyski wyglądają bardziej jak maty z delikatną drobinką. Co więcej, trzeba się trochę natrudzić, żeby te drobinki rozłożyły się równomiernie – inaczej, zwłaszcza w przypadku cienia rose gold – może wydawać się, że mamy jakieś dziury na powiece. Ponadto, zrobienie przejścia między dwoma kolorami jest uciążliwe. Próbując rozetrzeć je między sobą, wytraca się ich intensywność. Trzeba poświęcić trochę czasu i uwagi, żeby efekt był zadowalający.

Ostatni aspekt, który chcę poruszyć, to trwałość kredek. Widziałam wypowiedź Hani, która stwierdziła, że cienie powinny nazywać się „wodoodpornymi”, bo są praktycznie nie do zdarcia. Ja mam powiekę naprawdę tłustą i większość cieni prędzej czy później zbiera się w jej załamaniu. Jeśli używam tych produktów na „gołą” powiekę jest dokładnie tak samo. Po kilku godzinach cienie zbierają się w załamaniu. Natomiast, nakładając produkty na sprawdzoną i przypudrowaną bazę, wytrzymały na niej cały dzień!

A jak to jest z tą wodoodpornością? Według mnie mocno nijak! Zabrałam kredki ze sobą na Maltę i zrobiłam nimi makijaż w dzień, kiedy sporo pływaliśmy motorówką (cudownie pan nas ochlapał wodą) oraz zażywaliśmy sporo kąpieli w morzu (od razu zaznaczam, że ja nie zanurzałam głowy pod wodę, natomiast wiadomo – zawsze coś tam chlapnie) i po powrocie do hotelu, na powiece praktycznie nic nie zostało. Także znowu – odpowiednio użyte kredki potrafią przetrwać cały dzień, ale zdecydowanie nie są to produkty wodoodporne.

Moja opinia

Podsumowując, cienie w kredce z Glamshopu nie są produktem intuicyjnym. Należy nauczyć się go używać. Mogę jednak zagwarantować, że faktycznie da się je oswoić i sprawić, że będą wyglądać na powiece dobrze. I trzymać się jej kurczowo przez bardzo długi czas! Ostatecznie producent nie obiecał, że ma być to produkt wodoodporny, więc fakt, że nie przetrwał próby wody, nie powinien być rozpatrywany jako wada.

Mnie te produkty nieco rozczarowały – liczyłam chyba po prostu na coś innego. Po obiecanym błysku spodziewałam się, że będzie czymś więcej niż matem z nierówno rozkładającą się drobinką. Po tym, jak nazwano odcienie, również spodziewałam się, że będą to zupełnie inne kolory. O wiele łatwiejsze i szybsze w aplikacji są cienie w kremie, które na rynku są już dostępne od lat. Za tymi Glamshopowymi przemawia jednak konkurencyjna cena. Szczerze powiedziawszy, biorąc pod uwagę, ile czasu faktycznie poświęcam na to, żeby ten produkt wyglądał dobrze, był równomiernie rozprowadzony i kolory w siebie przechodziły plus wcześniejsze przygotowanie powieki, niestety nie widzę ich przewagi nad zwykłymi cieniami pudrowymi. Nie jest to produkt zły, ale zdecydowanie nie powalił mnie na kolana.

Koniecznie dajcie znać w komentarzu, czy udało Wam się kupić cienie w kredce z Glamshopu i jakie są Wasze odczucia na ich temat? Niestety przez moje różne zawirowania w życiu prywatnym, posty tutaj na blogu mogą pojawiać się nieregularnie. Pamiętajcie jednak, że regularnie jestem z Wami na instagramie @bahairway i @badhairway.pl i gorąco zachęcam do śledzenia mnie właśnie tam! Już jutro odbędzie się bardzo duże rozdanie!

A jeśli interesuje Was nadchodząca tematyka na blogu – nie wiem w jakiej kolejności, ale na pewno pojawi się trochę postów podróżniczych, w tym update o tym, jak to wygląda w tym roku. Z tematów kosmetycznych, szykuję dla Was recenzję palety Nude Mandala z Glamshopu, ranking drogeryjnych pudrów pod oczy oraz parę wpisów pielęgnacyjnych. Dajcie znać, co chcielibyście zobaczyć w pierwszej kolejności!

One Reply to “Cienie w kredce Esencja od Glamshopu. Czy są warte aż takiego zachodu?”

  1. niestety, ale glamshopowi nie da sie ufać. też kupiłam te kredki i też mam jedno wielkie meh. gdzie ten blysk? :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.