KOSMETYKI DROGERYJNE, KOSMETYKI LUKSUSOWE, MAKIJAŻ, PIELĘGNACJA, POLSKA MARKA, URODA

Ulubieńcy kosmetyczni ostatnich miesięcy

Hej! Już od jakiegoś czasu zbieram się do publikacji posta z ulubieńcami, ale ciągle wychodzi tyle ciekawych nowości, że zawsze jest coś ważniejszego. Przyszedł jednak ten czas, że albo opowiem Wam o ulubieńcach teraz, albo będę musiała opublikować kilka postów z tej kategorii. Tyle rzeczy mam Wam do pokazania! Także może bez zbędnego wstępu – zapraszam do artykułu

Pielęgnacja

Bardzo rzadko pokazuję Wam tu produkty do pielęgnacji, zwłaszcza ciała. Głównie dlatego, że moja skóra jest bardzo kapryśna i często reaguje źle na typowe, drogeryjne kosmetyki. Znalazłam jednak wspaniały balsam, po użyciu którego nie mam ochoty zadrapać się do krwi i po prostu MUSZĘ Wam go pokazać – La Roche Posay – Lipikar AP+. Jeśli tak jak ja, macie problemy ze swędzącą skórą – ten produkt raz, że jej nie podrażnia, dwa – łagodzi to uczucie. Koniecznie musicie go spróbować!

W pielęgnacji twarzy wróciłam do starego ulubieńca. Mowa tu o balsamie pod oczy Veoli Botanica – Keep an Eye on it. Jak do tej pory najlepiej zastępuje mi ten absurdalnie drogi krem z Bobbi Brown. Jest bardzo treściwy, gęsty, cudownie odżywia skórę pod oczami. Można nosić go także pod makijaż, chociaż ja raczej wolę go w pielęgnacji wieczornej. 

Nie wiem za to, gdzie się uchowałam, ale dopiero na początku roku odkryłam cudowny składnik, jakim jest Witamina C! Zużyłam serum Ole Henriksen – Truth Serum, które cudownie wyrównywało koloryt cery, dodatkowo ją nawilżając. Obecnie stosuję o wiele tańszy produkt marki Eveline i też jest całkiem ok. Dodatkowo, sera z witaminą C doskonale sprawdzają się u mnie pod makijaż (na wieczór wolę bardziej nawilżające klimaty). Zwykle nakładam je pod SPF – i tutaj też mam Wam coś do pokazania. Po chorobach miałam mocno przesuszoną skórę i krem od Bielenda Professional – SupremeLAB Barrier Renew z SPF 30, nie tylko zapewniał mi ochronę przeciwsłoneczną, ale dzięki ceramidom w składzie, działał też cudownie nawilżająco. Co prawda, w lecie sięgnę raczej po wyższy filtr, ale kolejnej zimy na pewno wracam do tego produktu!

Makijaż

Tutaj też mam Wam sporo do pokazania! Pierwsza kategoria to przygotowanie cery. Wróciłam do starego ulubieńca, jeszcze z początków studiów, czyli do podkładu Bourjois – Healthy Mix. Jest to idealny, lekki podkład na codzień (ja używam go też na większe wyjścia), który ładnie leży na twarzy, wyrównuje koloryt cery, nie przesusza jej. Drugi produkt Bourjois, to korektor, tym razem z serii Always Fabulous, o którym nie chcę pisać zbyt wiele, ponieważ mam dla Was przygotowany oddzielny post na jego temat… Powiem tylko, że warto :D. Coś, o czym wspominałam już w ulubieńcach roku, to korektor kremowy od Bobbi Brown. O sympatii do niego (używam dosłownie codziennie), świadczy denko w opakowaniu! Cudowny produkt, który pomaga zniwelować cienie pod oczami. W tajemnicy zdradzę Wam, że znalazłam jego tańszy zamiennik – ten post również ukaże się wkrótce na blogu!

Bardzo polubiłam się także z kremowym konturowaniem. Częściej ostatnio używam bronzerów kremowych, niż suchych. Dwa, po które sięgam najczęściej to stary, dobry Fenty Beauty – Cheeks Out Freestyle Cream Bronzer, odcień Butta Biscuit (tu również mam denko!) oraz nowość u mnie, klasyk na rynku – Chanel – Les Beiges. Obydwa są raczej po tej ciepłej stronie mocy, doskonale wtapiają się w skórę i pięknie na niej leżą.

Muszę przyznać się do jednej słabości – kompletnie przepadłam za produktami Charlotte Tilbury! Szykuję dla Was post z przeglądem całej marki, ale coś, co koniecznie musicie mieću siebie, to paleta do modelowania twarzy Filmstar Bronze & Glow. Bronzer – idealnie neutralny, z lekko czerwonawym podtonem, rozświetlacz subtelny, elegancki, ale widoczny. Cudo! Uwielbiam używać tej paletki zarówno na policzkach, jak i do makijażu oka! A skoro już o tym mowa… Typowa paleta do oczu, po którą sięgałam ostatnio najczęściej, to Master Mattes od Makeup by Mario, której dokładniejszą recenzję możecie zobaczyć tutaj >>klik<<. A co pod cienie? U mnie doskonale sprawdza się cień w kremie od Mac – Paint Pot, w odcieniu Painterly. Nałożony na powiekę i lekko przypudrowany, przytrzymuje cienie przez długie godziny. A nałożony solo – cudnie wyrównuje koloryt. 

Ostatnio postanowiłam chwilowo odstawić mój ulubiony tusz Variete, żeby może poszukać czegoś równie fajnego. Niestety, moje poszukiwania idą tak sobie, za to znalazłam bazę pod tusze od Essence, która nawet z najgorszego tuszu jest w stanie coś wykrzesać! Podobny research robię w kwestii utrwalania brwi. I jednogłośnie stwierdzam, że najlepszy w swojej kategorii jest po prostu jej prekursor – żel bezbarwny Benefit – 24hr Brow Setter. Faktycznie utrwala on włoski, utrzymuje je w ryzach, przy tym nie trzeba przyklejać ich do skóry, a sam żel nie odpada płatami w trakcie dnia. Szkoda tylko, że jest dość drogi…

W końcu mam Wam także coś do pokazania w kategorii usta! Pierwszy produkt to coś na pograniczu makijażu i pielęgnacji, po co sięgam już odruchowo, kiedy szukam jednocześnie podkreślenia i nawilżenia – Fenty Beauty – Slip Shine Sheer Shiny Lipstick. Moja pomadka jest w odcieniu Glaze i lekko wklepana, wygląda jak moje usta, tylko lepsze. Natomiast duo, które stosuję na większe wyjścia, ze względu na jego trwałość i cudowny kolor, to produkty od Charlotte Tilbury. Konturówka Iconic Nude, w połączeniu z pomadką Penelope Pink dają cudowny efekt! Do tego konturówka całkiem mocno zastyga, dzięki czemu jest naprawdę bardzo trwała. 

To by było na tyle w temacie moich kosmetycznych ulubieńców. Koniecznie dajcie znać, co Was zachwyciło w ostatnich miesiącach? Czekam na Wasze komentarze! Jak zawsze, zachęcam do śledzenia mnie na instagramie @badhairway i @badhairway.pl. Tutaj widzimy się w sobotę – do zobaczenia! 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.