KOSMETYKI DROGERYJNE, MAKIJAŻ, URODA

Miyo – Sista Magic. Zobacz, zanim kupisz…

Hej! Niedawno ukazało się kolejne dziecko Miyo, które powstało z siostrzanej miłości influencerek Fog in the Garden oraz Inchidris. Obie dziewczyny aktywnie działają na instagramie i miały już swoje mini współprace z tą marką (zobacz: Miyo x Fog in the Garden – Frogs and Roses). Tym razem połączyły siły i … sami zobaczcie, co z tego powstało!

Cena, opakowanie, dostępność

Paletka dostępna jest obecnie dostępna jedynie w sprzedaży internetowej, na stronie producenta i w drogerii mintishop. Niewykluczone, że wejdzie także do Kontigo i wtedy – być może pojawi się opcja zakupu stacjonarnie. Kosztuje 79.90zł.

Cienie zamknięte są w ciemnozielonym, kartonowym opakowaniu, w środku którego znajduje się praktyczne lusterko. Sama grafika okładkowa doskonale nawiązuje do estetyki twórczyń palety, a brokatowy napis dodaje jej charakteru. Nie mamy tu dodatkowego kartonika zabezpieczającego – dziewczyny tłumaczą to cięciem niepotrzebnych kosztów. Całkowicie to rozumiem i doceniam – w końcu paletka miała być jak najbardziej przystępna cenowo. A opakowanie jest naprawdę piękne i dopracowane, pasuje do całości koncepcji.

Kolory

W palecie zamkniętych jest 10 cieni, o bardzo ciekawej kolorystyce i formułach. Przyznam, że dobór kolorystyczny jest tu naprawdę przemyślany i oryginalny. Mamy opcję wykonania makijażu dziennego, dziennego z kolorem i całkowicie kolorowego, festiwalowego. Jest to także jedna z niewielu palet, gdzie nie ma żadnych różowo – fioletowych akcentów (co akurat mi bardzo odpowiada). Poniżej znajdziecie swatche i opis kolorów:

Luna – uniwersalny, matowy beż.
Wanda – głęboka, matowa, ciemna zieleń.
Fog – błyszczący, złoty cień.
Pizza – neutralno – ciepły, przejściowy, matowy brąz.
Maya – matowy, intensywny błękit.
Tears – cień, który jest jakby brokatem do ciała z niebiesko – zielonymi gwiazdkami.
Sista – matowa, intensywna mięta.
Inchidris – różnokolorowe drobiny (od srebra, przez niebieski, aż po róż). Ni to brokat, ni cień błyszczący.
Laura – różowo-srebrny brokat.
Ustka – matowy, turkusowo-morski odcień.

Praca z cieniami

Pierwszy makijaż, który wykonałam tą paletą to był typowy dzienniak. W tym celu użyłam trzech najbardziej neutralnych cieni – Luna, Pizza oraz Fog. Makijaż wyszedł bardzo estetyczny, choć przyznaję, że na tych trzech cieniach kończą się możliwości wykonania dziennego makijażu. Podobnie, jak przy innych cieniach matowych Miyo, zauważyłam że cień Pizza traci na intensywności przy blendowaniu, ale spokojnie można go dobudować.

W drugim makijażu postanowiłam sprawdzić możliwości matowych zieleni i niebieskości tej paletki i… tu już nie było tak kolorowo. Matowe cienie traciły na intensywności, ale ze względu na ich kolor, dobudowanie już nie było takie proste. Podczas rozcierania, robiły się nieestetyczne dziury. Kolory zlewały się nieestetycznie, a całość wyglądała wręcz brudno. W makijażu, który widzicie poniżej, użyłam WSZYSTKICH matowych cieni dostępnych w palecie (oraz cienia Inchidris), a zdecydowanie tego nie widać. Próbowałam uratować sytuację czarną kreską linerem, acz uważam, że ten makijaż już niestety nie był do odratowania.

Wydaje mi się, że te cienie wymagają po prostu specyficznego podejścia. Ciemne kolory niechętnie się ze sobą łączą, za to dobrze pracują rozcierane czymś jaśniejszym. Doskonale nadają się jako kolorowy akcent do bardziej neutralnego makijażu. Problemem zatem wydaje się technika pracy z kolorowymi matami – od najciemniejszego do najjaśniejszego i próba połączenia ich.

