KOSMETYKI DROGERYJNE, MAKIJAŻ, URODA

Rimmel – The Multi-Tasker Concealer. Kolejny rewelacyjny korektor z drogerii?

Hej! Jeśli śledzicie mnie od jakiegoś czasu, pewnie doskonale wiecie, że natura obdarzyła mnie cieniami pod oczami. Są one na tyle intensywne, że nie jest w stanie zakryć ich żaden kryjący korektor. A moim celem jest… znalezienie ideału 🙂 Jakiś czas temu pisałam już o 3 najlepiej kryjących korektorach drogeryjnych >>klik<<, pojawiła się także recenzja Tarte – Shape Tape >>klik<<, porównanie korektorów Tarte – Shape Tape i Tarte – Shape Tape Ultra Creamy >>klik<<, czy recenzja korektora Wibo – Better Skin >>klik<<. Nadeszła pora na przetestowanie nowości drogeryjnej, jaką jest produkt Rimmel – The Multitasker Concealer. Internety wprost oszalały na jego punkcie! A jak sprawdza się u mnie? Czy radzi sobie z moimi sińcami? Zapraszam do artykułu!

Cena, dostępność

Jak zawsze, zacznijmy sobie od formalności. Korektor Rimmel jest już dostępny w większości drogerii stacjonarnych (Rossmann, Hebe, Natura), jak i internetowych. W zależności, od miejsca i aktualnych promocji, jego cena waha się w przedziale 23 – 50zł za 10ml. Opakowanie produktu przypomina to, co już znamy – dosyć duża plastikowa buteleczka, w środku mamy sporą różdżkę.

Kolorystyka

Korektor został wyprodukowany w 12 odcieniach, stacjonarnie widziałam 6 z nich. Pierwsze cztery odcienie są dosyć jasne – później, między 4, a 5, jest spory przeskok kolorystyczny. Dodatkowo, naprawdę polecam Wam pójść do drogerii i sprawdzić te odcienie – 3 jest ciemniejsza od 4. Ja początkowo zdecydowałam się na numer 4, który do mojej skóry pod oczami jest zdecydowanie zbyt jasny i zbyt żółty. Dokupiłam zatem numer 5, który z kolei jest już za ciemny i trochę zbyt pomarańczowy… W mojej ocenie, zdecydowanie brakuje tu odcieni bardziej neutralnych – mniej żółtych, czy nawet z lekko różowym podtonem (takie lepiej sprawdzają się w przypadku zasinień). Poniżej pokazuję Wam porównanie tych dwóch korektorów do innych produktów tego typu:

Działanie

Korektor reklamowany jest pod hasłem „kryj, rozświetlaj, wyrównuj koloryt”. Jest to dosyć górnolotna obietnica, ponieważ zwykle mocne krycie wiąże się z wykończeniem bardziej matowym. I tak jest też w tym przypadku. Korektor ma matowo – satynowe wykończenie. Dosyć szybko zastyga, dlatego jego aplikacja musi przebiegać sprawnie. Raczej nie wchodzi w zmarszczki mimiczne i nie zauważyłam, żeby gryzł się z pudrami, z którymi go użyłam. Nie wysusza okolicy pod okiem (choć zawsze warto pamiętać o odpowiednim jej nawilżeniu, przed nałożeniem tego typu produktu!) i ładnie wygląda przez cały dzień. Oczywiście próbowałam użyć go także w roli bazy pod cienie, jednak przy tłustych powiekach, po kilku godzinach, zbiera się z załamaniu. Jego krycie określiłabym jako średnie. Oczywiście nie zakrył moich cieni pod oczami. Nakładając dwie jego warstwy, mogę liczyć na ok. 60-70% krycia.

Coś, czym koniecznie muszę się z Wami podzielić, to fakt, że ten korektor radzi sobie świetnie w roli podkładu! Nałożony na całą twarz, daje matowo – satynowy efekt, przyjemne, średnie krycie, a i jego kolory lepiej komponują się po prostu z moją cerą, niż ze skórą pod oczami. Niezależnie, czy będziemy go pudrować, czy nie, bardzo dobrze wygląda cały dzień. Świetnie przyjmuje pozostałe produkty, zarówno te mokre, jak i suche. O dziwo, nawet wolę go w roli podkładu, niż korektora pod oczy! Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to nie nakładać go od razu na całą twarz – może wywinąć nam psikusa i zastygnąć trochę zbyt szybko :).

Czy warto kupić The Multi-Tasker Concealer?

Jeżeli udało Wam się już znaleźć swój idealny korektor pod oczy, do którego wracacie, któremu ufacie – ten nie wniesie kompletnie nic nowego w Wasze życie. Uważam, że w drogerii można znaleźć tańsze, lepiej kryjące tego typu produkty, w lepszych kolorach. Ja raczej nie sięgnęłabym drugi raz po ten produkt. ALE nie oznacza to wcale, że żałuję jego zakupu. Na pewno zużyję te korektory jako podkłady! Jaśniejszego mogę używać teraz, ciemniejszy przyda się na lato (wiecie jak jest z tymi „letnimi” odcieniami podkładów – poużywamy ich miesiąc, a później leżą i czekają aż minie termin ich ważności. Dlatego ta mniejsza – „korektorowa” – pojemność jest tu zaletą). Podsumowując – produkt jest całkiem fajny, pomimo tego, że wolę go używać w innym celu niż ten, do którego został przeznaczony. Jako kryjący korektor pod oczy u mnie się nie sprawdza – za mało kryje i ma liche kolory.

To tyle ode mnie! Niestety, po raz kolejny nie udało mi się znaleźć ideału :(. Ma to jednak także swoje plusy – mogę z czystym sumieniem testować dla Was i dla siebie, kolejne tego typu produkty :D! Jestem bardzo ciekawa, czy testowaliście już ten korektor – koniecznie napiszcie w komentarzu, jakie są Wasze wrażenia na jego temat? Pamiętajcie, żeby śledzić mnie na Instagramie @badhairway (uwaga – testuję thermomix!) i @badhairway.pl. Tutaj widzimy się już pod koniec tygodnia na luźniejszy wpis, z drugą częścią moich netflixowych polecajek. Do zobaczenia!

You may also like...

2 Comments

  1. Anita says:

    korektor jak każdy inny, nie wiem czym wszyscy się tak zachwycają. jest ok, ale bez szału. mam podobne odczucia jak ty!

    1. magdalena says:

      miło czasem wiedzieć, że nie tylko mnie takie kultowe produkty nie oczarowały jakoś wybitnie. pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.