LIFESTYLE

Netflixowe polecajki #2: 5 seriali, które warto obejrzeć (i jeden, którego nie polecam)!

Około półtorej roku temu, opublikowałam post, gdzie polecałam Wam 5 seriali dostępnych na Netflixie >>klik<<. Od tamtej pory sporo się zmieniło (niestety) – mam na myśli, że choćby doskonała produkcja „Friends” została zdjęta z platformy :(. Dlatego czas na rozszerzenie listy! Ja co prawda nie jestem fanem siedzenia przed telewizorem, wystarczająco dużo czasu spędzam przed ekranem w pracy, ale przyznam, że od czasu do czasu, lubię coś obejrzeć. Dlatego dziś zapraszam na drugą część moich Netflixowych polecajek! Będzie coś zabawnego, coś trzymającego w napięciu, coś obyczajowego oraz…. jeden gniot, którego nie polecam!

The Office (Biuro)

Halo, czy jest tu ktoś, kto nigdy nie słyszał o tym tytule? Albo nie widział mema z kadrem z tego serialu? Nie ma takiej opcji! The Office jest dostępne na Netflixie od niedawna (październik 2021) i zdecydowanie musiałam zobaczyć, o co tyle szumu. Pierwszy sezon ma tylko sześć odcinków (każdy po ok. 20 minut) i przyznam, że niewiarygodnie mnie wymęczył. Puściłam ten serial w tle do sprzątania i naprawdę dawno nie czułam się tak zażenowana. Jedna, po tych kilku odcinkach coś się zmienia, nagle zaczynamy rozumieć ten humor i faktycznie momentami można uśmiać się do łez! Ogółem, serial opowiada o perypetiach pracowników biura sprzedaży papieru. Każda z postaci jest genialnie napisana, wszystkie wątki są doskonale poprowadzone. Jedyne co, według mnie, produkcja mogła skończyć się jakieś 2 sezony szybciej, bo końcówka jest mocno przemęczona. Natomiast bardzo polecam Wam tę produkcje, jeśli szukacie czegoś lekkiego, zabawnego i przyjemnego.

How I Met Your Mother (Jak poznałem waszą matkę)

Historia pięciorga przyjaciół, zamieszkujących Nowy Jork. Całość jest retrospektywą. Głównym bohaterem jest Ted, który w tym wielkim mieście, szuka miłości swojego życia, czyli matki swoich dzieci. Oczywiście nie brakuje wątków kobieciarza Barneya, robiącej karierę Robyn, czy zakochanych w sobie Lily i Marshala. Serial ma zdecydowanie charakter komediowy i potrafi ubawić do łez. Zdecydowana gratka dla osób, które lubią luźne produkcje i dużą dawkę humoru!

American crime story: The People v. O.J. Simpson (Sprawa O.J. Simpsona)

Serial oparty na faktach, opowiadający historię procesu amerykańskiego futbolisty OJ Simpsona, który to został oskarżony o podwójne morderstwo (w tym swojej byłej partnerki). Produkcja niezwykle ciekawa, opowiadająca historię o tym, jak sława i popularność wpływają na postrzeganie człowieka przez przyjaciół, opinię publiczną, czy nawet niezawisłe sądy. Serial ma około 10 odcinków i cały czas trzyma w napięciu. Bardzo polecam Wam go obejrzeć. Z ciekawych ciekawostek – w sprawie OJ Simpsona, jednym z obrońców był ojciec popularnych dziś celebrytek – Robert Kardashian. W tę postać wciela się… aktor grający Rossa Gellera z „Friends”!

Sherlock

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tego serialu – koniecznie nadrabiajcie zaległości! „Sherlock” to uwspółcześniona historia słynnego detektywa – Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela – współpracownika – Johna Watsona. Każdy odcinek to jakby osobny film, choć warto oglądać je po kolei. Oczywiście, mamy tu przede wszystkim wątki detektywistyczne, kryminalne, poznajemy świetne metody dedukcji głównego bohatera. Całość trzyma w napięciu i na pewno nie jest nudna!

Downtown Abbey

Coś, co tak naprawdę dopiero skończyłam oglądać. „Downtowm Abbey” to opowieść o codziennym życiu brytyjskiej arystokracji oraz ich służby, usytuowana na początku XX wieku. Jest to serial obyczajowy, który porusza problemy ludzi żyjących w tym samym świecie, w tym samym domu, ale wywodzących się z różnych klas społecznych. Gratka dla osób lubujących się w czystym, brytyjskim akcencie, lubiących kostiumowe produkcje i wątki nieco historyczne. Nie jest to coś tak zabawnego, czy trzymającego w napięciu, jak pozostałe seriale, które Wam dzisiaj poleciłam, ale na pewno jest to coś ciekawego :).
PS Jedną z ważniejszych ról drugoplanowych w serialu gra Maggie Smith, czyli znana z „Harrego Pottera” profesor McGonagall. Nie wiem, czy to przypadek, czy humor scenarzystów, ale grana przez nią postać często wspomina o „wizytach u państwa Potter” :D.

Emily in Paris (Emily w Paryżu)

Na początku obiecałam Wam, że w dzisiejszym poście odradzę Wam marnowanie czasu na jedną produkcję – chodziło mi właśnie o to. Przygody pustej laluni – zajmującej się modą – która wyjechała na delegację do Paryża, relacjonuje swój pobyt w mediach społecznościowych i razem z przyjaciółkami szuka „chętnego”, jest tak żenująca, że poległam po 3-4 odcinkach. Naprawdę dawałam szansę temu serialowi, ale ta fabuła jest wręcz zbyt płytka. Wiele osób poleca to jako „coś lekkiego do obejrzenia”, ale jedyne co może zrobić „Emily in Paris”, to namieszać w głowie młodym ludziom, że tak powinno wyglądać życie. Szkoda Waszego czasu. Przyznam, że jestem w ciężkim szoku, że taka marna opowieść doczekała się kolejnych sezonów, które z resztą wzbudziły sporo kontrowersji, wręcz skandali. Nie rozumiem, nie polecam.

To by było na tyle! Na pewno nie jest to ostatni post z serii netflixowych polecajek (może czas na filmy?), ale raczej artykuły z tej serii nie będą pojawiać się u mnie częściej niż raz na kilka miesięcy – po prostu za mało oglądam :D! Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jaki jest Wasz ulubiony serial na Netflixie? Chętnie zobaczę coś z Waszego polecenia, tym bardziej, że Downtown Abbey już mi się skończyło. Pamiętajcie, żeby śledzić mnie na instagramie @badhairway i @badhairway.pl. Tutaj widzimy się już w kolejnym tygodniu. Do zobaczenia!

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.