Czy warto kupić paletę Sista Magic od Miyo?

Bardzo źle się czuję pisząc to, ale uważam, że nie. Bardzo lubię Fog in the Garden oraz Inchidris, śledzę ich makijażowe poczynania na instagramie, kupiłam ich paletkę za własne pieniądze, licząc, że będzie moją ulubioną, zwłaszcza, że kolorystyka bardzo mi odpowiada. Myślałam nawet, żeby zrezygnować z publikacji tej recenzji, z sympatii do dziewczyn. Ale postanowiłam być z Wami szczera – tym bardziej, że obiecywałam Wam ten post na instagramie. Według mnie, cienie w tej palecie nie są zbyt dobrej jakości (lub po prostu ja nie potrafię się z nimi obchodzić).

Maty to typowa matowa formulacja cienia Miyo, która znika podczas blendowania. I tak, jak w przypadku cieni neutralnych, przy dziennych nie jest to problemem, tak w przypadku intensywnych kolorów robi się to po prostu problematyczne. Dodatkowo, matowe kolory nie łączą się ze sobą ładnie i bezproblemowo – zlewają się ze sobą. Pomijając sam fakt, że wytracają się podczas blendowania, robią to nierówno, przez co tworzą się nieestetyczne plamy.

Doboru formulacji cieni błyszczących po prostu nie rozumiem (i tak, to jest moja subiektywna opinia i preferencja). Mamy tu jeden typowy dla Miyo błysk, który możemy znać już z palety Insta Glam Wedding Vibes (recenzja tutaj: >>klik<<). Fog, który opisywany jest jako złoto, faktycznie zostawia złotą, mocno zmieloną drobinkę, ale baza kolorystyczna nie przenosi się na oko. Luna to typowy brokat, który lepiej chwyta się palca, niż powieki. Inchidris to ani brokat, ani błysk – po prostu dużo kolorowych drobin. Jest także cień Tears, który dziewczyny opisywały jako unikatowy. Dla mnie, może mieć on zastosowanie jedynie w jakiś bardziej festiwalowych lookach, o ile uda nam się nabrać na palec gwiazdki (mi się nie udało).

Niestety, czuję ogromny niedosyt i zmarnowany potencjał, po użyciu tej palety. Mam trochę poczucie, że dziewczyny, chcąc zamknąć wszystko w tej jednej paletce, trochę przekombinowały. Nie do końca rozumiem też grupę docelową, do której produkt był kierowany. Po prostu nie wiem, kto jest w stanie korzystać z każdego cienia w tej palecie. Dlaczego nie ma tu zwykłych (nawet kolorowych) błysków?

Tyle ode mnie na dziś. Wierzcie mi, że naprawdę liczyłam na to, że ten post będzie miał całkowicie inny ton. Dziewczyny – Iza, Gabrysia – jeśli jakimś cudem natkniecie się na ten artykuł – bardzo Was przepraszam za te słowa, nie mogłam jednak być nieszczera z czytelnikami. Naprawdę mam nadzieję, że moja negatywna opinia wynika z tego, że to ja nie potrafię poprawnie użyć tej palety (lub może trafiłam na felerny egzemplarz). Bardzo mocno trzymam za Was kciuki i na pewno będę sprawdzać także Wasze kolejne dzieci makijażowe! Tym bardziej, że powoli pojawiają się róż recenzje tego kosmetyku, które z reguły są raczej pozytywne (nie widziałam jednak próby zrobienia makijażu z cieniowaniem jak u mnie).

Kończąc, zapraszam Was na mój instagram @badhairway i @badhairway.pl, gdzie możecie śledzić na bieżąco, co tam u mnie słychać. Pamiętajcie, że posty (w miarę moich możliwości) pojawiają się na blogu w środy i soboty. Do zobaczenia!

You may also like...

1 Comment

  1. Moim zdaniem super, że nie zrezygnowałaś z publikacji recenzji. Bardzo cenię szczerość i umiejętność konstruktywnej krytyki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.